Przeczytałem sobie ciekawą notkę anddna „Na ile mamy wpływ”, którego zainspirował ciekawy wywiad Marka Kondrata w Polityce „Rozmowa z Markiem Kondratem na 60. Urodziny. Na swoim przeklętym miejscu”.
Powiem szczerze nie chce mi się odnosić do całego wywiadu, ale w obecnej działalności Marka Kondrata tzn. biznesmena prowadzącego sieć sklepów z winami oraz twarz reklamową banku ING coś mi nie gra i coś mnie razi.
Jest w tym jakiś fałsz.
Ta nachalna i namolna europejskość, ten zachwyt nad tradycjami innych narodów, te znawstwo, czy na pewno, win i związanych z tym rzeczy.
Zdania, które powiedział jego pracownik, ale które równie dobrze powiedziałby Kondrat w stylu „Uwielbiam rozmawiać o winach oraz regionach, z których one pochodzą. Nie kryję swojej sympatii do lekko przydymionego shiraza z Nowego Świata.” brzmią mi jakoś tandetnie, fałszywie i pretensjonalnie.
Tak samo tandetnie, fałszywie i pretensjonalnie brzmią inne wypowiedzi pracowników sklepów pana Marka Kondrata.
Na pewno wiedzą oni, że szef lubi ludzi, którzy lubią wina, więc jak sądzę udają, że wino to ich pasja.
Oto niektóre z „kwiatków”
Wspólnie z Państwem będziemy starali się obudzić w sobie ducha "odkrywcy", aby docenić bogactwo i złożoność wina. Zwłaszcza w eleganckich Merlot...
Mam nadzieję nauczyć się obcować z "napojem bogów", a nasz sklep zyska renomę zacnej włoskiej enoteki.
Wino to moja pasja. Nie kryję mojej sympatii do Sauvignon Blanc z Nowego Świata.
Marku Kondracie, lubiłem cię jako aktora, który pił wódkę, a przynajmniej udawał, że picie wódki smakuje, a teraz co się z Panem stało
Marek Kondrat jak arbiter elegantiarum, polski Petroniusz, wielbiciel win, właściciel winiarni, człowiek kosmopolita, człowiek nowoczesny (ale nie tak bardzo, bo woli zapłatę za wina w gotówce niż kartą – zobacz dziwaczny regulamin sklepu Winiarium) zupełnie mnie nie przekonuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)