W wigilie dnia, w którym Rosjanie świętują wyzwolenie Moskwy od obcej interwencji, Lech Kaczyński i Valdas Adamkus - przywódcy Korony i Litwy postanowili wdrożyć wspólną inicjatywę wymierzoną w Moskali. Tym razem jednak ofensywa (dyplomatyczna) była z góry skazana na niepowodzenie.
Lech Kaczyński razem z litewskim sojusznikiem w imię terytorialnej integralności Gruzji chcą zablokować wznowienie rozmów Unia-Rosja na temat nowego porozumienia w współpracy (PCA). "W obliczu trwającej okupacji terytoriów Gruzji przedwczesne byłoby podejmowanie rozmów na temat nowej umowy o partnerstwie z Rosją" - oświadczyli prezydenci Polski i Litwy. Problem w tym, że Bruksela ma na ten temat inny punkt widzenia, podobnie jak pozostałe stolice europejskie. Co więcej zdaniem unijnych prawników nie potrzeba po raz kolejny jednomyślności wszystkich państw w sprawie odmrożenia negocjacji, które zostały zawieszone w czasie wojny w Gruzji.
Pomysł weta w sprawie Rosji jest też o tyle kontrowersyjny, że wielu ekspertów zwraca uwagę, że tak naprawdę to bardziej Brukseli a nie Moskwie zależy na uzgodnieniu nowych zasad współpracy i handlu. Wspólna deklaracja polsko-litewska jest wiec od początku skazana na porażkę. Zorientowali się o tym chyba Łotysze i Estończycy, którzy tym razem nie dołączyli do antymoskiewskiej inicjatywy. My oczywiście możemy sobie pomachać szabelką, ale nic to nie zmieni, ewentualnie w dłuższej perspektywie doprowadzi do podwyżek dostaw gazu czy ropy. Nie daj może Ameryka pod nowym przywództwem zmieni priorytety polityczne i zostaniemy w tej konfrontacji zupełnie sami, nawet bez Litwinów. Być może Lech Kaczyński znów zebrał klika punktów u bardziej antyrosyjsko nastawionej części swoich wyborców. W kategoriach realnej polityki niestety po raz kolejny nic nie zdziałał, poza jasnym przekazem politycznym dla Europy i Kremla.
W całej sprawie zastanawia postawa rządu. Dziś media brukselskie piszą o próbie blokady rozmów przez Litwę, z poparciem Polski. Takie wrażenie powstało po spotkaniu ambasadorów 27 krajów Unii, gdzie przedstawiciel rządu Donalda Tuska, ale jeszcze z nominacji braci Kaczyńskich - Jan Trombiński ponoć poparł Litwina. Czy zatem Donald Tusk i Radosław Sikorski nie mają wpływu na działania swojego ambasadora? A może prezydent Lech Kaczyński skutecznie przejmuje kompetencje w polityce europejskiej? Tak czy inaczej nie liczmy na poprawę relacji z Moskwą.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)