Często zastanawiam się nad tym, czy Jezus mógłby wskrzeszać procesy? Nie przewracając stan całego komputera/świata/whatever, tylko wznawiając pojedyńczy proces, który padł w wyniku błędu - na przykład, segfault.
Czy aby "naprawienie", którego dokonałby Jezus, nie zrobiłoby ten proces innym? A co, jeśli działanie procesu polegałoby na tym błędzie? Jeśli proces ciągle alokował pamięć, aż został zabity przez OOM killer albo padł przy próbie nieudanej kolejnej alokacji?
Czy możemy określić, co jest "wadą" procesu, a co jest jego istotą?
Albo:
czy Jezus wskrzesiłby nienarodzone dziecko? A jednokomórkowe dziecko? A takie, które nie zostało zabite przemocą, tylko kształtowało się z "wadami"? Czy w przypadku człowieka również możemy określić, co jest "wadą"? Palenie jest wadą? Chęć do picia alkoholu jest wadą? Fizyczna niewrażliwość na ból jest wadą? Skłonność do nadwagi jest wadą?
Czy po wskrzeszeniu nalogowego palacza, który zmarł na raka, Jezus usunąłby z niego tę "chęć", czyniąc go innym człowiekiem?
Potem...
Czy potrzebna do takiego wskrzeszenia jest umiejętność rozwiązywania problemu stopu? Czy można - choćby przypadkiem - naprawić proces tak, że z procesu, który kiedyś się skończy on stanie się niekończącym? Czy Jezus mógłby dać człowiekowi - nie jego duszy, lecz ziemskiemu ciału - nieśmiertelność poprzez jednorazowe wskrzeszenie, naprawiając w nim "za dużo"?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)