To nie będzie o hippice. Ani słowa o jeździectwie. To będzie o tenisie.
W polskim tenisie przeplataniec. Jak nie wygrywa Iga Świątek to triumfuje Maja Chwalińska. Jak ta druga nie eliminuje przeciwniczek, to ta pierwsza wraca na turbo-poziom, choćby na dwa, trzy mecze. Jak jest posucha w tenisie pań to objawia się " Hubi" czyli Hubert Hurkacz ,o którym w tym miejscu niedawno pisałem Gość,który szesnaście miesięcy po ciężkiej kontuzji skutecznie szturmuje tenisowy Olimp. Najpierw półfinał prestiżowego turnieju w Chinach, a teraz pierwsze w jego historii zwycięstwo nad Novakiem Djokowiciem. Serb - będący w wieku naszego Roberta Lewandowskiego ,ale też wciąż na top topów - to dla mnie jeden z najbardziej sympatycznych herosów tenisa co najmniej ostatniej dekady. Nie jest produktem maszynerii PR, agencje marketingowe nie muszą wymyślać mu powiedzonek i póz - on jest po prostu sobą. Także wtedy, gdy walczy na swój sposób z obostrzeniami anty-COVID- owymi. Także wtedy, gdy walczy z rywalami z najwyższej, czyli jego półki, a także tymi, którzy dopiero pną się na wyżyny "białego sportu”, jak niegdyś nazywano te dyscyplinę. Niegdyś- w czasach przed pstrokacizną strojów tenisistek i tenisistów, obecnie ubranych we wszystkie kolory tęczy +. Djokowić jest nie do podrobienia i chwała mu za to. Przy czym w języku serbskim „hvala” oznacza po prostu „dziękuję”...
Hurkacz odrodził się po kontuzji niczym wrocławski Feniks. I tu można napisać krótką rozprawkę o kobiecie w życiu mężczyzny. Są takie, które dołują swoich facetów- każdy z nas zna takie historie z opowiadań albo, niestety, nie z opowiadań. Są takie, które do karier swoich facetów nie wtrącają się, pozostają neutralne, nie pomagają ani też specjalnie nie przeszkadzają. Są wreszcie takie, które budują swojego chłopa. To, jak słyszę , jest właśnie przypadek pana Huberta, któremu miłość dodaje skrzydeł, czyli sprawia, że forhendy są mocniejsze, bekhendy bardziej bardziej precyzyjne, loby trafiają tam, gdzie trzeba, jak nigdy przedtem, topspiny są jak znalazł , a gra przy siatce jeszcze lepsza niż była dotąd.
Zatem dziś to obywatel Hurkacz bierze na swoje barczyste ramiona dwumetrowca ciężar gatunkowy Biało-Czerwonego tenisa. A ja oczywiście marzę aby nie była to gra jednego aktora czy aktorki, aby nasi szli ławą, aby znowu był kiedyś polski ćwierćfinał Wimbledonu (Łukasz Kubot- Jerzy Janowicz, wygrał "Jerzyk" pamiętamy ? ), aby nasze cztery muszkieterki, bo przecież jeszcze dochodzi Magda Linette i druga Magda(lena) -Fręch zameldowały się gremialnie w pierwszej dziesiątce albo ,niech będzie, i dwudziestce rankingu ATP.
A co, pomarzyć nie wolno?




Komentarze
Pokaż komentarze