Żeby polityk stał się mężem stanu musi wysunąć wielką ideę, która da mu miejsce w historii. Bronisław Komorowski jest w tym szczęśliwym położeniu, że już ją znalazł. Przejdzie do historii jako prezydent, który zapoczątkował w Polsce usuwanie z przestrzeni publicznej symboli chrześcijańskich.
Jak światła większość Polaków popieram decyzję o przeniesieniu krzyża sprzed Pałacu Namiestnikowskiego na Krakowskim Przedmieściu w Warszawej (odmiana analogiczna do stosowanej przez elitę naszego narodu z posłem Palikotem na czele w wyrażeniu "peron we Włoszczowej") do pobliskiego kościoła. Czas skończyć jak najszybciej z tą samowolą budowlaną! Miejsce krzyży jest w kościołach (oczywiście do czasu, gdy zostaną zamienione na salony gier z jednorękimi bandytami i lupanary).
Przyznam szczerze, że jako katolik miałem początkowo wątpliwości, czy usuwanie krzyży postawionych spontanicznie przez wiernych będzie służyło krzewieniu pobożności chrześcijańskiej w Polsce. Rozwiały mi się one po wysłuchaniu w TVN 24 wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka oraz księży Kazimierza Sowy i Adama Bonieckiego potępiających w czambuł przeciwników usunięcia krzyża. Nieprzypadkowo dziennikarzom tej telewizji nie udało się znaleźć duchownego mającego inne zdanie na ten temat. Jak powiedział bowiem szef kanału TVN Religia Szymon Hołownia, przeciwników usunięcia krzyża inspirował diabeł. Całe szczęście, że jest jeszcze w Polsce tak bohaterski obrońca symboli chrześcijańskich przed machlojkami szatana jak poseł Palikot, dzięki któremu sprawą zajmie się prokuratura. Mam nadzieję, że sąd skaże diabła na dożywocie i przeproszenie posła Palikota na łamach Gazety Wyborczej i w telewizji TVN.
W przeciwieństwie do tych wymienionych wyżej pasterzy owieczek, którzy błyskawicznie zrozumieli, czym inspirował się Bronisław Komorowski, wysuwając ideę usunięcia krzyża sprzed swej siedziby, ja pasterz krów zrozumiałem to dopiero po wysłuchaniu jego prezydenckiego orędzia. Przed oczami stanął mi werset 8,34 z Ewangelii wg św. Marka: "Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swymi uczniami i rzekł im: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje". Jak wiadomo tłum nie rozumiał nauki Jezusa i ja niestety tak samo nie rozumiem przesłania Komorowskiego. Ale czy takie zrozumienie jest mi do czegoś potrzebne? Przecież chodzi tylko o to, żebym był posłuszny!
Niestety jeszcze nie wszyscy Polacy zaparli się samych siebie. Napawa mnie smutkiem, że zrobiło to niewiele więcej niż 50 procent wyborców. W tej połowie, która się Komorowskiemu sprzeciwiła jest wielu wierzących katolików. Mam nadzieję, że pod wpływem takich pasterzy jak arcybiskup Życiński, biskup Pieronek, ksiądz Sowa, teolog Hołownia i obrońca czci krzyża Palikot wyzwolą się od grzechu i za 5 lat będą grzecznie głosować na Wielkiego Budowniczego Murów Zgody Narodowej.
Wśród tych, którzy się nie zaparli samych siebie jest niestety wciąż mój kolega Andrzej Molasy (on na tę chorobę niepokornego myślenia choruje przez całe dorosłe życie). Andrzej uważa, że postawienie przez Komorowskiego sprawy usunięcia krzyża w pierwszym wywiadzie udzielonym po wygraniu wyborów nie było wcale normalną dla tego polityka niezręcznością, ale przemyślanym ruchem politycznym. Nieprzypadkowo zrobił to na łamach Gazety Wyborczej, która jest ideologicznym zapleczem ekipy Donalda Tuska. Komorowskiemu chodziło o zaspokojenie oczekiwań jego najwierniejszego elektoratu i upokorzenie wyborców Jarosława Kaczyńskiego. Chciał pokazać im, że człowiek na którego głosowali jest bezsilny i jedyne co im pozostaje to zdać się na łaskę zwycięzcy. Teraz PO wspierana przez Gazetę Wyborczą i TVN ma władzę absolutną i może robić to co chce.
Andrzej zdecydowanie nie zgadza się z komentatorami twierdzącymi, że jest to sprawa mało istotna czy zastępcza w polskiej polityce. Taką opinię wyraził na przykład wczoraj w Polsacie News prof. Paweł Śpiewak, którego Andrzej szanuje za to, że nie należy do stada antypisowskich socjologów i politologów (mimo, że był posłem PO). Otóż jest to sprawa zasadnicza dla Polski. Chodzi mianowicie o "dorżnięcie watahy" (słowa Radosława Sikorskiego) oraz pozbycie się przewodnika stada "bydła" (ocena wyborców PiS przez Władysława Bartoszewskiego). Wiadomo, że "bydło" pozbawione przewodnika rozbiegnie się, a wtedy tacy kowboje jak Tusk, Palikot czy Niesiołowski wyłapią je bez problemu i odstawią do rzeźni.
Andrzej wyraził żal, że wśród osób, które pomagają "dorżnąć watahę" są nie tylko "postępowi" biskupi, księża i dziennikarze katoliccy, ale również niezależnie myślący publicyści tacy jak Paweł Lisicki czy Igor Janke. Potępiając Jarosława Kaczyńskiego za sprzeciw przeciwko usunięciu krzyża bez upamiętnienia w tym miejscu ofiar katastrofy smoleńskiej, odegrali rolę tzw. pożytecznych idiotów (tak Józef Stalin nazywał intelektualistów zachodnich popierających propagowaną przez niego rzekomą ideę walki o pokój). Panowie, nie idźcie tą drogą! Panie redaktorze Lisicki, mniej wizyt w charakterze komentatora w TVN 24! Przebywanie w pobliżu Tomasza Wołka jest szkodliwe dla mózgu!
Andrzej twierdzi, że sprawa usunięcia krzyża z Krakowskiego Przedmieścia będzie miała jeszcze inne dalekosiężne następstwa. Komorowski postawił na porządku dziennym sprawę obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej. Poruszył kamień, który wywoła lawinę. SLD już opracowuje projekt ustawy regulującej te sprawy. Nietrudno się domyśleć, że inspiracją będą tu rozwiązania hiszpańskie. Napieralski chce się przecież wzorować na Zapatero. Czy prezydent Komorowski ją zawetuje?
To samowola budowlana - twierdzi Joanna Senyszyn z SLD. Popierają ją warszawscy urzędnicy zajmujący zagospodarowaniem przestrzeni miejskiej i ochroną zabytków. Wszystkie stojące dotychczas w Polsce krzyże i kapliczki postawiono dopiero po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń, a jedynie w tym przypadku złamano prawo! Książę Józef Poniatowski nie życzy sobie, żeby u stóp jego konia stał pomnik Lecha Kaczyńskiego! Już teraz przecież bardzo cierpi, że spoczywają niedaleko od siebie na Wawelu!
Ja odciąłem się oczywiście od takich kaczystowsko-rydzikistowskich poglądów. Jednak diabeł, który wkładał te słowa w usta Andrzeja, jak zawsze nie miał szans w starciu z dobrem. Mianowicie pomysł zapędzenia bydła do rzeźni zainspirował mnie do zaproponowania Komorowskiemu drugiej wielkiej idei, godnej męża stanu takiej rangi jak On, Wielki Budowniczy Murów Zgody Narodowej. Tą ideą jest: ZBURZYĆ PERON WE WŁOSZCZOWIE I POSTAWIĆ NA TYM MIEJSCU RZEŹNIĘ DLA PISOWSKIEGO BYDŁA. Bo zgoda buduje!


Komentarze
Pokaż komentarze (10)