137 obserwujących
4471 notek
1899k odsłon
  116   0

POLSKA SÓJKA CZYLI REFORMA UE

Wszyscy znamy stare polskie powiedzenie o poczciwej sójce, która wybiera się za morze : wybiera się cały czas, ale jakoś nigdy nie może odlecieć. Przypomina  to Unię Europejską i jej reformę. Politycy w UE mówią o reformie Unii od lat – i dalej nic, sójka się nie rusza. Jest też inne powiedzenie o chórze w chińskiej operze, który przez trzy akty śpiewa: „uciekajmy stąd, uciekajmy stąd”, ale konsekwentnie nie rusza się z miejsca.
Wszyscy wiedzą, że UE potrzebuje zmian – i to zasadniczych – żeby już nie tyle być konkurencją dla innych kontynentów, ale żeby choćby po prostu przetrwać. Mocarstwowe plany UE nie tylko spaliły na panewce, ale ich przypominanie ośmiesza instytucje unijne. Cóż zatem przypomnę, że zanim jeszcze po długich bólach porodowych wszedł w życie Traktat Lizboński, Unia Europejska, jeszcze bez udziału Polski i dziewięciu innych państw, które zameldowały się w UE w ramach największego w historii rozszerzenia EWG/UE, wypociła Strategię Lizbońską. Była ona zbiorem wspaniałych sloganów i prognoz, które poprawiały humor eurobiurokratom. Zakładała ona między innymi – ni mniej, ni więcej - że Unia zrówna się z poziomem ekonomicznym z USA w roku 2010! Dziś możemy z tego boki zrywać. Uchwalono to podczas drugiej w historii prezydencji Portugalii w UE w roku 2000 (pierwsza była w 1992, a kolejne: trzecia w 2007, a czwarta w ubiegłym roku). Na doścignięcie „Jankesów” Bruksela dała sobie dekadę. Ambitnie! Zajęta ściganiem Ameryki, ledwo zauważyła, że prześcignęła ją Azja, która z każdym rokiem zwiększa dystans nad Starym Kontynentem. A zbliża się do Europy, mimo różnych zahamowań , Ameryka Łacińska. W tym wyścigu konkurencyjnym UE może odbębniać sukces tylko patrząc na Afrykę: przewaga gospodarcza Europy nad „Czarnym Lądem” - jak nazywano ten kontynent przed erą „politycznej  poprawności” wzrosła od czasów końca kolonializmu. Oznacza to, mówiąc wprost, że formalna, kolonialna właśnie, obecność europejskich krajów w Afryce przekładała się wyraźnie na jej rozwój.
Zostawmy jednak zamierzchłą przeszłość. Pamiętam, jak uczestniczyłem, z ramienia prezydium Parlamentu Europejskiego  jako jego wiceprzewodniczący, w unijnym szczycie w Rzymie poświęconym 60-leciu Traktatów Rzymskich, które zapoczątkowały Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Właśnie wtedy miano uroczyście ogłosić – a okazja była przednia- wielką reformę UE. Ale parę miesięcy przed uroczystościami w Rzymie ustalono, że jednak reformę trzeba przełożyć. Dlaczego? Bo nie wypada, aby ją ogłaszać przed wyborami w największym kraju członkowskim UE, czyli Niemczech. Jesienią 2017 jednak też owej reformy nie przedstawiono, mimo że odbyły się wybory do Bundestagu. Powodem czy pretekstem był fakt, że w wyniku niemieckich wyborów nie powstał jednak nowy rząd w Berlinie. Czekano więc na to kiedy się ukonstytuuje. Gdy się po pół roku (sic!) w końcu urodził, tuż przed Wielkanocą 2018,  uznano, że nie ma sensu ogłaszać reformy Unii, gdy za rok odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego...
Wybory do PE miały miejsce w maju 2019, od tego czasu minęły 2 lata i 8 miesięcy a sójka dalej nie odleciała za morze, sorry, reformy UE jak nie było, tak nie ma…
PS: Właśnie ogłoszono ,że do połowy 2022 roku maja odbyć się „społeczne konsultacje” z obywatelami krajów UE ws. reformy tejże. Są Państwo zainteresowani?


* tekst ukazał się w portalu niezalena.pl (09.01.2022)

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka