19 obserwujących
50 notek
95k odsłon
  726   1

Shin Tong 3

Private Logbook

   New Orient

Jul.20th 2003 - Nov.21st2003

Busan (1/437), 20 lipca 2003

Trzy samoloty i jeden pociąg (loty Seoul –Busan były zawieszone), trzydzieści parę godzin w podróży, aż w końcu w hotelu przysznic i do łóżka.

Na drugi dzień statek wydał mi się mały i brudny, a załoga plugawa. Zadzwoniłem do żony, ale ona była sama, bo syn był na koloniach. Odżyłem dopiero po rzuceniu cum i wyjściu za główki i komendzie „full ahead”. Po stressie nie zostało ani śladu. Przecież tylko około 60 zawinięć przede mną, a właściwie 3 porty po 20 razy. Busan, Ningbo i Szanghaj.

Po Ningbo (2/348), 23 lipca 2003

Minął „d.E.Wedel”, i wyszedłem już z Ningbo. Mój drugi oficer ma już dwa pisemne ostrzeżenia za nietrzeźwość i spóźnienie na wachtę. Kapitan, którego zmieniłem mówi, że podobno drugi zakochał się w jakiejś dziewczynie z Texas Street. Jest tam między innymi klub „Manila”, tam zaś Filipinki, no i zakochał się w jednej z nich. Niestety miłość ta nie ma przyszlości. W niedzielę wysyłam go do domu.

27 lipca, po Szanghaju (3/349) i Busan (4/350)

Wczoraj w Busan byliśmy z Krzyśkiem (c/e) na „Las Vegas Show” w hotelu Lotte. Dostaliśmy lożę ze stołem i dobrym obiadem i wspaniały występ. Hotel był ogromny, a sala operowa na 3 piętrze. Na parterze restauracja w dżungli pod dachem. Ogromne, żywe drzewa, palmy, liany, płynące strumienie,a pomiędzy tym wszystkim stoliki i goście.


image

Przedstwienie było wspaniałe. Pierwsza część była koreańska – narodowa, a druga w stylu amerykańskim. Dziewczyny, kulturyści, tańce, lasery, łyżwy, akrobacje na batucie, biegi na specjalnych sprężynach, przymocowanych do nóg, co pozwalało skakać po 5 metrów, jak na księżycu.

W przerwie jedna z pięknych tancerek sprzedawała foldery i spytałem się jej skąd pochodzi. Odpowiedziala, że z Białorusi. Patrzę na folder – same ruskie nazwiska.


image

1 sierpnia, po Ningbo (5/441) i Szanghaju (6/442)

To Ningbo się zrobiło całkiem niezłe. Jakiś agent o imieniu Bob nas zawiózł do Seamans Mission. To była jedna z najlepszych Seamans Mission jakie widziałem. Bar i pomimo lata dekoracja bożonarodzeniowa, z choinką w kącie i ze dwadzieścia ślicznych, młodziutkich, chińskich kelnerek, które oprócz drinków proponowały masaże. Na zapleczu było kilka pokoikow z łóżkami, zapewne jakby ktoś się zmęczył, albo chciał masaż.

Daewoo zobowiązało mnie, żeby być na 2000 w Busan. Idę na mostek, a tam zaledwie 15.4 w. Odlączyliśmy zaraz shaft generator i dołożyłem pitch na 80%. Więcej się nie da, bo woda zaburtowa za ciepła. Zadzwoniłem jeszcze do c/o żeby zrobił balastami trym 1m na rufę. Zrobił, ale na granicy stateczności, a mam 5 warstw kontenerów na pokładzie. Statek skoczył do 17 w., ale za Cheju Do dołożymy jeszcze pitchu, bo tam woda powinna mieć koło 24C. A koło Tsushimy powinien mnie popchnąć pólnocny prąd pacyficzny.

Po Busan (7/443), ale w Ningbo (8/444) 5 sierpnia 2003

Wykluł sie tajfun ETAU i choć na razie jest 600 mil na wschód od Filipin, to szparko posuwa się na północ. Jest głęboki na 960 mB i wiatr 75 węzłów .Mam nadzieję, że złowrogi wierzcholek jego paraboli dojdzie tylko do wyspy Kiusiu, a mnie ominie. Prawdobnie Kiusianie marzą o tym, żeby ich ominął i uderzył na Koreę.

Na redzie Szanghaju 6 sierpnia 2003

Niestety prognozy sa niedobre. Czterdziestoośmiogodzinna mapka pokazuje, że ETAU będzie dochodził do Korei właśnie w piątek wieczorem, kiedy i ja tam będę. Na dokładkę pogłębił się do 945 mB, czyli wiatr 110 węzłów. Właściwie powinienem w Chinach rzucić kotwicę i przeczekać. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie. Na dokładkę wysiadła klimatyzacja i mam w kabinie 32 C.

Szanghaj (9/445), 7 sierpnia 2003

Dostalem ładnie w kość. Wstałem o 1 w nocy i do 1000 stałem z pilotem na mostku, a potem znów do gorącej kabiny i dopóki nie dostaniemy freonu tak będzie.

Busan (10/446), 9 sierpnia 2003

ETAU poszedł na północny wschód, więc miałem go w odległości 300 mil, niemniej wiatr 8B zaliczyliśmy. Dotknął tylko Okinawy i Kiusiu. My natomiast rano, przy słonecznej pogodzie zacumowaliśmy w Busan, czyli w domu.

Po Ningbo (11/447), 13 sierpnia 2003

Dostałem z biura zezwolenie na zakup trzech DVD playerów – do mnie, do c/e i do salonu oficerskiego.

Mamy masę płyt DVD. Lepiej kupować takie rzeczy w Chinach, bo są tańsze i Chińczycy też mają PAL.

Po Szanghaju (12/448) 14 sierpnia 2003

W Szanghaju poszliśmy na halę kupować Rolexy. Tych droższych modeli po 6 dolarow nie mieli, więc kupilismy te po 5 i zahaczyliśmy o stoisko z herbatą. Właściciel zaraz nas posadził i zaparzył nam herbaty. Przed wszystkim trzy filiżanki stały na tacy z gretingiem, pod którym była wanienka. Herbaciarz nasypał herbaty do czajnika i zalał wrzątkiem, ale pierwszego naparu użył tylko do rozgrzwania filiżanek – wylał go do wanienki. Do picia był dopiero drugi napar, nalewał go do wysokich naczyń, które stały dnem do góry we właściwych filiżankach. Potem herbatę się wypijało, a te wysokie naczynia wąchało. Kiedy tak raczyliśmy się tą herbata, przyszła ta od Rolexów. Przyniosla jeszcze dwa zegarki, ale drogie, złote modele po 8 dolarów.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości