Ryszard Surmacz
Nie bądźmy naiwni.
4 obserwujących
58 notek
16k odsłon
261 odsłon

Zadecydował przypadek

Wykop Skomentuj4

Pogrzeb Kornela Morawieckiego był jego wielkim zmartwychwstaniem. Niewiele brakowało, aby ta śmierć została skwitowana, jako jedna z wielu, bez rozgłosu, bez asysty wojskowej, w zamkniętym gronie rodzinnym. Ten sam los podzieliłaby Solidarność Walcząca [SW], którą stworzył; zaległaby w prywatnych szufladach i częściowo na półkach IPN, jak wiele innych ugrupowań, których historycy dotąd nie odkryli. Niewiele śladów, niewiele dokumentów, a więc nie wystarczy na prace magisterską, doktorat czy napisanie książki. Najlepsi synowie i najskuteczniejsze organizacje, które nie dały się rozbić lub wyłapać, walczyły o naszą przyszłość i nie przekazują niczego, nie budują myśli, lecz lądują w koszu niepamięci. Ktoś powie przecież nie ma dokumentów, a historyk pracuje wyłącznie na dokumentach. Dobrze, a jak pracują mediewiści – też historycy. Gdy spojrzymy na dorobek Jad Waszem, czy na bibliotekę Ziomkostw, to okazuje się, że brak dokumentów nie jest rozgrzeszeniem. Ludzka pamięć też jest dokumentem, nieco niższego rzędu, ale można ją sprawdzać na wiele innych sposobów. Owszem, taką dokumentację zbierały np.: „Karta”, publikowały „Zeszyty historyczne”, „Kultura” i wiele innych periodyków. Ale rzecz w tym, że nauka historyczna zaczyna gubić swą istotę. Dziś trzeba przypominać, że nie jest pomostem dla zdobywania dyplomów, budowania sensacji, czy poszczególnych karier, lecz jak dawniej – dla odkrywania faktów i prawd przyczynowo-skutkowych, które pozwalają głębiej poznać przeszłość po to, by lepiej zbudować przyszłość.

Nie możemy też zapominać, że w ostatnich kilkudziesięciu latach przybyło nam nie lada wyzwanie, z którym jak na razie przegrywamy z kretesem. Komputeryzacja jest wielkim dobrodziejstwem, ale naszą obecność w świecie realnym przenosi ona do świata wirtualnego, pozostawiając za sobą zbyt pustą przestrzeń. Młode pokolenie, które już na dobre zżyło się z siecią coraz gorzej radzi sobie z życiem codziennym. Widać to w urzędach, w budowaniu narracji i wyobraźni. Dla nich nie tylko archiwa stają się czymś abstrakcyjnym, ale również wymogi i potrzeby świata realnego stają się zawadą w życiu wirtualnym. Rośnie więc nam pokolenie, które można określić jako: ani tu ani tam, któremu odkrywanie tajników historii nie będzie potrzebne, podobnie jak dzisiaj książki, a historia, jako fundament przyszłości stanie się nauką tak elitarną, że uprawiać ją będą albo milionerzy, albo ludzie którzy potrafią żyć powietrzem. Nie można też wykluczyć, że archiwa, dotąd rzecz różnie pożądana, mogą być banowane na wzór gangsterski.

Najcięższy jednak zarzut, póki co, dotyczy niechlujstwa i braku świadomości. W ten sposób, na przestrzeni całego okresu powojennego, zmarnowano (czasami ze strachu i to można zrozumieć), jak można przypuszczać, sporo dorobku intelektualnego, wiele bezcennych prywatnych opracowań, ekspertyz, prac. Pokolenie II RP było zupełnie inne. Jest dość powszechnym zjawiskiem lekceważenie pracy dziadka, który kierowany patriotyzmem (tym jeszcze przedwojennym) lub chęcią zabicia czasu na emeryturze, pisze pamiętniki, robi zestawienia różnych informacji lub, mając lepsze przygotowanie edukacyjne, komentuje życie codzienne. Po śmierci zazwyczaj ta praca przestaje mieć właściciela lub kontynuatora i ląduje najczęściej w śmietniku. W dzisiejszej Polsce nie ma ani jednego archiwum, które gromadziłoby nieformalny kapitał polskiej myśli intelektualnej. I dziwna to niefrasobliwość poszczególnych władz centralnych, samorządowych, a także emigracyjnych. Nadal nie mamy szacunku dla przeszłości.

I taki właśnie los zapewne spotkałby SW, gdyby nie przypadek, jakim był wybór Kornela Morawieckiego do Sejmu – z dość przypadkowego ugrupowania, Kukiz -15. Gdyby nie ten fakt, w następnym pokoleniu, już nawet pies z kulawą nogą…, chyba, że zaczęli by ponownie bić nas po pysku i skazywać na podstawie oskarżeń politycznych. A więc gdyby nie ojciec, syn nie zostałby premierem; gdyby nie syn-premier, ojciec miałby inny pochówek, a informacja, że istniała grupa ludzi z SW, która nie zdradziła, poszłaby do grobu wraz ze swoim przywódcą. Odzyskiwaniem suwerenności w tym przypadku zadecydował przypadek.

Tak, byli ludzie, którzy nie zdradzili, a większość z nas sądziła, że już tacy nie istnieją. Przez przypadek więc wypłynęła informacja, która może dać początek nowym elitom. Dodajmy, informacja przez nikogo jeszcze nie zauważona i niedoceniona. W jednej chwili, wyśmiewany dotąd człowiek, stał się autorytetem, a jego słowa zaczęły mieć moc prawdy. To nie nagle my się zmieniliśmy, lecz to on pokazał nam prawdę. Odtąd stwierdzenie, że np. „prawo, które nie służy człowiekowi, staje się bezprawiem” stało się rzeczą oczywistą. Ten przekaz nie ma oczywiście pieczęci związkowej, negocjacyjnej czy okrągłostołowej, lecz taką, która zbliża nas do niepodległej II RP.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka