Przyznam, że słuchając różnych wykonawców jazzowych, zwłaszcza tych młodszych, jak James Carter, Kenny Garrett, Nicholas Payton, albo sięgając już do samych pianistów, jak Brad Mehldau lub Matthew Shipp - odczuwam pewnego rodzaju znużenie.
Muzycy są świetni, opanowanie instrumentów posunięte do perfekcji, zazwyczaj składy, z którymi występują są niezwykle kompetentne. A mimo to, po paru przesłuchaniach ich płyt brakuje mi tego szczególnego rodzaju magii, która powinna towarzyszyć wielkim płytom wielkich twórców.
Na szczęście można pogrzebać w niedalekiej przeszłości i znaleźć coś takiego, co zafascynuje, zauroczy i tak łatwo człowieka nie puści. Takim albumem, złożonym z dwóch płyt, jest Horace'a Tapscotta i jego Pan African Peoples Arkestry - "Live at the l.U.C.C." Wydała go niewielka firma fonograficzna Nimbus w 1979 r. i dopiero niedawno ten album jest dostępny na CD. Niewątpliwie jest to duża niedogodność, ale zaręczam, że warto postarać się o tę płytę.
Nie twierdzę, że "Live at the l.U.C.C." jest genialną płytą, zagubionym diamentem, nie odkrytym przez publiczność arcydziełem. Nic z tych rzeczy. Sam stwierdzam, że Tapscott wydał lepsze płyty np. "The Dark Tree". Niemniej naprawdę warto się z nią zapoznać, przynajmniej z trzech powodów:
1. Tak wspaniale roztańczonego (to jest chyba właściwe słowo) i melodyjnego free jazzu rzadko można posłuchać. Dodatkowo zagranego przez duży skład z niesłychaną werwą.
2. I tu należałoby powrócić do początku tego, czego nie mogę znaleźć w płytach obecnych młodych gwiazd jazzu, czyli trudnej do określenia magii, czaru i atmosfery, a czego na tej płycie jest pod dostatkiem. Tam gdzie powinno być lirycznie jest lirycznie, tam gdzie powinno być agresywniej i szybciej, tam również muzyka nabiera tempa i swoistego "wykopu".
3. I ostatni powód, który dotyczy tej, ale nie tylko tej płyty pianisty: wspaniała gra lidera - Horace'a Tapscotta, jego niezwykła oryginalność. To nie jest kolejny pianista z linii Evans - Jarrett, nie można porównać go z Hancockiem, ani z Coreą. Gra inaczej, co nie znaczy oczywiście, że lepiej od tamtych. W czasach, gdy każdy - no może przesadzam - nowy tenorzysta czerpie pełnymi garściami z Coltrane'a, a każdy młody pianista z Evansa lub może bardziej z Jarretta, swoisty styl gry nabiera dodatkowej wartości.
A teraz wracając do samej płyty. Wszystkie utwory na niej są dość rozbudowane z wyjątkiem ostatniego "Lift Every Voice", który twa niespełna dwie minuty i stanowi właściwie epilog całego koncertu. Pozostałe utwory trwają od minimum 10 minut do prawdziwych suit, takich jak "Village Dance", czy rozpoczynający koncert "Macrame", które trwają ponad 20 minut.
Słuchając tych utworów można zadumać się nad umiejętnościami Tapscotta, zarówno jako pianisty, jak i dyrygenta jazzowej orkiestry.
Gorąco polecam to nagranie. Żal, że ten wybitny pianista niczego nowego już nie nagra. Zmarł 27 lutego 1999 roku w Los Angeles.
Horace Tapscott - Live at the I.U.C.C. (1979)
Pan Afrikan Peoples Arkestra
Lester Robertson - trombone
Bob Watt - fluegelhorn
Kafi Larry Roberts - flute
Adele Sebastian - flute
Aubrey Hart - flute
Herbert Callies - clarinet
Jesse Sharps - vocals (soprano)
Michael Session - alto saxophone
Sabir Mateen - tenor saxophone
James Andrews - tenor saxophone
Billy Harris - tenor saxophone
Desta Walker - tenor saxophone
John Williams - vocals (baritone)
Linda Hill - piano
Horace Tapscott - piano, conductor
Louis Spears - cello
Red Callender - tuba
David Bryant - bass
Alan Hines - bass
Roberto Miranda - bass
Everett Brown Jr. - drums
Billy Hinton - drums
Daoud Woods - percussion
Mike Daniels - percussion
Album 1
Album 2


Komentarze
Pokaż komentarze