Blog
Rorschach
0 obserwujących 8 notek 5606 odsłon
Rorschach, 11 lipca 2009 r.

Jak marnować pieniądze?

To proste. Wystarczy być biednym. To znaczy, nie można tak naprawdę być biednym – trzeba dysponować jakąś walutą wymienną. Prawdziwym biedakiem nikt się nie przejmie poza ludźmi dobrej woli, którzy z autentycznej potrzeby czynienia dobra pomagają autentycznym potrzebującym.

W tym przypadku mówimy o tzw. „biednych gminach”, które piórami dziennikarzy skarżą się w Gazecie Wyborczej na to, że im państwo „skąpi” środków. Ich walutą są z jednej strony głosy wyborcze, a z drugiej wsparcie polityczne tzw. „dołów partyjnych”, czyli wewnętrzna polityka, o której co nieco pisaliśmy w poprzedniej notce. Tym razem jednak okazało się, że kryzys spowodował prawdziwe problemy na górze, czas więc na chwilę skupić się na problemach z kleceniem rozłażącego się budżetu. To wszak podstawowe prawo ekonomiczne – jeśli waluta PLN zaczyna być coraz ważniejsza, to jej parytet w relacji do względnie stałej waluty głosów wyborczych rośnie, czyli te ostatnie tracą na znaczeniu.

I tak doczekaliśmy się – z wyraźnego przymusu – cięć tam, gdzie to niespecjalnie groźne; wszak np. KRUS (skądinąd bardzo słuszny, jego warunki mogłyby być z powodzeniem rozszerzone na ZUS, o ile nie znieślibyśmy całej tej porażki, jaką są ubezpieczenia społeczne) to już arcyważne głosy ludowców, tego więc nie zmienimy choćby i za Chiny Ludowe.

Zaczęły się więc standardowe biadolenia, czyli w istocie naciski polityczne dołów gminnych, które w ten sposób odgrywają także przed swoimi wyborcami swoistą komedię („to ci na górze, niech będą przeklęci, miłościwy Jezusicku, są winni, a nie my”).

I jakież to ważne rzeczy zostały zaprzepaszczone i jakim (boć czy to ważne?) kosztem? Czytamy: „Program ma pomagać gminom »daleko od drogi« - tym, które najmniej skorzystały na transformacji i wejściu do UE. I nie mogą sobie poradzić np. z bezrobociem, alkoholizmem czy niepełnosprawnością. Ale chodzi też o to, by obudzić w ludziach poczucie wspólnoty, nauczyć pisać wnioski o fundusze unijne”.

Ach, więc chodzi teżo to, aby ludzie potrafili prosić o środki, które pójdą na to, aby ich uczyć prosić o środki. Takkk, to niewątpliwie logiczne, słuszne i produktywne, aby szkolić całe rzesze ludzi jak mają na całe życie zostać uwiązani do unijnego źródła przychodów, zamiast zarabiać samodzielnie, choćby i niewielkie pieniądze. Należy też wzbudzać poczucie wspólnoty przez poleganie na zewnętrznym, obcym wielkim inwestorze, dla którego należy wypełnić odpowiednie formularze, aby dostać pieniądze. Poczucia wspólnoty nie buduje się przecież (ha, ha!) przez uzależnienie otrzymania zysku od pracy w lokalnej społeczności i firmach, oraz od wzajemnych systemów pomocy, jak pożyczki wzajemne, kredyty kupieckie, pomoc lokalnego kościoła, czy inne tego typu rynkowe formy. Nie. Lokalną społeczność buduje brukselski gigant i składka unijna, którą płacą podatnicy, dzięki czemu nie mogą kupować potrzebnych im dóbr, produkowanych także w „obszarach biedy”.

Idźmy dalej – ponieważ pewne gminy są w gorszej sytuacji niż inne, należą im się pieniądze. Dlaczego się należą? Bo mają głosy takie same, jak głosy bogatszych, choć ekonomicznie są mniej produktywni (pomijamy problem opodatkowania i regulacji – urzędnicy i politycy są bogaci, bo nie płacą żadnych podatków, tylko w imię mimikry część swojej pensji odprowadzając do budżetu, z którego środki przed chwilą dostali; jest to ważne rozróżnienie, bo budżet nie może zbankrutować, więc jakkolwiek wysokie nie byłyby stawki podatkowe, ich pensjom oraz „pracodawcy” nic nie grozi). Przypomnijmy – w tej części rynku, która jest wolna, oferuje się produkt, a za to otrzymuje się inne produkty, zwykle tymczasowo zamrożone w pieniądzu. Pamiętajmy – zwykle nie zależy nam na samych pieniądzach, tylko na dobrach, które produkują inni – pieniądze są „tylko” (arcyważna funkcja!) czymś w rodzaju energii potencjalnej, której rozładowanie polega na kupieniu innych dóbr. Zatem jeśli jesteśmy uczciwi i jeśli chcemy otrzymać jakiś czyjś produkt, to sami musimy coś temu komuś, lub, przez całą sieć gospodarki pieniężnej, komukolwiek innemu, kto oferuje coś tamtemu. Musimy wytworzyć coś, co będzie dobrze wycenione przez innych ludzi. I dostaniemy tyle, ile inni ludzie uznają za odpowiednią cenę. Jeśli potrafię w sekundę wytworzyć miliard ołówków z jednego patyczka, to wnet zostanę bardzo bogatym człowiekiem, bo nikt takiej sztuczki nie potrafi powtórzyć. Jeśli kopię dół, a potem go zasypuję, to choć się napracowałem co niemiara, nikomu nie jest to potrzebne.

Urzędnicy i politycy myślą inaczej. W wersji cynicznej dostają pieniądze za coś, co zrobił ktoś inny, sami od siebie nic nie dając. W wersji deklaratywnej dostają pieniądze za administrowanie i regulowanie gospodarki. Oczywiście jest to kompletnie niepotrzebne, skoro gospodarka nie reguluje się sama, jak twierdzą niektórzy, tylko jest skutecznie regulowana przez każdego uczestnika rynku. Każdy wie, czego potrzebuje, wie też, co potrafi dać innym, nawet, jeśli nie jest to tak wiele. Każdy człowiek może prosić o jałmużnę, każdy, kto jest produktywny może tę jałmużnę dać, a jeśli zniechęca go marnotrawstwo, może starać się organizować takie formy, które będą tracić możliwie mało pieniędzy, dając możliwie dużo potrzebującym. Takie organizacje mają swoją historię, istniały obok państwa i były przez wieki zwalczane przez urzędników, którzy chcieli je „uczłowieczyć”, czyli zmusić do czegoś, co im się widziało jako należne. I choć często chcieli dobrze, tylko nie rozumieli rzeczywistości, w której widzimisię nie tworzy jedzenia, ubrań i dachu nad głową, to często też po prostu prymitywnie chcieli się podszyć pod dobroczyńców, zgarniając podatki i oddając cudze, więc dla nich niewiele warte, pieniądze.

Opublikowano: 11.07.2009 14:22.
Autor: Rorschach
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Chevalier Bez nerwów! Jest lato, możemy sobie spokojnie pogadać. Luz. Imię Leopolda...
  • @romank Czyli zgadzamy się co do tego, że nie trzeba przymusu państwowego, żeby tradycyjne...
  • @nielubiegazety2 Nic nie pomogą gładkie słówka o wyższości racji i konieczności...

Tematy w dziale