(część I)
Wśród elit niemieckich nadal żywa jest potrzeba niesienia światu cywilizacji, choć sami Niemcy zabili ją w ostatniej wojnie światowej. Elity francuskie trzyma misja niesienia kultury, choć już pogrzebało ją lewactwo; Włochów trzyma domena sztuki; Amerykanów – nowoczesna technologia, mit bogactwa i siła armii. I właśnie takie nastawienie poszczególnych narodów pozwala im tworzyć dobre dla siebie państwa, jakie podziwiamy i na których chcemy się wzorować. A czy dziś jest jakaś ważna dziedzina, która mogłaby skupić wokół siebie Polaków? Nie! A czy była? Tak!
W okresie piastowskim była to odrębność dynastyczna i kościelna; w okresie jagiellońskim idea Rzeczypospolitej, a więc budowa wspólnej katolicko-świeckiej koncepcji kulturowej na pograniczu dwóch cywilizacji. I to były główne filary naszego istnienia jako wspólnoty, jako narodu i państwa. Po upadku państwowości zaczęliśmy zatracać stopniowo kontakt z własnym rdzeniem kulturowym, a wraz z nim parametry budowy dobrego państwa. Jeżeli zaborcy walczyli z polską szlachtą, i w mniejszym stopniu z polską magnaterią, to nie z bolszewickich pobudek – bo są bogaci, lecz z czysto praktycznych powodów. Chciano ich zniszczyć, bo byli autorytetami polskich ośrodków kulturowych i przedstawicielami naturalnej władzy w państwie i w terenie. Sieć grodów, dworków, i warownych zamków stały na straży kultury przeszkadzały w opanowaniu zagarniętego terytorium oraz podporządkowania sobie ludności dla własnych celów. Narzędziem w tej sprawie była zmiana prawa. Narzucenie obcego prawa odbierało Polakom jego własne i zmuszało do stosowania niekorzystnego dla siebie. Cala siła najeźdźcy polegała na jego egzekwowaniu. A egzekwowanie z kolei miało zmienić nie tylko dotychczasowe zasady zarządzania państwem, lecz również obyczaje, nastawienie, ale także punkty odniesienia. Nowe stolice zaborczych państw miały przejąć inicjatywę w budowaniu nowej rzeczywistości. Wszelki opór w tej materii łamany był za pomocą siły – a więc opresji, więzienia, łagrów, przelewu krwi i później obozów koncentracyjnych. Powstania były jednocześnie wyrazem buntu i obrony własnego stanu posiadania.
Okres zaborów był więc jednym wielkim ośrodkiem oporu. To właśnie w tamtym okresie idea polskości i budowy dobrego państwa z okresu I RP załamała się na rzecz obrony niepodległości i wolności. Wiele ośrodków polskich nie wytrzymało siły naporu, ale też wiele, poprzez opór, zostało wzmocnionych. I w ten sposób wygenerowało z siebie osobowości, które, za pomocą swojej pracy i walki zbrojnej o dobro wspólne, zdołało zachować zdrowy rozsądek, odpowiednią wiedzę i nie pozwoliło na przerwanie ciągu myśli politycznej, państwowej oraz łączności intelektualnej elit. Gdy pojawiła się możliwość odzyskania państwowości, z wielką energią środowiska te włączyły się w proces jej odzyskiwania. I to są nasze przykłady i wzorce bohaterstwa myśli i czynu.
Druga RP oczywiście nie była idealna, bo być nie mogła. Odrodziła się na gruzach trzech zaborów i bilansu skutków systemowej demoralizacji – pięciu pokoleń. Podnieść się z takiej klęski, osiągnąć takie zwycięstwo w 1920 r. i utrzymać państwo, a potem w okresie, wydawałoby się całkowitej klęski zbudować Polskie Państwo Podziemne, to rzecz w świecie niebywała. Niebywałą rzeczą jest też brak zrozumienia wśród części Polaków dla tak heroicznej postawy wspólnotowej naszych dziadów i pradziadów, ale głownie szlacheckiego i inteligenckiego pochodzenia. To wręcz nieprawdopodobne! Tak więc malkontentom (pisze to z żalem) trzeba doradzić, aby poszerzyli swoje horyzonty, pogłębili proces myślenia zależnościowego, a polskim polityków zobowiązać do większego wysiłku, bo „Solidarność” była wielkim wydarzeniem w historii PRL, ale jednocześnie bardzo skromną kontynuacją II RP. Odwoływanie się do niej, jako jakieś dzisiejszej kontynuacji, bez obecności II RP, jest powielaniem PRL. Dyskutowanie na ten temat jest marnowaniem czasu.
W II RP myśl rozbudowy niepodległego państwa opierała się o najlepsze własne wzorce. To właśnie II RP na nowo zaczęła budować polską tożsamość, odtwarzać własną prawdę historyczną i na własnym korzeniu kulturowym organizować nowy naród i nowe państwo. Dziś, musimy kontynuować to, co, w prawdziwie niepodległej Polsce, wyznaczył nam rozsądek ludzi potrafiących myśleć tamtymi kategoriami – oczywiście biorąc pod uwagę geopolityczne zmiany. Dzięki patriotycznej postawie osiągnięto wielkie sukcesy gospodarcze, edukacyjne, ale także techniczne.
W PRL na plan pierwszy wyszła sowiecka idea socjalizmu ze skrawkiem polskiej idei piastowskiej, którą po 1989 r. wyśmiano. W tzw. III RP zwyciężyła internacjonalistyczna idea dobrobytu pozbawionego jakichkolwiek ram i oparta na „pompowanym” pieniądzu. I dokończyła dzieło zaborów i PRL. Teraz stoimy przed głębokim rachunkiem sumienia. Może warto zapytać Polaków: co, prócz długów, pozostało nam po 1000 lat dziejów? Jaka myśl może skłonić nas do podania sobie rąk, do wspólnej obrony i solidarnego współdziałania? Czy takie podstawowe pojęcia jak: Polska, Polak i polskość mają jeszcze jakieś aktywizujące znaczenie? Są to pytania zadawane nie w gabinetach, uczelniach, powszechnej dyskusji, lecz na pierwszej linii frontu walki o nowy podział świata... Kto zapędził nas w „kozi róg”?
***
Po 29 latach bezimiennej wolności i niezidentyfikowanej niepodległości musimy zejść wreszcie na ziemię i zdać sobie sprawę z FAKTU, że nie stworzyliśmy dotąd warunków do odnowienia polskiego państwa. Tak! Nikt nie ogłosił aktu niepodległości. Nie stworzyliśmy trwałych podstaw dla uratowania naszego państwa. „Paliwo”, na jakim dotąd „jedziemy” pochodzi jeszcze z niepodległej i wyśmiewanej II RP. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Nie. Paliwo kulturowe, wyprodukowane po II wojnie, nie ma właściwości pędnych i nie posiada siły ciągu; posiada natomiast siłę destrukcyjną. O tym też mówi niewielu.
Niemcy i Francuzi swój mit zagubili, ale mimo to, ciągnie on ich siłą bezwładności. Dotychczasowy model kulturowy UE zaczyna się dopalać. Przyszedł czas rozliczeń i zmiany koncepcji. Jeszcze nie wiemy czy dokona się ona w sposób pokojowy, czy rewolucyjny? Nie wiadomo, czy dokonają tego muzułmanie, czy jednak Europejczycy? Wiadomo natomiast, że każde państwo szuka swojej siły. Włosi już dzięki współpracy z Węgrami, swój mit zaczynają odbudowywać (przeszkodzić im może skłonność do teatralizacji). Amerykanie ściągają pieniądze „skąd się da” (z Polski też, prawdopodobnie ustawą 447), walczą o utrzymanie swojego mitu bogactwa i atrakcyjności, a więc przewodnictwa w świecie. My swojego nie mamy. Więcej, z jego braku ponownie chcemy zrobić ideę, tak, jak nasi przodkowie, kiedy twierdzili, że Polska nie-rządem stoi. W swojej rozpaczy dawne elity wmawiały sobie, że słaba Polska nie zagraża nikomu i nikt z tego powodu nie będzie chciał jej zaatakować. Nowe „elity” skrupułów już nie mają żadnych, zachowują się tak, jakby świat kończył się za rogiem. Tak czy owak, między Rosją a Niemcami trudno wymyśleć coś bardziej niedorzecznego. A co się dzieje dziś? Polskie mity trzymające naród, z zajadłością straceńców, zwalczane są w imię jakiejś wyimaginowanej lewackiej prawdy, partyjnych półprawd lub za pomocą obcej agentury. I co ciekawe, nikt tego procesu nie kontroluje.
Tworzy się nowe mity. Jednym z nich, zresztą bardzo pożytecznym, jest „Stulecie odzyskania niepodległości”. Jednak żaden z nich, bez pogłębionej wiedzy kulturowej i historycznej nadającej mu życie, pozostanie wydarzeniem incydentalnym i w gruncie rzeczy – martwym. To tak, jakby głosić wyższość „S” nad II RP. Nasza kultura, która nas tworzy jest zbudowana na tysiącu lat naszego trwania, zamykanie się w doświadczeniach ostatnich 70 lat, jest niczym innym, jak własnoręcznym podrzynaniem sobie gardła. I niestety, na bazie obserwacji wydarzeń w tzw. III RP, coś tak nieprawdopodobnego ma niestety miejsce, i o dziwo uzyskuje aprobatę sporej części polskiego społeczeństwa. Oczywiście, część popiera z lenistwa, część z niewiedzy, bo niby gdzie miała ją uzyskać, pozostali na bazie zwykłego bezrefleksyjnego odwetu, który musi pogrążyć nas wszystkich.
Ale jednocześnie trzeba się zastrzec, że polskim mitem nie mogą być też startup-y, autobusy napędzane prądem, ba, nie mogą spełniać tej roli również hasła związane z technologią czy gospodarką, bo po prostu, jesteśmy albo początkujący, albo uzależnieni od innych. Nie może być nim też Międzymorze, a więc bardzo kosztowny plan, w którym już nie niewiele mamy do powiedzenia. Potrzebny jest powrót do własnych mitów, do wzmocnienia tożsamości, znajomości własnej historii i kultury, które rozumiemy i nic nas nie kosztują, a pobudzają wyobraźnię i pozytywne uczucia.
Brak polskiej myśli państwowej, a więc idei absorbującej polskie umysły i serca; brak mitu, wokół którego moglibyśmy się skupiać i tworzyć państwo, przekłada się bezpośrednio na bezideowość i niewiarę we własne twórcze siły. Najlepiej widać to na przykładzie wyborów. Skoro poszczególne partie polityczne nie proponują sposobu na realizację dobrego państwa i nie aktywizują społeczeństwa w kierunku kulturotwórczym, to kampanie wyborcze nie są w interesie społecznym, lecz poszczególnych ugrupowań politycznych, przyszłych radnych i parlamentarzystów. W takiej sytuacji, siłą faktu, zainteresowanie kandydatów ogranicza się do wysokości zarobków, a społeczeństwo z powodu braku idei i jasnych celów działania, staje się ofiarą pozbawioną podstaw do ich rozliczenia. I nie trzeba dodawać, że to właśnie ta pustka ideowa, jak magnes, przyciąga wszelkiej maści cwaniaków, kunktatorów, gangsterów i zdrajców nie mających nic wspólnego z jakąkolwiek ideą lub koncepcją budowy dobrego państwa. Więcej, tak „skonstruowane” sejmiki i parlament raczej nie będą zainteresowane reformami, lecz ich pozorowaniem. „Ustawka” najbardziej widoczna jest w wyborach samorządowych, gdzie, z różnych powodów – wszystkim, może przyjść do głowy myśl, aby tak poprowadzić kampanię, by po wyborach spotkać się w tym samym składzie. A wyborcy, niech się potem żrą sami. Taki system to nic innego, jak niedorozwój kulturowy i mimowolna generacja patologii.
W takiej sytuacji, w każdych wyborach, na plan pierwszy wysuwają się nie potrzeby koncepcyjne gminy, województwa czy państwa i nasz wszystkich, lecz obietnice szczegółowe takie jak drogi, mosty, oczyszczalnie ścieków, infrastruktura itd., które nie powinny stanowić fundamentu kampanii, lecz należeć do zadań tak oczywistych, jak odżywianie, praca, spanie i wypoczynek. W wyborach parlamentarnych poziom dyskusji powinien wznosić się na szczebel państwowy i międzynarodowy, a więc określonej syntezy, wizji i rozwiązań systemowych. W wyborach samorządowych koncepcja państwa powinna być planem wiodącym, na tle którego następują dopracowania szczegółowe. Regionalizacja nie powinna rozbijać, lecz łączyć wszystkie jednostki w jedną, spójną całości. Tak oczywiście nie jest i dlatego poziom rozmów parlamentarzystów przybiera postać kłótni i bezsensownych, trudny do zniesienia i akceptacji, przepychanek.
Do Sejmu nie powinny też wchodzić osoby bez wyższego wykształcenia, do Senatu bez doktoratu; do parlamentu bez wyraźnego powszechnie akceptowalnego dorobku osobistego, bez dobrej znajomości własnych dziejów, a więc jasnej i zrozumiałem płaszczyzny dialogu oraz bez znajomości języków obcych. Parlament polski i sejmiki samorządowe, to nie miejsce dla zbieraniny, lecz reprezentacji Polski, której zadaniem jest poważna debata i odpowiedzialna budowa państwa – z pełną odpowiedzialnością za dobro wspólne. Krawat nie powinien służyć do mieszania w bigosie, tak samo, jak garnitur nikogo nie może upoważnia do pogardzania drugim.
Natomiast poziom przygotowania obywatelskiego należy do szkół, organizacji społecznych, mediów i Kościoła. Poziom elit przekłada się bezpośrednio na stan państwa, jego szanse i rolę w świecie. Jakie społeczeństwo, takie państwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)