25 obserwujących
125 notek
71k odsłon
  138   0

Capoeira jakiej nie było

Larisa na jednym z pokazów1
Larisa na jednym z pokazów1



To znaczy capoeira była, o czym pisaliśmy już razy kilka, a pierwszy raz - ach! W 2014 roku!
Ale takiej jak na tegorocznym Festiwalu i towarzyszącej mu Karawanie bez Granic – nie było.

Ale po kolei:

chłopcy, którzy są z capoeirą już oswojeni, a poprzez fakt, że przedstawiony 4 lata temu mistrz Chocolate jest też ciągle ich wychowawcą (a to tego co jakiś czas przybywa do nas na krócej lub dłużej jego kolejny kolega po fachu), patrzyli na jeszcze jednego zawodnika, który miał brać udział w pokazach z zaciekawieniem, ale i z powątpiewaniem:

bo ten nowy zawodnik był niby jak trzeba: beżowy na twarzy, z kręconymi włosami, ubrany na biało, ale ewidentnie mikry. No nic na to nie poradzę – mikry i już.

A u naszych chłopców kult może nie (bo dożyliśmy czasów, gdy Internet powywracał wszystkie dotychczasowe wzorce i hierarchie), ale uznanie dla tężyzny fizycznej jest na porządku dziennym, co zresztą jest typowe dla każdej młodzieżowej grupy rówieśniczej:

mikrusy nie mają lekko.

O, taki Chocolate o posturze gladiatora połączonej z pogodną, latynoską naturą to jest ktoś! Ma wśród chłopców, jak to się kiedyś mówiło – mir.
Tym bardziej, że swobodnie mówi po polsku, ma żonę Polkę i dzieci.

Dlatego można byłoby oczekiwać, że pokaz walki  mikrusa z ewidentnie mocniejszym fizycznie przeciwnikiem nie wzbudzi większego zainteresowania, bo przecież wiadomo, że w sportach walki starcia w kończącej zwykle zawody tzw. kategorii open kończą się dla lżejszych i słabszych sromotnym laniem, a służą jedynie zaspokojeniu specyficznych upodobań widowni.

W Różanymstoku nie ma rzecz jasna walk na serio. Są jedynie pokazy, w których nie ma fizycznego kontaktu między zawodnikami a jedynie popisywanie się zdobytym przez lata treningów kunsztem:

uniki, zaskakujące przejścia z obrony do ataku, efektowne salta, pady czy kojarzące się z tańcem, wyglądające na zadane od niechcenia a w prawdziwej walce zabójcze kopnięcia, połączone w całość jak z układu choreograficznego.

A jednak pokazy w wykonaniu niepozornego przybysza Brazylii spotkały się z żywym zainteresowaniem. Tak samo, jak podczas każdego z występów tegorocznej Karawany, która wyruszywszy z Różanegostoku odwiedziła Dąbrowę Białostocką, Suchowolę, Korycin (tak – ten od słynnych na  całą Polskę serów), Dziecięcy Szpital Kliniczny w Białymstoku, gdzie widownię stanowiły dzieci chore na nowotwory, Sokółkę, graniczną Kuźnicę Białostocką,

Na finałowym pokazie w Różanymstoku klaskali wszyscy: i nasz najwyższy rangą w Polsce  przełożony zakonny, i władze samorządowe, i te oświatowe, i gospodarze - goście z bliska i z daleka.

A, zapomniałbym dodać:

ten niepozorny capoeirista to... dziewczyna.



Drobna, wręcz delikatna, ale kocio zwinna i – jak pisałem  wyżej – beżowa. No i co tu gadać
ładna.
I do tego z tym olśniewającym uśmiechem garnituru białych zębów.
Na imię ma Larisa.

Owacja była, że ho ho, a największy hałas robili nasi podopieczni.

No cóż, młodzi chłopcy, co normalne, zwracają uwagę na ładne dziewczyny. Ale rzadko im się zdarza natknąć się na taką, która oprócz swej egzotycznej urody ma jeszcze inny, budzący najprawdziwszy szacunek walor:

przyłożyć (z wdziękiem tancerki) potrafi!

image

image
https://www.salon24.pl/u/rozanystok/601320,capoeira


 

Zobacz galerię zdjęć:

Larisa na jednym z pokazów
Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów Larisa na jednym z pokazów +3 zdjęcia +4 zdjęcia
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości