PRZEPRASZAM – MIŁO USŁYSZEĆ
Zdarzyło się to kilkanaście dni temu. Było miłym wydarzeniem dla mnie. Wspomniałem o tym najbliższym. Sądziłem , że to wystarczy. Mija kolejny tydzień a historia ta jakby nabiera znaczenia.
Był dzień powszedni. Zwyczajnie, jak zawsze w swoim biurze zjawiłem się około 6.30 rano. Zaczynam zawsze od przeglądnięcia wiadomości. Potem wybieram kilka artykułów. Wreszcie sprawdzam pocztę i zastanawiam się jak zaplanować ten dzień, by dany mi czas wykorzystać maksymalnie. Do godziny 9.00, a więc pory otwarcia sklepów w budynkach panuje cisza. Czasami słyszę jak do pomieszczeń redakcyjnych schodzi P. Andrzej, albo kiedy przychodzą pracownicy zatrudnieni w biurze rachunkowym.
Tamtego dnia – sprzed dwóch tygodni – drzwi do mojego biura otworzyły się jednak znacznie wcześniej. Była 7.30 rano. Usłyszałem, że ktoś wchodzi. Po chwili, naprzeciwko mego biurka stanęła kobieta. Elegancka, zadbana, dobrze ubrana pani w podeszłym już wieku, ale zwracająca uwagę elegancją i stroju i zachowania.
- Dzień dobry – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy i szybko zapytała - Czy pan mnie sobie przypomina?
- Tak –odpowiedziałem, chociaż nie mogłem sobie w pierwszej chwili przypomnieć nazwiska, to doskonale wiedziałem kim jest i dlatego nie potrafiłem ukryć swego zdziwienia. Musiała to zauważyć. Jest pan zaskoczony moją obecnością, prawda? Jeszcze bardziej będzie pan zaskoczony, kiedy powiem, iż przyszłam, by pana przeprosić! A muszę to uczynić, bo jest mi do dzisiaj głupio i źle się z tym czuję. Źle pana oceniłam. Trudno. Przepraszam. Teraz żałuje, że tak mało o panu wiedziałam.
Mówiła, cały czas zachowując sympatyczny – nie drwiący – uśmiech na twarzy. Przypomniałem sobie wydarzenia sprzed niemal dwudziestu lat. Praszka była dla mnie kolejnym miejscem w życiu, w którym miałem zamieszkać a którego wcześniej nie znałem. Wjeżdżałem jednak do tego nowego miejsca z określonym bagażem życiowych doświadczeń. Przyjeżdżałem tu jako człowiek w miarę zabezpieczony materialnie. Postanowiłem właśnie tutaj, w środowisku mojej żony osiąść i w spokoju spędzić resztę życia. Przyjechałem tutaj jednak z długą brodą. Dopiero po jakimś czasie się zorientowałem, że ta broda od samego początku określiła mnie w tej nowej społeczności, albo inaczej, ta broda, nie mój życiorys, nie nazwisko, nie historia rodziny, ale właśnie broda wystarczyła tutejszej ludności, by zakwalifikować mnie jako Żyda. Zdawałem sobie sprawę, że tak mogę być tu odebrany, ale specjalnie mi to nie przeszkadzało, bo postanowiłem wieść życie anonimowe i spokojne, więc się plotkami nie przejmowałem.
Anonimowym jednak nie udało mi się zbyt długo pozostać. Spokój także kończył się wraz z coraz częstszymi kontaktami z ludźmi społecznie zaangażowanymi w pracę na rzecz Praszki. Z każdym niemal tygodniem , wbrew sobie, stawałem się osobą coraz bardziej publiczną. W końcu , któregoś dnia w wydawanej sporadycznie przez Towarzystwo Przyjaciół Praszki gazetce pojawił się artykulik, w którym autor poświęcił kilka zdań mojej osobie. Przedstawił mnie tam jako przybłędę, obcego Żyda, który usiłuje mieć wpływy w lokalnej społeczności.
Obiecałem sobie, że z tą organizacją, z ludźmi związanymi z tym środowiskiem nie będę utrzymywał jakichkolwiek kontaktów. Swoje działania , na rzecz miasta, regionu, społeczności w miarę posiadanych możliwości będę kontynuował, ale bez szczególnego narzucania się. Tak też przez następne lata postępowałem. W międzyczasie uruchomiłem gazetę KULISY POWIATU KLUCZBORK-OLESNO . Udało się. Gazeta się przyjęła. Istnieje. Pisemka Towarzystwa Przyjaciół Praszki już od lat nie ma. Samo Towarzystwo istnieje. Były lata - już po tamtym wydarzeniu – kiedy mnie tam przy okazji dorocznego opłatka zapraszano. Nigdy się tam nie pojawiłem.
Kilkanaście dni temu o 7.30 stanęła przede mną, starsza ode mnie pewnie o kilkanaście lat , kobieta i powtarzała słowo przepraszam. Dowiedziałem się, że mieszka już od wielu lat poza Praszką, ale do Praszki przyjeżdża. Żyje życiem Praszki. Wiedzę o tym, jak miasto wygląda, jak funkcjonują władze, co robią ludzie, jak się zmienia czerpie z mojej gazety. Prenumeruje ją i systematycznie czyta. Dzisiaj wie, że popełniła błąd. Uwierzyła w wymyśloną plotkę. Dzisiaj o mnie wie bardzo dużo. Wie wszystko co na mój temat można wyczytać w Internecie. Przedtem takich możliwości nie było. Zdaje sobie sprawę, że gdyby udało jej się wówczas wciągnąć mnie we współpracę, to razem moglibyśmy dla miasta o wiele więcej zrobić. Dzisiaj nikt nie nadgoni minionego czasu. Szkoda, ale kamień z serca jej spada bo może mnie przeprosić. Przeprasza mnie za artykulik jaki na mój temat niemal dwadzieścia lat temu napisała.
Wzruszyłem się. Było mi miło. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, jak trudne to dla niej było.
I jeszcze jedno PRZEPRASZAM. Zupełnie w innym tonie. Także wzruszające mimo iż śmieszne. Wszedłem do redakcji. Na środku stał mężczyzna w sile wieku. Powiedziałem dzień dobry i poszedłem dalej do swojego pokoju. Mijając go słyszałem jak pyta naszego grafika, Bartka – czy to pan Świeykowski? – Zatrzymałem się, kiwnąłem głową, podałem rękę i zaprosiłem do swojego gabinetu.
- Przyszedłem, by powiedzieć przepraszam. Zdziwiłem się. Zapytałem za co? Co się stało?
- A wie pan, głupia historia. Kilka dni temu na wasz adres emailowy wysłałem zdjęcie z takim pasztetem, a dopiero potem zajrzałem na stronę internetową i z przerażeniem odkryłem, że i pan i pan Andrzej jesteście facetami łysymi, a ja przecież nie chciałem was obrażać. Czasem robię zdjęcia takich dziwnych zbitek spotykanych na ulicy, w sklepie itd.
Dopiero po kolejnych wyjaśnieniach mojego gościa, zrozumiałem o co chodzi. Przypomniałem sobie przesyłkę i zdjęcie. W jednym ze sklepów w Praszce mój rozmówca zobaczył pasztet na którym producent napisał nazwę: PASZTET Z ŁYSYCH. Brzmi to śmiesznie. Zrobił zdjęcie i jako ciekawostkę wysłał do nas do gazety by opublikować. Kiedy zobaczył nasze zdjęcia w Internecie, przeraził się, że możemy to potraktować jako obelgę i przyszedł , by się wytłumaczyć. Osobiście, już wcześniej zleciłem, by to zdjęcie z jakimś króciutkim komentarzykiem wydrukować. Obaj uśmialiśmy się solidnie. Poprosiłem, by dalej, uważnie oglądał otaczający go świat a napotykane tego typu dziwności by fotografował i nam do redakcji dostarczał.
Te dwie opisane wyżej historie ożyły w mojej głowie teraz, kiedy trwa publiczna dyskusja polityków i dziennikarzy o słowie PRZEPRASZAM. Można je i wypowiedzieć i przyjąć. Nie trzeba stawiać żadnych warunków. Ba, nie powinno się stawiać jakichkolwiek warunków. Wreszcie te dwie historie niechaj świadczą, że z naszym społeczeństwem mimo wszystko nie jest aż tak źle jak twierdzą to politycy pewnej partii, którym słowo przepraszam nie przechodzi przez gardło, ale także i nie SA w stanie przyjąć przeprosin bez postawienia śmiesznych , dziwnych , jakichkolwiek warunków..
P.S. PASZTET Z ŁYSYCH bo wytwórnia mieści się w miejscowości ŁYSE



Komentarze
Pokaż komentarze (1)