Jedną z najbardziej popularną wśród filozofów definicją kultury jest „życie w wyborze”. Życie „w wyborze” zaczyna się w tym samym punkcie, w którym wydobywamy się z konieczności narzucanej przez biologię. Wybór oznacza koniec wszechwładzy popędowości; często łączy się też z umiejętnością tzw. odkładania gratyfikacji, a więc ze zrozumieniem, że włożenie większego wysiłku w zrobienie czegoś lub powstrzymanie się od natychmiastowej konsumpcji może ostatecznie przełożyć się na znacznie większy zysk.
Wdrażanie do mechanizmu odkładania gratyfikacji jest podstawowym elementem wychowania dzieci. Uczymy je chociażby, że jeśli będą uczyć się pilnie, czeka je wyjazd na upragnione wakacje. Albo że jeśli poczekają ze zjedzeniem ciasta, aż ostygnie, nie będzie ich bolał brzuszek. Dzięki temu, że widzą przed sobą więcej możliwości niż jedna, dzieci uczą się podejmować decyzje – i ponosić ich konsekwencje. Kultura to ogromny mechanizm, którego podstawowym zadaniem jest otwierać przed użytkownikami nowe możliwości, wskazywać nowe ścieżki, zachęcać do podejmowania trudniejszych, ale odpowiednio lepiej owocujących zadań. Kultura jako życie w wyborze uczy świadomego podejmowania decyzji, gdyż pokazuje, że możliwości jest więcej, niż ta jedna, którą narzucają nam instynkty i emocje, jak strach czy pęd do przyjemności.
Jakość życia obywateli, jakość ich partycypacji w życiu społecznym i gospodarczym uzależniona jest od podejmowanych przez nich codziennie setek decyzji – drobnych i wielkich. Niestety, zbyt często nie widzimy przed sobą wszystkich możliwości. Zdajemy się na decyzje, jakie „podejmują wszyscy”, nie zważając na zgubne skutki takiego owczego pędu dla społeczeństwa. Promowanie kultury to przede wszystkim otwieranie oczu na nowe możliwości i wciąganie obywateli we współuczestnictwo, sprawczość, odpowiedzialność za siebie.
Przykładów można podać wiele. Edukacja artystyczna i obcowanie ze sztukami wizualnymi rozwija spostrzegawczość, daje kontakt z nowymi sposobami postrzegania, dzięki czemu pełniej przeżywamy świat. Lokalne imprezy kulturalne stanowią bodziec do rozwoju życia wspólnoty i lokalnej demokracji. Nacisk na czytelnictwo oraz edukacja społeczna i humanistyczna przekładają się między innymi na zdjęcie odium z urzędowych formalności, stworzenie warunków do bieżącego samodokształcania się,
Rola obcowania ze słowem pisanym, szczególnie z dłuższymi formami, takimi jak powieść czy esej, jest nie do przecenienia. Zawarte w nich ciągi argumentacyjne uczą nowych sposobów myślenia, rozwijają umiejętność budowania własnych argumentacji, a także wprowadzają do życia intelektualnego niezbędny element czasowości – przeciwieństwo pędu do natychmiastowej gratyfikacji – który pokazuje sens podejmowania intelektualnych wysiłków.
Oczywiście edukacyjny aspekt kultury nie wyczerpuje charakterystyki tego zjawiska, choć można chyba śmiało powiedzieć, że bez uczenia się, bez przyjemności czerpanej ze zdobywania wiedzy i umiejętności, nigdy by nie zaistniało. Kultura to także życie społeczne, sztuka budowania więzi z drugim człowiekiem i uczestnictwa we wspólnocie. Postawy społeczne „obsługuje” ta część kultury, którą umownie nazywa się humanistyką. W nurcie tym plasuje się i historia lokalna, i budujące od podstaw społeczności intelektualistów konkursy na eseje, i wiedza o społeczeństwie w szkołach średnich, i wspieranie samorządności uczniów i studentów, a także filozofia, etyka i religioznawstwo.
Kolejnym aspektem kultury jest twórczość. Wytwarzanie nowych treści, nowych opisów zmieniającego się świata, stymulowanie wyobraźni. Często mówi się, że sztuka jest niezbędna w społeczeństwie, choć jednocześnie nie może być zadaniowa... We współczesnym świecie, który podlega szybkim przekształceniom, w którym bardzo ceniona jest indywidualna wolność, w którym ludzie są mobilni i szybko się przystosowują do zmian, nie da się mechanicznie administrować społeczeństwem. Potrzebne są – wciąż odnawiane – wzorce kulturowe i rozumienie celów działania.
Kiedy wytwarzamy je na indywidualny użytek, to one są gwarantem naszego indywidualnego sukcesu. Żeby jednak wytworzyć je jako wspólnota, potrzebujemy zrozumienia własnej historii i tradycji, ich relacji do współczesności i innych kultur, swojego miejsca w świecie i we wspólnocie. To również uczestnictwo w kulturze.
Uczestniczenia w kulturze nie da się wymusić, a każdy dorosły może się powołać na swoją wolność wyboru, by uzasadnić, dlaczego woli nie podejmować skomplikowanych działań intelektualnych, a swoje rozrywki sprowadzać do oglądania teleturniejów i chodzenia na zakupy. Dlatego tak ważna jest rola szkoły, jako nie tylko edukatora, ale i wychowawcy, przewodnika i miejsca, gdzie stymuluje się kreatywność.
Zadaniem szkoły jest rozbudzanie zamiłowania do wiedzy, wpajanie umiejętności uczenia się i budowania wnioskowań. W tym kontekście aktualne reformy programu nauczania mają zatrważający charakter. Podobnie jak zbyt mechaniczne wdrażanie tzw. strategii bolońskiej na uczelniach wyższych, wedle której studiowanie opiera się na zdobyciu odpowiedniej liczby punktów, a nie na cierpliwych badaniach i budowaniu syntez.
Bez promowania ciekawości od najmłodszych lat nigdy nie będziemy stanowić konkurencji pod względem naukowym. Bez pokazywania młodym nowych możliwości i budzenia w nich poczucia własnej sprawczości, nie staniemy się nigdy społeczeństwem opartym na umiejętnościach – to znaczy nie tylko na wiedzy, ale i na samorozpoznaniu, umożliwiającym twórcze i skuteczne tej wiedzy zastosowanie.
Kiedy więc mówimy o kulturze, faktycznie odnosimy się do systemu nerwowego każdego społeczeństwa, spoiwa, które umożliwia komunikację i bogacenie się – tak w sensie dosłownym, jak i symbolicznym. W unerwieniu tym splata się wiele elementów: przede wszystkim humanistyka i sztuka, wychowanie i badania, mass media i literatura, ale i – po prostu – bycie razem, wspólne robienie rzeczy, współuczestnictwo w wydarzeniach.
Finansowanie to najmniej, co państwo może zrobić, ale jest ono niezbędne. Są to inwestycje, których nie sposób oszacować, inwestycje w jakość życia poszczególnych obywateli, w jakość życia społecznego i wreszcie – w jakość kontaktu z innymi narodami, kulturami i w budowanie wizerunku, jaki mamy na zewnątrz. Mówienie o „opłacalności kultury” jest więc albo tautologią, albo pułapką. Jeśli bowiem potraktujemy wydatki na kulturę jak inwestycje z planem zwrotu, jeśli potraktujemy ją jako wyłączne pole do popisu dla prywatnych inicjatyw, zgubimy to, co najcenniejsze, o co walczyliśmy i jako naród, i – od początku świata – jako gatunek: wolność.


Komentarze
Pokaż komentarze