82 obserwujących
519 notek
1613k odsłon
1833 odsłony

Narodziny Inkwizycji

Wykop Skomentuj8

By utrwalić ponury sukces w Langwedocji, powołano jedną z najbardziej odrażających instytucji stworzonych przez człowieka - Świętą Inkwizycję. Jej powstanie w Tuluzie związane jest z osobą papieża Grzegorza IX. Pontyfikat tego papieża był ukierunkowany na walkę ze Staufami, jednak o Langwedocji nie zapomniał. Z najwspanialszej gospodarczo i najludniejszej krainy w Europie pozostał obraz nędzy i rozpaczy, jednak duch tej krainy wciąż był silny. Grzegorz IX zatem doszedł do wniosku, że by walczyć z herezją potrzebna jest wiara silniejsza niż ta, jaką oferują słabi biskupi.

Zakon dominikanów miał być początkowo forpocztą w walce o rząd dusz nad heretykami, jednak szybko stało się jasne, że tę walkę, ze stojącymi na wyższym poziomie intelektualnym i przede wszystkim moralnym heretykami, zwyczajnie przegrywa. Dlatego też zdecydowano się na rozwiązania siłowe, mówiąc prościej – na zaprowadzenie terroru.

W 1233 wyznaczono papieskich inkwizytorów (wybierano ich z uwagi na ich „przymioty”) w Tuluzie, Albi i Carcassonne. Rozpoczęło się.

Kościół miał zawsze nader interesujące podejście do herezji i do tego, co za herezje należy uznać. Dobrym przykładem jest donatyzm, herezja która przetrwała wśród katarów (oprócz dukatyzmu, dualizmu i monofizytyzmu). Donatyzm – przekonanie o tym, że grzeszny ksiądz nie może udzielać sakramentów. Katarzy swoim doskonałym stawiali wysokie wymagania. Wystarczyło że taki doskonały choćby zjadł kawałek mięsa, pocałował dziewczynę, nawet zaklął, i od razu przestawał być doskonałym. Była to wyjątkowo zażarcie zwalczana herezja (choćby przez św. Augustyna), ponieważ kościół uważał, że „łaska wynika z tego, co się robi, a nie z tego, kto to robi” (Ex opere operato, non ex opera operantis). W skrócie – według Kościoła nawet najgorsza kanalia i zboczeniec może udzielać świętych sakramentów …

Inkwizycja była od samego swego początku instytucją skorumpowaną (sterowaną) politycznie. Artykuł: „feudał, na którego ziemiach wykryto heretyka, sam narażał się na ekskomunikę … „ praktycznie dawał możliwość oskarżenia każdego.

W ogóle ludzie uczciwi, żyjący przykładnie, cieszący się uznaniem, zawsze byli przez duchowieństwo traktowani jako podejrzani. Przedstawiony poniżej przykład jest dość dziwaczny, ale wiele mówiący :

W XII wieku kleryk Gerwazy z Tilbury, wjeżdżając do Reims w doborowym towarzystwie (arcybiskupa i kilku prałatów), zauważył pracującą dziewczynę, wielkiej podobno urody. Kleryk próbował najpierw ją uwieść, następnie zaś, gdy to się nie udało, po prostu zgwałcić. Ta jednak broniła się tak zażarcie, że zainterweniował sam arcybiskup. Dowiedziano się wówczas, że owa dziewczyna nie chce plamić swego ciała i zamierza umrzeć dziewicą. Pełen złych przeczuć arcybiskup kazał ją aresztować. Na przesłuchaniu dowiedziano się, że jest ona heretyczką. Ponieważ nie chciała się nawrócić, została spalona (Moore – „Narodziny ludowej herezji”).

To właśnie w Langwedocji Inkwizycja zdobywała swoje odrażające szlify, doskonaliła swoje „metody”, które będą stosowane jeszcze przez wieki. Pierwszym problemem, jaki niewątpliwie musiano rozwiązać, to zmuszenie władz świeckich do współpracy. Udało się, ale długo trzeba było szantażować, grozić ekskomuniką władzom, całemu miastom zaś interdyktem, opornym konfiskowano majątki lub zrównywano ich w prawach do heretyków. Dochodziło do różnych „incydentów” i okazywało się, że zawód inkwizytora jest obarczony dużym ryzykiem – zdarzało się, że rycerze, chłopi, czasem nawet duchowni (!), po prostu mordowali swoich ciemiężców lub ich sługusów.

5 sierpnia 1234 roku na ulicach Tuluzy rozgrywała się niezwykła scena – dominikanie pod wodzą biskupa Rajmunda du Fauga nieśli łóżko z przywiązaną do niego staruszką. Zmierzali poza mury miasta, gdzie płonął już stos. Bardzo się śpieszyli, ponieważ kobieta była bliska śmierci i co chwila traciła przytomność, a jako heretyczka powinna umrzeć w płomieniach. Trochę wcześniej biskup Rajmund (podając się za katarskiego doskonałego), wyciągnął ze staruszki wyznanie herezji i skazał ją na natychmiastową śmierć. Owo odrażające przesłuchanie umierającej skończyło się pełnym sukcesem, bo kobieta niedawno przyjęła consolamentum i nawet nie myślała kłamać. Straszliwy pośpiech dominikanów, którzy praktycznie biegli z łóżkiem, skończył się sukcesem – gdy rzucono je w ogień, rozległ się słaby krzyk …

Niewątpliwie pierwszą metodą, po jaką sięgnął Kościół w walce z herezją, było zachęcanie do donosicielstwa. Za wydanie heretyka, lub osoby sprzyjającej heretykom i herezji, oferowano sowite nagrody. Opłacane one były ze szkatuły Rajmunda z Tuluzy (raczej z tego, co mu zostało). Majątkiem skazanego zaś dzielili się donosiciel, inkwizytor i Kościół.

Szybko przestano czekać na chętnych do judaszowej tacy. Normą stały się żądania dominikanów (oni objęli ster tej instytucji), by każdy, ale to każdy, składał donos – na sąsiada, przyjaciela, męża na żonę, rodziców na dzieci, dzieci na rodziców. Ci, którzy ośmielali się nie donosić, stawali się automatycznie podejrzanymi. Interes kwitł.

Było to zabijanie rodzącego się wcześniej w Langwedocji społeczeństwa obywatelskiego, na rzecz kościelnej krainy konfidentów. Wielokrotnie tych, którzy nie chcieli denuncjować, wsadzano do więzienia na długie miesiące – od czasu do czasu odwiedzali ich dominikanie, zachęcając, by wstąpili na pobożną ścieżkę donosicielstwa.

W 1247 roku, także w Tuluzie, potajemnie i wielokrotnie spotykali się Piotr Garcias i jego bliski krewny oraz przyjaciel Wilhelm. Pierwszy był katarem, drugi zaś franciszkaninem, a spotykali się, by dyskutować na tematy teologiczne (dalekie i słabe echo dawnych debat). Ten niezwykły katar i filozof miał równie niezwykłe poglądy – uważał, że nie wolno skazywać ludzi na śmierć, potępiał wojny i krucjaty – po prostu wyprzedzał swoją epokę! Niestety, ale człowiek któremu to mówił, jego najbliższy przyjaciel i krewny, już dawno go zadenuncjował. Podczas ich spotkań zawsze w pobliżu ukrywało się czterech mnichów, którzy skrupulatnie notowali każde słowo, jakie padło z ust katara – taka średniowieczna forma życia na podsłuchu …

Nawet zmarli nie byli bezpieczni przed Inkwizycją – wykopywano ich ciała z grobów i palono zmurszałe kości na stosach. Majątki i domy, które do nich kiedyś należały, palono, nieważne kto aktualnie w nich mieszkał.

Wprowadzono także inny uroczy zwyczaj – sprzyjającym herezji, czasem nawet niewinnym krewnym, kazano naszywać na ubranie wielkie żółte krzyże, jako znak hańby.

Okrucieństwo Inkwizycji wywoływało gwałtowne protesty – Rajmund VII z Tuluzy słał listy do papieża (nawet pobożna Blanka Kastylijska to robiła), nazywając podłością to, co się działo na południu Francji. Sławny franciszkanin, Bernard Delicieux, poprowadził ludzi na lochy inkwizycji w Carcassonne i po krótkiej walce doprowadził do uwolnienia wszystkich więźniów. W Moissac heretyków ukrywali cystersi.

Oto czoło, a oto broda, tu mam lewe ucho, a tutaj prawe - te ironiczne słowa wypowiadali po cichu katarzy, którzy musieli przeżegnać się w obecności innych osób. Wiele się zmieniło - doskonali często łączyli się w pary, udając męża i żonę, razem podróżując. Ich metody ukrywania się i oszukiwania okupantów bardzo się rozwinęły.

W 1242 roku wybuchło powstanie, zapoczątkowane porąbaniem na kawałki dwóch inkwizytorów w Avignon. Jednak rebeliantów szybko opuścili Hugo de Lusignan i Roger Bernard z Foix. Rajmund z Tuluzy ponownie został sam i powstanie upadło. Duża część ocalałych skryła się w twierdzy Montsegur.

Ten zamek naprawdę zasługiwał na miano „katarskiej świątyni”. Niezwykła „twierdza” na szczycie góry nie była jednak zamkiem obronnym! Specjalnie zbudowano ją tak, by nie nadawała się do obrony i by nawet nie można było jej do tych celów adaptować. Była to świątynia szczególnego rodzaju – skryptorium do przechowywania ksiąg oraz grobowiec, gdzie mieli kończyć swe życie doskonali …

Trudno się zatem dziwić, że ten cierń w oku Inkwizycji został w 1244 roku, po ciężkim oblężeniu, zdobyty. W twierdzy odkryto 200 doskonałych, którym tradycyjnie dano wybór – nawrócenie lub śmierć. Nie tylko nikt się nie nawrócił, ale dodatkowo 21 ludzi (wśród których byli tak mężczyźni jak i kobiety, szlachta i biedota) dołączyło do katarów i poprosiło o consolamentum, swój ostatni chrzest. 16 marca 1244 roku spalono 221 doskonałych – tradycyjnie sami weszli w ogień.

Jednak to nie Montsegur mogło się stać katarską twierdzą, ale cały kompleks twierdz: Queribus, Puylaurens, Fenouillet oraz kilka innych – był to jeden z najnowocześniejszych systemów obronnych, całkowicie samowystarczalnych. A jednak niemal nikt nie chciał już walczyć i kolejne z tych twierdz przechodziły bez walki na stronę Francji.

W tamtych czasach w obronie heretyków stawało już jedynie kilku rycerzy. Dzięki nim i dzięki posiadanym przez nich pieniądzom wynajmowano trochę najemników, głównie z Hiszpanii (katolików:), którzy walczyli w obronie prześladowanych heretyków. Ale to była z góry przegrana walka.

O skuteczności terroru podłości, prowadzonego przez Inkwizycję, najlepiej świadczy fakt, że w 1249 roku Rajmund z Tuluzy wydał w Ayen wyrok śmierci na 80 katarów … . Było to szok, ponieważ Rajmund był dla swoich poddanych niemal ideałem szlachetnego rycerza. Trzy miesiące później Rajmund VII z Tuluzy, ostatni przedstawiciel rodu Saint-Gilles, zmarł i spoczął w Fontevrault.

W 1252 roku papież Innocenty IV wydał dekret, dający Inkwizycji prawo do stosowania tortur – należało jedynie uważać, by ofiara nie straciła kończyny, zbyt dużo krwi (?) lub życia. W owym dekrecie papież także nakazywał nawet dzieciom denuncjować swoich rodziców. By zachować czyste ręce inkwizytorzy jedynie orzekali o winie swoich ofiar, następnie przekazywali je władzy świeckiej – która wyrok ogłaszała i wykonywała.

Wilhelm Belibaste, uważany za ostatniego z doskonałych Langwedocji, spalony w 1321 roku na dziedzińcu Villerouge-Tremens, miał fascynujący życiorys, godny powieści. Pierwotnie morderca i rozpustnik, dziki góral, pod wpływem katarskiej doktryny zmienił się i został przywódcą oraz opiekunem grupy ludzi ściganych przez Inkwizycję. Dzięki niemu długo udawało im się wymykać z sideł. Tym, który doprowadził do schwytania ostatniego z doskonałych, był Arnold Sicre – człowiek specjalnie przygotowany do roli zdrajcy przez biskupa Fouriera z Pampers. Stworzono specjalną legendę, fałszywy życiorys, a Sicre przez lata udawał wierzącego, by wkraść się w łaski Belibaste, po czym wydać go władzom …

Z pewnością wielu katarów zdołało umknąć ze stosu. Ilu ich było, tego nigdy się nie dowiemy, ponieważ byli oni ostatnimi, którym by zależało na rozgłosie.

Oczywiście znajdziecie wiele opracowań, w których autorzy dość radośnie nazywają katarów bardzo niebezpiecznymi nie tylko dla religii, ale też cywilizacji i w ogóle Europy, pewnie też całego świata … . Jak się postaracie, to może wygrzebiecie kawałki o ich planach współdziałania z Islamem, itd. Popularne jest także oskarżanie katarów o propagowanie homoseksualizmu, czy orgie z … kotami (!), ale te bzdury zawsze były wspólnym elementem religijnych oskarżeń, nawet wobec templariuszy. Próby usprawiedliwienia tej rzezi wypadają czasami naprawdę żenująco.

We Francji nie zapomniano o katarach. Z pewnością prześladowania i działalność Inkwizycji miały ogromny wpływ na to, że sławna „córa Kościoła” tak się zsekularyzowała.

Kościół oczywiście próbował, swoim zwyczajem, zabić wszelką pamięć o heretykach. Informacje o nich czerpano z protokołów Inkwizycji. Dopiero w 1939 pewien (o ironio!) dominikanin nazwiskiem Dondaine odkrył katarski katechizm, oraz kilka dokumentów na temat kataryzmu.

Nad Rajmundem VI z Tuluzy wciąż ciąży ekskomunika, mimo iż pewna organizacja zwracała się z prośbą o jej zdjęcie. Inna zwróciła się wprost do papieża (wtedy Jana Pawła II) z żądaniem przeprosin za „katarską epopeję”. Ani on ani jego następca tego nie zrobili.

W muzeum św. Dominika jakiś jego rodak (Hiszpan) zapisał w książce pamiątkowej: „Przebaczam ci Dominiku, ty mule, ponieważ nie wiesz, co uczyniłeś”.

Ze wszystkich zabytków dotyczących katarskiej epopei z pewnością warto zobaczyć sławną katarską twierdzę Montsegur (choć obecnie jest zaniedbana) oraz wspaniały zamek Carcassonne (podobno najlepiej zachowany zamek w Europie), gdzie szlachetny hrabia Rajmund Roger Trencavel oddał życie za swoich poddanych. Carcassonne przez wielu jest traktowany jako pomnik tolerancji religijnej.

Stephen O’Shea „Herezja doskonała”.

Mark Gregory Pegg „Najświętsza wojna”.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura