Wojenka prezydenta z premierem o udział na szczycie w Brukseli w tym tygodniu trwa w najlepsze. Kompromitacja jest już niestety nieunikniona.
Brukselski szczyt w tym tygodniu wcale nie jest przełomowy dla przyszłości Unii, ale może okazać się istotny dla polskiej gospodarki i konsumentów. Znacznie poważniejsze decyzje zapadały w czerwcu zeszłego roku na szczycie, którym kierowała Angela Merkel, i na którym prezydent Lech Kaczyński zgodził się na skrajnie niekorzystną dla Polski wersję euronstytucji. Przypomnę, że prezydent stał wówczas na czele polskiej delegacji przede wszystkim dlatego, że jego brat bliźniak a wtedy premier, postanowił zostać w kraju. Wówczas Lech Kaczyński wspierany przez minister Fotygę nic w Brukseli nie ugrał, ale i tak po powrocie do kraju uznał swój udział w pracach na szczycie za wielki sukces naszego kraju.
W marcu i czerwcu tego roku w Brukseli pod słoweńskim przewodnictwem odbyły się kolejne unijne szczyty i wówczas uczestniczył w nich tylko premier. Wygląda zatem na to, że albo Lech Kaczyński odkrył nagle swoje nowe kompetencje na arenie europejskiej albo w tym roku zaniedbywał unijne spotkania na najwyższym szczeblu pozostawiając udział w nich swojego głównemu rywalowi politycznemu, aż do czasu nadzwyczajnego spotkania w sprawie Gruzji w ubiegłym miesiącu. Wrześniowy szczyt UE nie był wcześniej zaplanowany a wzięli w nim udział zarówno premier, jak i prezydent. Premier również nie jest bez winy, bo skoro tylko on może jeździć na unijne szczyty to co w takim razie prezydent robił w zeszłym miesiącu w Brukseli?
Jest jeszcze inna teza. Od kilku miesięcy nad polską gospodarką i domowymi budżetami zbierają się czarne chmury w postaci propozycji kar za nadmierną emisję CO2. Jeśli Unia przyjmie tzw. pakiet energetyczno-klimatyczny to zapłacą za niego drogo polskie elektrownie i przemysł w ogóle a polskie rodziny czekają drastyczne podwyżki cen. Polityk, któremu uda się do konkluzji ze szczytu wpisać pozytywne dla Polski rozwiązania może liczyć na kilka dodatkowych punktów w kraju. Od kilku tygodni widać, że chociażby w obliczu światowego kryzysu istnieje możliwość zarysowała poluzowania zapisów pakietu.
Spin-doktorzy z obu pałaców pracują niezwykle intensywnie nad kolejnym sukcesem wizerunkowym. Nie ważne, że konflikt o to kto usiądzie w fotelu unijnej Rady robi z nas pośmiewisko całej Europy, skoro można na nim ugrać kilka punktów. Obawiam się, że najwyżsi rangą przedstawiciele polskiego państwa właśnie znaleźli sobie nową arenę walk przedwyborczych. Problem w tym, że te walki – w świetle niejasnych zapisów konstytucyjnych i jasnych ambicji politycznych – mogą trwać w nieskończoność.Niestety, w obliczu rosnących bądź malejących wyborczych słupków sondażowych wizerunek Polski schodzi na boczny tor.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)