Podaję za Rzeczpospolitą z dnia 27.10.2007 r.
"Po przejściu kilkuset metrów Michał zobaczył idącego w ich kierunku niedźwiadka
. – Zeszliśmy mu z drogi, chowając się za drzewami – twierdzą.
Niedźwiadek poszedł za nimi. – Najpierw do Beaty. Później zatrzymał się dwa metry
ode mnie. Zaczął warczeć i sapać. Patrzył na przewieszoną przez ramię torbę –
mówi Michał.
Chłopak miał w niej kanapki. Ale zjadł je w schronisku. – Powiedziałem przerażony,
by ktoś mi dał jakąś bułkę. Chciałem mu ją rzucić. Miałem nadzieję, że się od nas
odczepi – wspomina mąż Joli.
Miś jedzenie odgarnął łapami.
– Cały czas zainteresowany był torbą – mówi Michał. – Rzuciłem ją w jego kierunku,
mimo że miałem tam wszystkie dokumenty i komórkę.
Odgarnął ją łapą i rzucił się na mnie. Niedźwiadek ugryzł Michała w nogę.
Po tym ataku mężczyzna ma cztery spore dziury w łydce.
Później zwierzę rzuciło się na Jolę. – Ugryzł ją w rękę.
Złapałem misia za szyję i przewróciłem się z nim na ziemię – powiada Michał.
Daniel: – Krzyknąłem do Michała, by go puścił, bo wydawało mi się, że niedźwiadek
ma już dość.
Michał: – Puściłem, ale miś rzucił się na mnie z jeszcze większym impetem.
Chłopak sturlał się ze zwierzęciem do płynącego nieopodal potoku. Wody było w
nim do kolan. – Wiedziałem, że on nam nie odpuści.
Krzyknąłem, że musimy go udusić.
Zacząłem uderzać jego głową o wodę – przyznaje Michał.
Na niedźwiadka usiedli jeszcze Daniel i Jola.
Z pomocą pospieszyła też dwójka turystów, która widziała całe zajście.
Miś zginął.
Najlepsze w tym artykule jest to, iż Michał szuka psychologa.
– Ciągle słyszę, że jesteśmy mordercami.
Żałuję, że niedźwiedź nie żyje, ale ja walczyłem tylko o swoje życie.
Jestem ciekawy, co pan by zrobił na moim miejscu?
Jak sądzicie, czy brzmi to wiarygodnie?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)