Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz
17
BLOG

Jeden tydzień, dwie duże porażki

Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz Polityka Obserwuj notkę 0

Mijający tydzień w naszej polityce trudno uznać za udany. Dziś już wszyscy Polacy wiedzą, że nasz amerykański sojusznik zaprasza do siebie bez wiz wszystkich, oprócz nas. Natomiast nasi europejscy partnerzy wiedzą, że aby poróżnić Polaków na unijnym szczycie wystarczy wysłać dwa zaproszenia.

 Unijne szczyty w Brukseli odbywają się regularnie dwa razy w półroczu. Tym razem spotkanie szefów państw i rządów okazało się dla Polski i Polaków kompromitacją, i to nawet zanim premierzy i prezydenci z krajów Unii zasiedli na sali obrad. Wszystko przez to, że dwóch polskich przywódców postanowiło na forum europejskie przenieść konflikt wewnętrzny. Poza dodatkową porcją zupy z czarnych trufli i talerza okoni serwowanych na unijnej kolacji dla premierów i prezydentów trudno mówić o dodatkowych dla Polski korzyściach z awantury o udział na unijnym szczycie.

Spektakl medialny, który zaserwowali dwaj panowie i ich sztab doradców przerósł moje oczekiwania, jednak wizerunkowo kosztował nas sporo. Nie należę do polityków, którzy wizerunek kraju za granicą stawiają wyżej niż interes narodowy, ale tym razem chodziło wyłącznie o interesy partyjne i rozgrywki przedwyborcze. To była walka o chipy i badge, której obaj uczestnicy udowodnili, że są zdolni do wszystkiego nie zaś realne decyzje czy nawet głos na unijnym forum. Właśnie tak należy patrzeć na ten żenujący spór o fotel w Brukseli, którego nikt nie wygrał, ale przegrała cała Polska. Nieprzychylni nam dziennikarze od Atlantyku po Ural zyskali wdzięczny temat do żartów i drwin.

Sprawa miała też co prawda wymiar edukacyjny. Dzięki awanturze o miejsce na szczycie Polacy już wiedzą jak ważne są dla nich spotkania Rady Europejskiej (nie mylić z Radą Europy) zaś cała Europa wie teraz, że polskie samoloty rządowe to wysłużone radzieckie Tupolewy, których załogi są w dodatku bardzo chorowite. A samolotu można użyć jako narzędzie walki politycznej, co nie tak dawno udowodniono także na Ukrainie.

 Zapomnijmy również o jakimkolwiek sukcesie w sprawie pakietu klimatycznego – chyba, że na pomoc przyjdą nam Włosi – skoro w zeszłym roku Lech Kaczyński mimo gróźb nie użył prawa weta w sprawie Traktatu z Lizbony, to Donald Tusk – z definicji bardziej europejski od prezydenta – tym bardziej nic nie zablokuje. Sprawa rozstrzygnie się za dwa miesiące. Z kolei inni przywódcy w Europie dowiedzieli się w tym tygodniu jak bardzo łatwo można poróżnić Polaków na ważnym spotkaniu – wystarczy jednocześnie wysłać zaproszenie dla prezydenta i premiera, i wojenka murowana. Przynajmniej przez następne dwa lata.

 Władze w Waszyngtonie też nie muszą się specjalnie wysilać. W Warszawie i tak nikt nie odmawia niczego amerykańskiemu sojusznikowi, więc żaden dodatkowy gest – chociażby w postaci zniesienia wiz – jest zupełnie niepotrzebny. O sprawie wiz pisałem kilka dni temu. Wydaje mi się, że decyzja władz USA jest dla nas upokarzająca. Nie tak traktuje się strategicznego sojusznika, co najwyżej wasala.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka