0 obserwujących
34 notki
9004 odsłony
67 odsłon

Płaćmy za studia

Wykop Skomentuj13

    Upubliczniony kilka tygodni temu list rektorów polskich uczelni wzywający do wprowadzenia odpłatności za naukę we wszystkich szkołach wyższych wywołał poważne kontrowersje. Wyniki badań opinii publicznej pokazują przy tym, że nie tylko  większość studentów, ale też i całego społeczeństwa sprzeciwia się takiemu pomysłowi. Z drugiej strony biorąc pod uwagę wypowiedzi nowej minister nauki Barbary Kudryckiej, wprowadzenie takiego systemu wydaje się bardzo prawdopodobne. Warto się w związku z tym przyjrzeć zgłaszanym wobec niego zastrzeżeniom.

 

    Zwolennicy utrzymania systemu „bezpłatnych” studiów podnoszą na ogół dwa argumenty. Uważają, że zdobywanie przez młodych ludzi wyższego wykształcenia służy interesowi całego społeczeństwa, które potrzebuje wykwalifikowanych pracowników. Ponadto, zwalniając studentów z opłat państwo umożliwia korzystanie z dobrodziejstw wyższej edukacji także i najbiedniejszym, dając im tym samym szansę zapracowania na życie znacznie dostatniejsze niż to, które dane było ich rodzicom. Nie mam wcale zamiaru podważać sensowności żadnego z tych celów. Przeciwnie, uważam, że właśnie ze względu na ich niezwykłą istotność Polska nie może sobie pozwolić na pozostawanie przy obecnym, skrajnie nieefektywnym systemie finansowania uczelni.

 

    O tym jak istotną rzeczą we współczesnym świecie jest wykształcenie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Problem polega jednak na tym, że polskie uczelnie znacznie odstają poziomem od światowej czołówki. W rankingu 500 najlepszych światowych szkół wyższych uniwersytetu Jiaotong w Szanghaju spsośród polskich uczelni znalazły się tylko Uniwersytet Warszawski i Jagielloński, oba na miejscach 305-402. Z kolei w klasyfikującym 500 uczelni rankingu Wuhan University, opierającym się na liczbie publikacji i cytowań, te dwie polskie uczelnie zajęły odpowiednio 307 i 362 miejsce. Takie wyniki  trudno uznać za imponujące, a liczba 120 tysięcy pozostających bez pracy absolwentów polskich szkół wyższych także sugeruje, że nie spełniają one swoich zadań.

 

    Oczywiście, grubą przesadą byłoby upatrywanie jedynej przyczyny takiego stanu rzeczy w systemie „bezpłatnych” studiów. Dobrze ilustruje on jednak bolączki polskiej rzeczywistości uniwersyteckiej. Jedną z największych jest odcięcie od bodźców rynkowych. Idąc na studia, za które nie muszą płacić, absolwenci szkół średnich nie są zmuszani do przeprowadzenia poważnej kalkulacji opłacalności takiego kroku. Wielu z nich traktuje go zatem nie jako deyzję kluczową dla swojej przyszłości zawodowej, ale jako szansę na beztroskie odsunięcie dorosłości o pięć lat. Oczywiście, w takich wypadkach przydatność zawodowa nie jest najistotniejszym kryterium wyboru kierunku nauki.  Jako że uczelnie otrzymują z budżetu państwa dofinansowanie zależne od liczby przyjętych studentów, także i one nie mają interesu w ograniczaniu swojej oferty dla kandydatów. W efekcie, wiele osób podejmuje studia nie mające sensu z punktu widzenia ich perspektyw zawodowych, na których to studiach być może zdobędą dyplom, ale raczej nie przydatne kwalifikacje.

 

    W istocie oznacza to, że część pieniędzy z których finansuje się szkolnictwo wyższe jest wyrzucana w błoto. Tymczasem ich brak jest wyraźnie widoczny. Stypendia doktoranckie na polskich uczelniach wynoszą średnio około 1000 złotych. Kwoty te są śmieszne w porównaniu z tymi, które młodzi zdolni ludzie są w stanie zarobić w firmach prywatnych. Tymczasem bez fachowych kadr polskie szkoły wyższe nie będą miały szans podnieść poziomu nauczania. Ani prowadzonych badań. Szczególnie, że osoby które mimo niskich zarobków pozostają na uczelniach, na ogół decydują się na dorabianie na dodatkowych etatach. Aż nadto wyraźne są także braki w dziedzinach technologii i infrastruktury, na których nadrobienie nasze uczelnie będą potrzebowały niemałych środków. Jednym z możliwych źródeł ich pozyskania jest właśnie pobieranie od studentów czesnego. Na takich zmianach na lepsze powinno przy tym zależeć samym studentom- im lepsze odbiorą wykształcenie, tym bardziej polepszy ono ich perspektywy życiowe.

 

    Z kolei argumentacja o wspieraniu biedniejszej młodzieży przez obecny system stoi w jaskrawej sprzeczności z rzeczywistością. Nieprzypadkowo największa liczba płatnych prywatnych uczelni działa we wschodnich, uboższych częściach kraju. Ich studenci często muszą godzić naukę z pracą, po to by móc opłacić czesne. Tymczasem beneficjenci systemu to w większości osoby pochodzące ze średnich i zamożnych rodzin, które dzięki lepszemu przygotowaniu do Matury są w stanie dostać się na dzienne studia i zwolnić się z obowiązku opłat. Oczywiście, można powiedzieć, że zdolniejsi zasługują na ulgi. Jednak dlaczego właściwie całe społeczeństwo ma się w ramach podatków składać na płacenie za studia osób, które stać by na nie było i bez tego? Oznacza to w istocie, że dziś wszyscy podatnicy opłacają zdobycie kwalifikacji przez ludzi, którzy urodzili się w stosunkowo zamożnych rodzinach, a jutr, dzięki zdobytemu wykształceniu, będą należeć do najlepiej zarabiających warstw społeczeństwa.

 

    System taki jest pod każdym względem skrajnie niesprawiedliwy, a do jego przeciwników powinni należeć nie tylko zadeklarowani liberałowie, ale też ludzie, którzy uważają system edukacyjny za najlepsze narzędzie wyrównywania szans społecznych. Wbrew pozorom wprowadzenie odpłatności za studia stwarza do tego znakomite warunki. Pozyskane dzięki niemu fundusze można zużyć na wprowadzenie stypendiów (zarówno socjalnych, jak i za wyniki w nauce) i niskooprocentowanych kredytów studenckich. Właśnie to ostatnie, coraz powszechniej stosowane na całym świecie rozwiązanie, jest kluczowym elementem tego systemu. Z jednej strony nie nakłada na studenta niemożliwych do uniesienia ciężarów, z drugiej nakłada na niego odpowiedzialność za własne czyny.

 

    Opublikowany niedawno raport „Kluczowe dane o szkolnictwie wyższym 2007” Europejskiej Sieci Informacji o Edukacji Eurydice pokazuje, że do odpłatności za studia przekonała się nawet kontynentalna Europa, którą trudno posądzić o ciągoty do krwiożerczego liberalizmu. Jedyne kraje Unii Europejskiej w których studenci  wciąż nie płacą za studia to Dania, Grecja, Szkocja, Czechy, Irlandia i Polska. Wprowadzane formy płatności są różne, od zwykłego czesnego, poprzez opłaty administracyjne, aż po składki na rzecz organizacji studenckich, różnią się także formy pomocy studentom. Co do samej konieczności wprowadzenia odpłatności panuje jednak coraz bardziej powszechna zgoda, wynikająca z większej racjonalności, efektywności i sprawiedliwości opartego o nią systemu.

 

Robert Durlej

Rubikkon 

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale