Trzeba być dobrodusznym i łatwowiernym człowiekiem, a nie policjantem, żeby dać się zadźgać dwóm gówniarzom. Skoro funkcjonariusz nie był w mundurze, to mordercy potraktowali go jak kolesia do bitki.
Co ja bym zrobił na jego miejscu? Strzał ostrzegawczy w powietrze i na ziemię, chłopcy! Wezwał bym natychmiast wsparcie. Ale czy policjantowi, który nie jest na służbie, wolno nosić broń na ulicy? Dla mnie policjant jest zawsze policjantem i powinien mieć przy sobie pistolet osobisty.
Natomiast szarpanie się w pojedynkę z mętami jest największą lekkomyślnością policyjną. Skutek zawsze może być taki jak ten - śmierć.
W USA sprawcy dostaliby karę śmierci. U nas słyszę entuzjastyczne brednie o 25 latach więzienia. Niektórzy napomykają o dożywociu, któremu jednak ci zabójcy nie podlegają. Poza tym polskie dożywocie - to fikcja.
Rzucenie koszem w tramwaj nie wymagało aż takiego poświęcenia. Policjant powinien ocenić błyskawicznie sytuację. Powinien brać pod uwagę, jak ta jego interwencja może się skończyć.
W mediach zaczęło się filozofowanie, gadanie gdzie rodzice, gdzie szkoła i mowy autorytetów, wielkich filarów prawa, którzy twierdzą, że 25 lat więzienia, to będzie surowa kara dla młodych morderców. Policjant w telewizji ubolewał, że „nikt nie pomógł naszemu koledze”.
Ja bym pomógł, gdyby policja nie robiła ceregieli z dostępem do broni. Nawet w przypadku pozwolenia na broń gazową żądają zdania egzaminu i badań u internisty, psychiatry, psychologa i okulisty. Wszystko u specjalistów wyznaczonych przez policję. Słono płatne w każdym miejscu.
Wyrazy głębokiego współczucia dla Rodziny policjanta. Jest mi niezmiernie przykro, że takie rzeczy dzieją się w naszym kraju.
Zbigniew Ryndak


Komentarze
Pokaż komentarze (4)