Ryszard Surmacz
Nie bądźmy naiwni.
4 obserwujących
59 notek
16k odsłon
213 odsłon

Obchody 11.11.2019 w Lublinie

Wykop Skomentuj

Musimy do końca wreszcie zdać sobie sprawę z tego, że obecny kształt patriotyzmu, jego poczucie i zwyczaje z nim związane pochodzą jeszcze z II RP. Z PRL-u wynieśliśmy niewiele, z III RP jeszcze mniej. Musimy zdać sobie sprawę, że to w okresie międzywojennym kształt naszej niepodległości przybrał najbardziej wyrazisty wymiar. Tam tkwi nasze wciąż bijące źródło wody życia. Obchodzimy stulecie i stujednolecie odzyskania niepodległości, stawiamy pomniki jego ojcom: Piłsudskiemu, Dmowskiemu, Korfantemu i Witosowi, a więc bohaterom, którzy sprawdzili się na pierwszej linii frontu i, mniej lub bardziej, w polityce. A jednocześnie Druga Rzeczpospolita, w której wszystko się zaczęło, nadal jest dla nas mentalną czarną dziurą. Nadal nie możemy wyjść z peerelowskich ram. Wprawdzie narracja opisująca Ojców Niepodległości ma już inną treść niż w czasach komuny, ale nadal wiedza statystycznego Polaka nie jest w stanie zagospodarować twórczo tego, o czym dowiaduje się w takich szczególnych dniach. Nadal propagandowe hasła: „sanacja”, „bieda”, „pańska polska” są silniejsze niż głos prawdy wypowiadane w „Dniu Święta Niepodległości”. W oparciu o jaką treść mamy więc budować swoją przyszłość?

Jestem człowiekiem, któremu pesel pozwolił oglądać ludzi wielkich oraz ich zachowania i motywacje. Byli to ludzie, który przeszli trzy wojny (pierwszą, bolszewicką i drugą); którzy czynnie przez kilka lat walczyli z okupantami w podziemiu. Były to pojedyncze przypadki człowieka, który przywalony warstwą rozstrzelanych trupów, przeżył tylko dlatego, że Niemcy nie mieli czasu zebrać cywilów i zakopać pomordowanych; człowieka, który został trafiony trzema pociskami z ckm-u w klatkę piersiową i kilkakrotnie słyszał: „jak dojdziesz tam, to będziesz żył”; człowieka, który dwukrotnie stawał pod ścianą śmierci: rano postawiony przez bolszewików, wieczorem przez Niemców, a na drugi dzień walczył dalej; który przeżywał nocne koszmary obozowe dotąd, dopóki nie napisał o tym książki itd. Jakiś ignorant może powiedzieć, że to, o czym piszę, nie świadczy o bohaterstwie tych ludzi. Owszem, ale on ich nie znał i nie zdaje sobie sprawy, że cytuję tylko drobną część ich życiorysu. I trzeba powiedzieć jasno, że te przeżycia nie mają nic wspólnego z grami komputerowymi. Ci ludzie, oczywiście nie wszyscy, brali udział w wydarzeniach 1980-1981 i dalszych. Większości z nich nie pozwalał wiek lub zdrowie, ale wszyscy walczyli z tym samym wrogiem. Dziś przerywa się ciągłość walki o niepodległość dzieląc ich na „solidarnych” i „wojennych”. Bez sensu.

To jedno moje ogólne doświadczenie zderza się z obecną rzeczywistością i niestety odnoszę silne wrażenie, że dzisiejsze patriotyczne oprawy uroczystości państwowych mają tekturowe oblicze. A może inaczej, nie mają tej realnej treści, ani siły, jaką emanowało pokolenie ludzi „wojennych”. Ludzie, którzy uciekali od wojska, którzy są związani z LGBT, czy młodzież która nie wąchała prochu i nie potrafi strzelać, albo nie przeszła obozu przetrwania oraz wszyscy ci, którzy nie wiedzą na czym polega totalitaryzm, nie są w stanie wyobrazić sobie co to jest niepodległość i jakie stawia każdemu z nas warunki brzegowe. Przykładem niech będzie jeden mały szczegół z dzisiejszych obchodów tego Święta w Lublinie. Spiker prowadzący uroczystości dziękował orkiestrze wojskowej za wykonane utwory i jednocześnie żałował ich, że musiała grać w niskiej temperaturze. To tak, jakby prowokował babcie, aby podeszły i każdego z orkiestrantów okryła kocyczkiem, bo im zimno. Zatracamy poczucie realizmu. Powinnością żołnierza jest obrona Ojczyzny w każdych warunkach. Jeszcze trochę, a zaakceptujemy oficera w bamboszkach na defiladzie, bo przecież ma nagniotki. To wszystko w tym kierunku idzie.

Ładna i przyjemna, choć nieco chłodna, pogoda wyciągnęła lublinian pod pomniki na Placu Litewskim i ogólne obchody na amfiteatralnie położonym Placu Zamkowym. Było tam nas dużo. Dominowało starsze i średnie pokolenie, młodzież gubiła się tłumie. Ale tegoroczna oprawa miała już nico uboższy charakter. Oprócz uroczystej Mszy św., wręczania licznych odznaczeń, składania kwiatów pod pomnikami i zgromadzonych ludzi, czegoś wyraźnie zabrakło. Na dziedzińcu Placu Zamkowego rozłożono dwa zadaszenia namiotowe, z tym tylko jedno miało napis: „Wielonarodowa Brygada…”, tak jakby innego wojska na Lubelszczyźnie nie było, kilka samochodów wojskowych, kilka drużyn żołnierskich i orkiestra. Wyraźnie widać, że wojewoda Przemysław Czarnek, a więc człowiek, który dla wskrzeszenia patriotyzmu w Lublinie zrobił bardzo wiele, odchodzi. Przestrzeń staje się pusta.

Panie Wojewodo, dziękujemy, ale to podziękowanie wyrażone jest głębokim żalem.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura