Niby nic wielkiego, ot wybór nagrań koncertowych z lat 2002 – 2004 po Europie, Azji i Ameryce, a jednak to prawdziwy majstersztyk.
Pozwolę sobie na taką małą dygresję, otóż Wayne Shorter przez długie lata był przeze mnie lekceważony i nie za bardzo rozumiałem, dlaczego jest tyle hałasu wokół tego muzyka. Zawsze bardziej go kojarzyłem z Weather Report niż ze słynnym kwintetem Milesa Davisa, nie mówiąc już o jego własnej twórczości, która była dla mnie nieznana.
Dopiero, wstyd przyznać, jego duet z Herbiem Hancockiem na płycie "1+1" skłonił mnie do uważniejszego zapoznania się z jego twórczością i wtedy otworzyły mi się oczy, a raczej uszy, na tego niezwykłego saksofonistę i wspaniałego kompozytora. Kompozytora wielkiej klasy, bo to przecież on napisał dla kwintetu Milesa Davisa tak znakomite utwory jak "E.S.P", "Footprints", "Prince Of Darkness", "Masqualero", "Neferttiti", "Sanctuary" i tak można ciągnąć jeszcze dłużej. Pominę etap jego długoletniej współpracy z Weather Report i jego własną twórczość, ale zapewniam, że można tam odkryć kolejne perełki. Słuchanie tego niezwykłego saksofonisty (gra na saksofonie tenorowym i sopranowym) to prawie jak dotykanie absolutu, choć nie robi może wrażenia przy pierwszym kontakcie. Ale gdy się zagłębić w barwę i kolorystkę jego instrumentów, możemy stwierdzić z całą pewnością że, tak jak on nie gra teraz nikt. To on wyznacza standardy i jest chyba ostatnim z wielkich wizjonerów jazzu.
Ale wróćmy do teraźniejszości. Połowa pierwszej dekady nowego wieku jest dla tego 70-letniego muzyka wielce łaskawa. Kolejne płyty "Footprints Live" i "Alegria" to nie łabędzi śpiew starego mistrza, ale doniosłe i bardzo udane dzieła. Na pewno duża też w tym zasługa jego stałych współpracowników, młodszych o jedno, a raczej dwa pokolenia - świetnych muzyków takich jak pianista Danilo Perez, basista John Patitucci i perkusista Brian Blade.
Tę serię udanych płyt kontynuuje właśnie omawiane nagranie. Można ten album potraktować jako swego rodzaju sequel "Footprints Live". Ale o ile na tamtej były wyłącznie killery w postaci "Sanctuary", "Aung San Suu Kyi" czy też "Juju", to na omawianej płycie znajdziemy nowe lub mniej znane dokonania Shortera pochodzące z jego bogatej twórczości.
Już pierwszy utwór "Smilin’ Through" jest niespodzianką. To kompozycja Arthura Penna z wojennego filmu o tym samym tytule z 1941 roku, zagrana z początku wolno i majestatycznie. Dominują leniwe frazy saksofonu sopranowego i pasaże fortepianu Pereza, aby później przejść w stonowany swingujący trans, gdzie słychać wyraźnie jak genialnie gra sekcja rytmiczna Patitucci - Blade. Takich niespodzianek jest na tej płycie więcej, chociażby cztery absolutnie nowe utwory Shortera; dynamiczny, rozedrgany "As Far As The Eye Can See", wspaniała miniatura "Tinker Bell", w której wspaniałą grą smykiem na kontrabasie zachwyca John Patitucci, zakręcony "Adventures Aboard the Golden Mean" i niepokojący, z narastającym stopniowo napięciem tytułowy "Beyond The Sound Barier" lub piękna wersja utworu Felixa Mendelssohna "On Wings of Song".
Te utwory, jak i pozostałe dwa: "Joy Ryder" i "Over Shadow Hill Way" łączą dwie ważne rzeczy - kapitalna gra całego kwartetu i doskonała realizacja materiału. Tak dobrze nagranej płyty dawno nie słyszałem..
Wspaniałe dzieło świadczące o tym, że to nie kto inny, a Wayne Shorter nadal rządzi i nie zamierza odejść na emeryturę, ani oddać pola młodym pretendentom do tytułu króla jazzu.
Wayne Shorter Quartet - Beyond The Sound Barrier (Verve, 2005)
Wayne Shorter - soprano saxophone, tenor saxophone
Danilo Pérez - piano
John Patitucci - bass
Brian Blade - drums


Komentarze
Pokaż komentarze