Rybitzky Rybitzky
83
BLOG

Rok Salonu24 i aroganta Rybitzky'ego

Rybitzky Rybitzky Kultura Obserwuj notkę 9

Był wieczór, 17 października 2006 roku, gdy umieszczałem na Salonie24 swój pierwszy wpis. Rzecz jasna, wówczas nawet nie przemknęła mi przez głowę myśl, że może być to ważne wydarzenie w moim życiu. Dopiero teraz wyraźnie dostrzegam co zyskałem dzięki decyzji sprzed roku.

W ujrzeniu pozytywów najbardziej pomagają takie spotkania jak warszawskie urodziny Salonu24. Nagle można skonfrontować (wiem, że nie jestem oryginalny w tym stwierdzeniu) swoje wyobrażenie o człowieku z jego prawdziwą postacią. Co czasem bywa zaskakujące – a czasem nie. Niemal zawsze efekt jest taki sam – nawiązanie znajomości z niezwykle interesującą osobą.

Tak jest, nie bądźmy przesadnie skromni. To szczera prawda – blogerzy to ludzie, z którymi można rozmawiać godzinami. A jeśli różnią się z nami poglądami, to nawet lepiej.

A propos dyskusji. Spotkania „face to face” pozwalają również dowiedzieć się sporo o sposobie postrzegania nas przez innych. Na przykład ja jestem, okazało się, arogantem, gdyż rzadko kiedy odpowiadam na komentarze moich Czytelników. Zarzucało mi to wiele osób z różnych stron politycznego spektrum.

Cóż, coś w tym musi być. Na swoje usprawiedliwienie mogę rzec tylko tyle, iż nie siedzę cały dzień przed komputerem. A żeby się pogrążyć, to powiem, że zwykle jeśli chcę przekazać coś na dany temat to robie to we wpisie i nie zamierzam nic dodawać. Tym bardziej że na Salonie24 dyskusje pod tekstami (które zawsze, oczywiście, czytam) często pędzą w całkiem niespodziewanych kierunkach i czasem trudno je nadgonić.

Ale wracając to osobistych spotkań. Dzięki blogerskim zjazdom było mi dane poznać dwóch Panów, którzy pierwsi skomentowali mój wpis sprzed roku. Obaj wyraziści i mający wielki wpływ na S24, a równocześnie reprezentujący zupełnie inne światopoglądy: Azrael i Artur M. Nicpoń.

Azrael rożni się nieco (uwaga: eufemizm) w swych opiniach ze mną. Prawdę mówiąc zwykle jego wpisy doprowadzają mnie do szału. Wiem jednak, że teksty autorów lewicowych co najwyżej mnie śmieszą. Azrael potrafi wpłynąć na emocje swoich czytelników używając innego zestawu środków niż chociażby te używane tradycyjnie przez np. „Politykę” lub GW. W dodatku potrafi przetrwać na S24 pod ciągłym gradem ataków. Tak silnego przeciwnika trzeba doceniać. I szanować.

Artur M. Nicpoń wywiera na mnie wielki wpływ swoją bezkompromisowością, jeśli chodzi o politykę, i luzem, jeśli chodzi o styl pisania. Przyznam jednak, iż czasem mojemu relatywizmowi trudno zaakceptować wszystkie opinie Nicponia. Inna sprawa, że często nic trafniej nie oddaje sytuacji niż jego zwięzłe zdania.

Dziękuje Tobie Azraelu, dziękuję Tobie Nicponiu. Wiem, pewnie nie spodziewaliście się znaleźć razem w jednym zdaniu.

Oczywiście nie tylko Azraela i Nicponia poznałem na S24, a potem na licznych spotkaniach w realu. Wymieniać mogę długo, a nie chcę nikogo pominąć, bo każde z Was jest dla mnie tak samo cenne. Wyjątek muszę jednak zrobić, i tu proszę Państwa o wybaczenie, dla dwóch osób – galopującego majora i ustronnej. Major irytuje mnie swoimi tekstami niemal tak jak Azrael (a czasem i bardziej). Nie zmienia to faktu, że jest on uroczym człowiekiem, chociaż po jego wpisach tego nie widać (uwaga: żart). Ale to tak jak ze mną – też jestem uroczy, i też po moim pisaniu tego nie zobaczycie. Co zresztą wyjaśniła mi właśnie ustronna, która jako jedna z niewielu, przyznajmy, kobiet na S24 potrafi spojrzeć na wiele spraw zupełnie inaczej niż mężczyźni zagubieni w otchłani politycznych rozgrywek.

Zresztą, patrząc na salonowe autorki szepczące coś do siebie podczas naszych imprez i patrzące z lekkim politowaniem na męskich blogerów mam dziwne wrażenie, że one wiedzą coś, czego my nie wiemy. Jak zwykle…

Na koniec, pragnę odpowiedzieć na tradycyjne pytanie zadawane mi od roku przez niektórych Czytelników. Czemu nadal w PiS? Od 17 października 2006 nic się nie zmieniło:

Dlaczego jednak zamierzam się tu produkować, zamiast po prostu opuścić szeregi PiS? Bo wtedy to by była moja klęska. Ja nie zmieniłem swych ideałów. PiS w 2003 był partią, która najbardziej mi odpowiadała. Dalej jest w niej mnóstwo ludzi mądrych, rozsądnych i realistycznie patrzących na świat. Oni są mi bliżsi niż ktokolwiek inny na polskiej scenie politycznej. I oni nadal wierzą w to co ja wierzę.

 
A teraz zaśpiewajmy razem Imagine

 

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura