Prezydent Lech Kaczyński ma opinię wielkiego patrioty. I jest w tym dużo prawdy pod warunkiem, że patriotyczna działalność głowy państwa wpisuje się w jego wizje polityczne. W innych przypadkach obecny Prezydent RP potrafi głęboko schować swój patriotyzm i nie mówi głośno o polskich krzywdach.
Lech Kaczyński już, jako prezydent Warszawy zasłużył się dla upamiętnienia tragedii Powstania Warszawskiego i niemieckich zbrodni na Polakach. Prezydent zawsze mocno akcentuje również sowieckie zbrodnie na polskich oficerach w Katyniu. I za to mu chwała! Jednak, gdy przychodzi do trudnych spraw w relacjach z Ukrainą, ale również z Litwą, mamy do czynienia z biernością i bardzo niejasnymi działaniami. Bardzo wyrazisty w stosunkach z Rosją, czasem również z Niemcami polski prezydent w żaden sposób nie chce urazić swoich przyjaciół w Kijowie i Wilnie. Właśnie w tym kontekście odbieram, delikatnie mówiąc, niewłaściwe zachowanie głowy państwa w sprawie ludobójstwa na Wołyniu i milczenie w sprawie szykan i dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdyby zbrodni na polskiej ludności na Wołyniu dokonali Rosjanie to mielibyśmy do czynienia z wielkimi uroczystościami narodowymi. Ale ponieważ polską krew na rękach mają ukraińscy nacjonaliści to prezydent nie chce drażnić swoich sojuszników w Kijowie. Bieżące interesy biorą niestety górę nad prawdą historyczną i pamięcią ofiar. Z jednej strony Lech Kaczyński i jego współpracownicy ujawniają prawdę o Powstaniu Warszawskim, stoją za fantastycznym projektem muzeum w Warszawie. Z drugiej swoją postawą prezydent mniej lub bardziej świadomie relatywizuje wydarzenia na Wołyniu.
Dziś UPA podnosi głowę. Na stronie Związku Ukraińców w Polsce w Przemyślu pojawiła się niedawno ikonka UPA-TAK obok zdjęć z lokalnych obchodów na część "weteranów". Zaprotestował przeciwko temu mój kolega z europarlament, poseł Andrzej Zapałowski. Niestety Pan prezydent i jego środowisko polityczne milczą w takich sprawach. Lech Kaczyński weźmie udział w uroczystościach z okazji rocznicy Wielkiego Głodu na Ukrainie. Hodomor lat 30. to okrutna zbrodnia na niewinnej ludności ukraińskiej. Skądinąd używana dziś na Ukrainie również do rozgrywek politycznych. Ale nie może być tak, że upamiętniamy cudze krzywdy a o swoich nie mówimy głośno.
Podobnie jest niestety w relacjach z Litwą. Naruszanie praw Polaków na Litwie zauważył nawet szef MSZ Radosław Sikorski z PO. Tymczasem prezydent i obóz PiS milczy w tej sprawie, bo przecież inny strategiczny sojusznik mógłby się obrazić. Zważywszy na ostatnie próby pozbawienia mandatów polskich posłów w Wilnie oraz kształt nowopowstałego rządu litewskiego to również tam będziemy mieli prawdopodobnie z eskalacją antypolskich działań. Aż się boję pomyśleć, co by było gdybyśmy mieli jakiekolwiek sporne kwestie z Gruzją.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)