Po raz pierwszy w historii na posiedzeniu unijnej Rady Ministrów mówiono dziś po walijsku. Walijczycy są oczywiście bardzo dumni, ale mało kto w Brukseli chciałby kolejnego języka urzędowego i dodatkowych kosztownych tłumaczeń.
Coroczne koszty tłumaczeń w unijnych instytucjach przekraczają miliard euro. W zeszłym roku Unia uznała kolejny urzędowy język, irlandzki. Mimo że Irlandia przystąpiła do Wspólnot Europejskich w latach 70. to dopiero po prawie 40 latach jeden z dwóch urzędowych języków na wyspie został w liczącej 27 krajów Unii uznany za 23 oficjalny język UE. Trzeba przyznać, że Irlandczycy wykazali się niezwykłą skutecznością wprowadzając do unijnej wieży Babel kolejny język. Dla Brukseli wiąże się to, bowiem z dodatkowymi kosztami, ale Irlandczycy mogą być nie tylko dumni, ale i zadowoleni z nowych miejsc pracy w unijnych instytucjach dla rodzimych tłumaczy.
Irlandzkiego sukcesu pozazdrościli Walijczycy, którzy mają również swoich przedstawicieli w europarlamencie z regionalistycznej partii Plaid Cymru i na każdym kroku akcentują swoją odrębność. Jedna z ostatnich kampanii dotyczy możliwości umieszczania walijskiej flagi na tablicach rejestracyjnych w Zjednoczonym Królestwie. Na razie walijski zafunkcjonował w Radzie Unii Europejskiej jako język pomocniczy a za tłumaczenie ma płacić walijski parlament. Walijczycy chcieliby, aby ich język został uznany także w innych unijnych instytucjach. Nie będzie to na pewno łatwe, szczególnie, że w kolejce czekają już inne języki, które również mogłyby oficjalnie zaistnieć w Brukseli. Unijny budżet mógłby tego nie wytrzymać.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)