Wyznanie premiera Donalda Tuska o swej niezbyt kryształowej przyszłości odbieram z zadowoleniem. Premier, zapewne wyprzedzając atak wyznał, iż w młodości popełnił wiele błędów, nie wyłączając palenia marihuany.
Osobiście uważam, iż lepiej znacznie się dzieje kiedy osoba publiczna przyznaje się do zachowań powszechnie uznawanych za negatywne, niż kiedy upubliczniają je polityczni oponenci, ale to żadna tajemnica. Zupełnie nie pojmuję, co złego w wyznaniu Tuska dostrzegać można. Próżno szukać w nim twierdzeń zachęcających do zażywania narkotyków czy bagatelizowania skutków ich działania. Po prostu stwierdził, iż tak było. Przekazanie do publicznej wiadomości tych informacji pozwoli wyborcy precyzyjniej ocenić Tuska jako człowieka. Czy przyznanie się do słabości i grzechów młodzieńczych lat można odbierać wyłącznie, jako zabieg PR – wątpię. Polskie społeczeństwo to nadal twór konserwatywnych i nie ma pewności, jakie skutki owa swoista publiczna spowiedź odniesie. Z pewnością stwierdzenie, iż nigdy nie palił marihuany i nie nadużywał alkoholu było w powszechności przyjęte cieplej, ale po pierwsze, była by to nieprawda, a po drugie, opozycja zapewne znająca grzeszki Tuska ukazałaby je opinii publicznej. Pozbycie się tego balastu właśnie teraz spowoduje, iż w czasie kolejnych kampanii wyborczych przeprowadzenie ataku personalnego na obecnego premiera będzie miał bardziej ograniczony wymiar, niż chcieliby tego jego polityczni oponenci. Dzisiejsza wypowiedź Tuska o szkodliwości działania narkotyków była zakończeniem całej sprawy.
Oczywiście część społeczeństwa chciałaby przywódcy idealnego, niepalącego, niepijącego, szarmanckiego, z gromadka dzieci i najlepiej gdyby mógł ładnie pachnieć nie myjąc się. Ta część społeczeństwa pragnie by nimi dowodził ktoś, kim oni nigdy nie będą, taka namiastka absoluta. Jest jednak spora grupa dopuszczająca możliwość istnienia cech typowo ludzkich, tych negatywnych również. W tym miejscu należy podkreślić, iż czym innym jest palenie marihuany w młodości, a czy innym cierpienia z powodu nałogu w chwili sprawowania władzy. Takiego prezydenta już mieliśmy i wiemy, jakie mogą być tego konsekwencje. Wyznanie przywódcy o swych niechlubnych czynach ma jednak zawsze wymiar sanujący, niezależnie czego dotyczy. Tak było w przypadku Billa Clintona, czy G.W. Busha, tak jest i teraz. Zdolność przyznania się do swoich osobistych słabości czy kłopotów natury obyczajowej wskazuje ludzi wysokiej próby.
Mam jednak pewne wątpliwości do naszych (społeczeństwa) uprawnień do wiedzy o wszystkich aspektach życia osób nami rządzących. Już od momentu wezwania Prezydenta RP do przedstawienia szczegółowego raportu o jego zdrowiu miałem spore wątpliwości. Oczywiście pytać można, ale czy adresat ma powinien mieć prawo ochrony swej intymności. W moim przekonaniu tak i nic by się nie stało gdybym nie posiadał wiedzy o paleniu trawki przez premiera czy jego kłopotach małżeńskich. Tusk wyznał to sam, mając zapewne w pamięci dokonania Jacka Kurskiego. Gdzie jest granica prywatności polityków? Pewnie tam gdzie granica naszej światłości i wiedzy, w tej sferze mamy jeszcze sporo do nadrobienia.
P.S.
Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich redaktorów piszących w tej sprawie mając na uwadze dobro naszej RP, w szczególności tych, co nigdy po Warszawie pijani lub odurzeni nie chadzają. To wy panowie i panie jesteście sumieniem tego narodu. Gdyby tak napisać, iż redaktor X z redaktorem Y na co dzień pouczający społeczeństwo jak należy żyć w zgodzie z równymi normami, nawaleni w 3 Mikołaje brudzą kostkę brukową treścią swych żołądków, śpiewając następnie pieśni religijne, ciekawe co by napisali ich koledzy.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka