Nie wiem o co te pretensje do Prezydenta Francji za wypowiedź na temat instalacji w Polsce tarczy. Przecież wszyscy politycy, którzy mają mu ją za złe podpisują się pod planem wspólnej unijnej polityki obronnej. Tymczasem o tarczy rozmawiają też ponad naszymi głowami Waszyngton z Moskwą.
Francuski prezydent przy okazji szczytu Rosja-UE stwierdził, że „tarcza antyrakietowa w Czechach i Polsce nie przyczyni się do bezpieczeństwa Europy”. Unijna wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa jest już faktem od 15 lat. Trzeba przyznać, że ostatni unijny traktat jeszcze ją pogłębia, ale przecież wszyscy politycy oburzeni słowami głowy francuskiego państwa przecież go poparli. Skąd teraz takie oburzenie z powodu wypowiedzi Nicolas Sarkozyego? Przecież tak niedawno chwalona w naszym kraju eurokonstytucja wprowadza wspólną politykę obronną Unii Europejskiej. I właśnie na nią zgodzili się w kwietniu w parlamencie posłowie i senatorowie PiS i PO.
Politycy PO i PiS chcą w Polsce referendum w sprawie daty rezygnacji z narodowej waluty. Miałoby się odbyć w czerwcu, wraz z wyborami do europarlamentu. A może by tak połączyć je jeszcze z głosowaniem w sprawie amerykańskiej bazy i rakiet w Polsce. Politycy PiS mogliby tym razem optować za jej jak najszybszą budową, nawet bez udziału Amerykanów, co zdaje się dziś sugerował prezydencki minister w Radiu Zet. PO, przeciwnie do pytania w sprawie euro, mogłoby w tej sprawie grać nieco na zwłokę.
Tymczasem ponad naszymi głowami Amerykanie toczą rozmowy z Rosjanami o warunki instalacji tarczy i rakiet w Polsce i Czechach. O możliwym kompromisie w tej sprawie mówił wczoraj w Waszyngtonie rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew.Z kolei w wywiadzie dla rosyjskiej agencji Regnum Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz nie protestuje przeciwko inspekcjom rosyjskich oficerów na polskim terytorium. Warunek jest właściwie jeden – aby ich obecność nie była stała. Perspektywa powrotu do Polski żołnierzy ze wschodu jest więc niestety jak najbardziej realna. Problem w tym, że zadecydują o tym nie władze RP, ale nasi „sojusznicy”: ci dawni oraz obecni. Rosjanie mogą niestety argumentować, że skoro Polacy godzą się bezwarunkowo na obecność obcych wojsk to kilku oficerów z FR a nie z USA nie zrobi im różnicy. Zresztą skoro część polskich polityków uważa, że obce wojska i baza na terytorium RP gwarantują nam bezpieczeństwo to dlaczego nie iść w ślady Kirgistanu. Ta była sowiecka republika gości na swoim terenie na stałe żołnierzy z USA i Federacji Rosyjskiej. A Polakom pozostaje mieć nadzieję, żeby nasi historyczni alianci znów czegoś nie postanowili o naszej przyszłości bez naszego udziału.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)