Trzy oddzielne płyty, ale materiał został nagrany podczas tej samej trasy kwintetu Billy'ego Harpera po Dalekim Wschodzie w 1991 roku. Jest on doskonałym świadectwem niebywałego mistrzostwa samego lidera i jego grupy. Słuchając tych albumów nie mogę wyjść ze zdziwienia, że taki muzyk jak Billy Harper egzystuje gdzieś na peryferiach, gdy tymczasem wielu przeciętnych jazzmanów, którzy nie dorastają mu do pięt, święci triumfy.
Tę recenzję chciałbym poświęcić jego trzem płytom, gdyż należałoby je traktować jako jeden wielki koncert. Chronologicznie wychodząc od miejsc i czasu, zarejestrowanych na płytach nagrań, pierwszym jest koncert w Kaosiung na Tajwanie z 22 kwietnia, który znajduje się, na płycie 2, kolejnym ten z pierwszej płyty nagranej w Pusanie w Korei 27 kwietnia i ostatni na płycie nr 3 z 11 maja, zrealizowany w Kuala Lumpur w Malezji.
Liderowi, grającemu oczywiście na saksofonie tenorowym, towarzyszyli jego stali współpracownicy: Eddie Henderson na trąbce, Francesca Tanksley na fortepianie, Louie Spears na kontrabasie i Newman T. Baker na perkusji. Wspaniała ekipa, świetnie zgrana i bezbłędnie wyczuwająca intencje swojego lidera. Co do materiału przedstawionego na trzech płytach, tym, którzy nie znają Harpera można powiedzieć, iż jest to doskonałe wprowadzenie w jego muzykę. Znajdują się tam w zasadzie wszystkie jego najważniejsze kompozycje, które stanowią o jego fenomenie. Natomiast dla tych, którym nieobca jest jego muzyka to czysta przyjemność posłuchania dobrze znanych kompozycji na żywo, często brzmiących inaczej niż na płytach studyjnych.
Jeżeli potraktowalibyśmy te trzy płyty, jako jeden wspaniały koncert, to zaczyna się on od przepięknej kompozycji "Priestess", w której na bazie chwytliwej melodii granej przez sekcję i fortepian, Harper i Henderson na przemian snują znakomite sola na swoich instrumentach. Kolejna - "Trying To Make Heaven My Home" po - coltrane’owskim wstępie Harpera staje się najprawdziwszym bluesem, który jest przełamywany chrapliwymi dźwiękami saksofonu Harpera. Ustępuje on pola subtelnemu popisowi Hendersona na trąbce, po którym następuję spokojny duet fortepianowo-basowy Tanksley-Spears. W końcu cały już kwintet powraca z dużą intensywnością do tematu wiodącego. Świetna 25-minutowa uczta dla uszu.
Mam wrażenie, że w jakimś sensie tym koncertom patronował duch Johna Coltrane’a, o czym świadczy następny utwór, który nieodmiennie kojarzy mi się z Wielkim Mistrzem - "My Funny Valentine". Piękny utwór, zagrany z dużym feelingiem przez Harpera i jego partnerów. "Destiny Is Yours" zaczyna się fanfarami trąbki i saksofonu oraz dynamicznym wejściem perkusji, by następnie ustąpić przestrzennemu i nieco leniwemu popisowi kolejnych muzyków, poczynając od trąbki Hendersona. Znakomita kompozycja pełna interakcji pomiędzy muzykami. Tym utworem kończy się album 2 i niech nikogo nie zmyli obecność na niej tylko czterech utworów, bowiem najkrótszy "My Funny Valentine" ma ponad 9 minut.
Możemy zatem przejść do albumu 1, czyli koreańskiego. Wypełnia go aż 6 kompozycji, z czego dwie nie są autorstwa Harpera. To: "Countdown" Johna Coltrane'a i "Dance In The Question" Franceski Tanksley. Ten album ma jedną zasadniczą wadę. Otóż w porównaniu z innymi z tej trasy jest nieco gorzej nagrany. Ale mimo wszystko to drobiazg w porównaniu z tym, jaką muzykę przynosi. Już sam początek i utwór "I Do Believe" z frenetycznym solem Harpera, a później równie dynamicznym popisem na trąbce Eddiego Hendersona, pozwala nam zapomnieć o tych małych niedomaganiach technicznych. W tym utworze możemy usłyszeć dalej i solo Tanksley, jak i po raz pierwszy krótkie plumkające solo Spearsa na kontrabasie. "Countdown" Coltrane'a to przede wszystkim Harper z towarzyszeniem perkusji Newmana T. Bakera i jego wcale niecoltrane'owska gra na saksofonie. Krótko, w porównaniu do tego, co prezentuje Harper na tych trzech albumach, tylko 5 minut. "Dance In The Question" Tanksley nie różni się wiele od utworów Harpera. Widać tu jak wielki wpływ ma lider na grających z nim muzyków, skoro piszą kompozycje tak podobne do jego utworów. Kolejne sola, najpierw Hendersona, później Harpera przyprawiają o zawrót głowy, tyle w nich energii, prostoty i przestrzeni. Sama Francesca Tanksley też ma swoje pięć minut w tym utworze, grając subtelne solo na fortepianie, któremu następnie towarzyszy dynamiczna perkusja Bakera. "Insight" Harpera zaczyna się dość nietypowo od szmerów perkusji i delikatnych dźwięków basu, by następnie przejść do bezkompromisowej jazzowej jazdy z grającymi na przemian swoje partie Harperem i Hendersonem. Bardzo ciekawy dynamiczny utwór. Wreszcie czas na trochę oddechu, wyciszenia. Daje go ballada "If One Could Only See", którą zaczyna pełnymi skupienia frazami Francesca Tanksley na fortepianie. Po dłuższej chwili dołącza jakby rozmarzony saksofon Harpera. Spokój i nostalgia, jakaś bliżej nieokreślona tęsknota, emanuje z utworu najkrótszego w tej serii płyt. Ostatnim utworem jest "Croquet Ballet" - zwiewna kompozycja z pełnymi powietrza frazami saksofonu. Tym razem cały zespół jest tylko tłem do opowiadanej przez niego historii, którą w pewnym momencie przejmuje trąbka Hendersona, krystaliczna, pełna uroku i ciepła. Następuje w końcu moment, kiedy na scenie zostaje tylko fortepianowe trio. Swoje duże umiejętności gry na kontrabasie ma wreszcie okazję zaprezentować Spears. Powrót do motywu przewodniego kończy tę malowniczą kompozycję.
I wreszcie tour de force całego tego koncertu: płyta trzecia – malajska. Najlepiej zrealizowana i wypełniona najbardziej improwizowaną muzyką, z członkami kwintetu grającymi jak natchnieni. Bez wątpienia najlepsza część tej trylogii. Rozpoczynający płytę "Soran-Bushi-B.H." to w zasadzie jeden z najsłynniejszych standardów Harpera. Czego by nie napisać o tym wykonaniu będzie i tak za mało, niepełnie, nietrafnie. Poprzestanę na informacji, że kompozycja trwa ponad 23 minuty (ale i tak nie jest najdłuższa na płycie) i można na niej znaleźć wszystko: od pięknego motywu przewodniego, po wspaniałe improwizacje muzyków; od marszowych motywów. po free jazz. Coś wspaniałego, ale to dopiero początek. Kolejny utwór "Call Of The Wild and Peaceful Heart" to znowu, trwająca 20 minut, epopeja. Możemy zachwycać się zarówno długim solem na trąbce Eddiego Hendersona, idącym na przekór grającej jakby coś innego sekcji rytmicznej, a to pięknymi, delikatnymi pasażami Tanksley na fortepianie. No i ostatni utwór, prawdziwe monstrum - ponad 30-minutowy "Cry Of Hunger". Równie dramatyczny jak tytuł, z tyloma zmianami tempa, nastroju, pojawiających się solistów, że może to przyprawić o zawrót głowy. Już sam początek, trwający prawie 3 minuty jest intrygujący, zresztą posłuchajcie sami. A później jest tylko lepiej.
Tych płyt trzeba posłuchać. Satysfakcja gwarantowana. Potem dopiero nachodzi refleksja: jak dalece nieoryginalni i "plastikowi" są aktualni herosi sceny jazzowej, tacy jak Kenny Garrett, James Carter, Branford Marsalis, Joshua Redman (uff wystarczy).
Trylogia z koncertów Harpera na Dalekim Wschodzie to prawdziwa encyklopedia jazzu, w której co prawda być może trudno zanurzyć się za jednym zamachem, ale, do której można powracać niejednokrotnie, z tą samą, a może nawet wzrastającą przyjemnością. Zdecydowanie polecam.
Billy Harper - tenor saxophone
Eddie Henderson - trumpet
Francesca Tanksley - piano
Louie Spears - double bass
Newman Baker - drums
Live on Tour in the Far East, Vol. 1
Live on Tour in the Far East, Vol. 2
Live on Tour in the Far East, Vol. 3


Komentarze
Pokaż komentarze (1)