Oj, zawiódł mnie Henry Threadgill. Osiem lat milczenia i płyta, która trwa niespełna 40 minut. Tak się nie robi swoim fanom, chociaż obiecujące jest to, że w tytule pojawia się wiadomość, iż jest to część pierwsza, więc może wkrótce pojawi się część druga, trzecia i następne.
Poza tymi wątpliwościami, muszę przyznać, chociaż od razu odżegnuję się od jakiegokolwiek obiektywizmu, jako że jestem zatwardziałym fanem muzyki Henry Threadgilla, iż płyta jest znakomita, choć niełatwa w odbiorze. Zaczyna się dźwiękami fletu i gitary, a później muzyka kameralna pełną gębą. Melancholia i jakiś taki podskórny niepokój.
Kolejny utwór „To Undertake My Corners Open” na pierwszy plan wysuwa się świetne solo puzonu, a dalej to kapitalne współbrzmienie gitary i fletu. Zresztą opisywanie dalszych utworów nie ma większego sensu, posmakujcie tej muzyki sami. Bazuje ona w przeważającej mierze na fantastycznym dialogu saksofonu bądź fletu z akustyczną gitarą, dla których świetny podkład dają pozostałe instrumenty. Nie jest ta muzyka zresztą zbyt odległa od klimatów, które już znaliśmy z poprzedniej płyty Zooid „Up Popped The Two Lips” sprzed 8 lat, pomimo nieco innych instrumentów zaangażowanych w bieżący projekt. Wygląda zatem, że czas jakby zatrzymał się dla Henry Threadgilla, ale nie jest to żaden zarzut, bo nadal jego niezwykła muzyka porusza do głębi.
Henry Threadgill Zooid - Brings Us To, Vol. 1 (2009)
Henry Threadgill - alto saxophone, flute
Liberty Ellman - acoustic guitar
Jose Davila - trombone, tuba
Stomu Takeishi - acoustic bass guitar
Elliot Humberto Kavee - drums


Komentarze
Pokaż komentarze (2)