Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz
43
BLOG

"Halo! Tu Barack!", czyli chyba czas zmienić tłumaczy

Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz Polityka Obserwuj notkę 11

  Partia braci Kaczyńskich ma niewątpliwie problem z nowym prezydentem USA, zaś sam Barack Obama natrafił na problemy komunikacyjne z Prezydentem RP. 

Sprawa tarczy to nie pierwsza wpadka prezydenta Kaczyńskiego i jego otoczenia, jeśli chodzi o tłumaczenie politycznych detali. To zupełnie normalne, że tak ważne polityczne rozmowy odbywają się za pośrednictwem profesjonalnych tłumaczy. Problem w tym gdy zawodzi tłumaczenie bądź jego interpretacja. Najbardziej spektakularne było nieporozumienie w Brukseli w zeszłym roku kiedy prezydent Kaczyński zrozumiał, że słynny mechanizm z Joaniny w Traktacie Lizbońskim pozwoli na blokowanie decyzji, a potem okazało się, że chodziło tylko o ich opóźnianie. Mały dyplomatyczny skandal wywołał też wywiad dla agencji Reutera, w którym Lech Kaczyński miał uzależniać zniesienie polskiego weta na rozmowy o partnerstwie UE z Rosją od zgody Zachodu na przyznanie Ukrainie i Gruzji perspektyw członkostwa w NATO. Również wówczas tłumaczono się błędną interpretacją słów polskiego prezydenta. 

 Tym razem również ktoś kogoś nie zrozumiał, albo zrozumiał tak jak chciał. Mogę zrozumieć, że w obozie braci Kaczyńskich, jednych z najwierniejszych sojuszników odchodzącego prezydenta USA zapanowała głęboka trauma. Parlamentarzyści PiS w mniej lub bardziej dosadnych słowach nie kryją rozgoryczenia. Faktycznie, ślepa ufność w George’a W. Busha wyprowadziła nas w pole, i to w dodatku w pole bitwy w Iraku i Afganistanie. Co więcej, w sprawie amerykańskiej tarczy i bazy sprzedaliśmy skórę zanim jeszcze rozpoczęła się właściwa licytacja. Teraz ten sztandarowy projekt, który miał być dobrem sam w sobie stoi pod znakiem zapytania. To właśnie prezydent Kaczyński, PiS i prezydencki minister Witold Waszczykowski, wówczas jako wiceszef MSZ pod rządami Radosława Sikorskiego dążyli do jak najszybszego zamknięcia rozmów o tarczy, za każdą cenę. Wszystko oczywiście w imię bezpieczeństwa narodowego. Dziś ta polityka, którą w sierpniu ostatecznie poparł również rząd Donalda Tuska, ponosi fiasko.  

Być może błąd popełnił tłumacz, być może któryś z prezydenckich ministrów po prostu usłyszał to co chciał usłyszeć. Moja rada dla prezydenta RP to wreszcie zmienić tłumaczy. Z kolei Barack Obama na wszelki wypadek przy następnej rozmowie powinien iść w ślady Lecha Kaczyńskiego – nagrywać i protokółować, na wszelki wypadek gdyby ktoś znów przekręcił jego słowa. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka