Martwię się, co się stało z demokracją, z Polską, z Europą Wschodnią, z Europą i Światem?
W 2010 roku profesor Andrzej Nowak, historyk Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikował książkę „Od Polski do post-polityki. Intelektualna historia zapaści Rzeczpospolitej ”. We wstępie napisał słowa, które dziś brzmią jak oskarżenie, tyle że chyba nie pod adresem tych, pod adresem których pierwotnie zostały skierowane.
„Martwię się o to, co się stało z demokracją, z Rzeczypospolitą, z Europą Wschodnią, z Europą ” – wyznawał profesor, zaniepokojony rządami Donalda Tuska.
Panie Profesorze, minęło szesnaście lat. Czy nadal się Pan martwi?
Bo ja się martwię. I to coraz bardziej.
Martwię się, kiedy Donald Trump, samozwańczy obrońca zachodniej cywilizacji, urządza świat według własnego widzimisię, traktując sojuszników jak klientów, demokrację jak przeszkodę, a międzynarodowe zobowiązania jak papierki po cukierkach. Martwię się, kiedy poniża Wołodymyra Zełenskiego, wywiera presję na napadniętą Ukrainę, by przyjęła warunki pokoju korzystne dla agresora, i podważa zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako sojusznika Europy.
A teraz mamy kolejny akt tego geopolitycznego kabaretu. Trump ogłasza porozumienie z Putinem w sprawie dostaw rosyjskiego diesla, a amerykańska administracja łagodzi sankcje dotyczące tego paliwa. Innymi słowy: Kreml dostaje możliwość zarobienia pieniędzy, podczas gdy rosyjskie rakiety nadal spadają na ukraińskie miasta. Zełenski protestuje, a świat ma uwierzyć, że wszystko odbywa się w imię pokoju.
Pokoju? Czy może interesów, które mają pierwszeństwo przed krwią ofiar?
I nie jest to jedyny powód do niepokoju. Jest jeszcze trumpowska polityka celnych szantaży, pogardy dla krytyków, podważania zaufania do instytucji demokratycznych i traktowania prawa międzynarodowego tak, jakby było regulaminem hotelu, który można wyrzucić przez okno, gdy nie odpowiada gościowi.
A na tym tle mamy polskiego prezydenta Karola Nawrockiego, który podkreśla swoją bliskość z Trumpem. I mamy Pana, Profesorze, w gronie społecznych doradców głowy polskiego państwa.
Dlatego pozwalam sobie zadać Panu pytanie, którego nie da się zbyć kolejnym wykładem o dziejach Rzeczypospolitej.
Jak Pan godzi intelektualnie i moralnie rolę doradcy prezydenta Nawrockiego z własnymi ostrzeżeniami sprzed szesnastu lat? Jak Pan godzi troskę o demokrację i suwerenność Polski z polityczną bezkrytycznością wobec amerykańskiego prezydenta, którego decyzje mogą wzmacniać finansowo Putina i osłabiać bezpieczeństwo Ukrainy, a tym samym całej wschodniej flanki NATO?
Czy suwerenność jest dla Pana wartością uniwersalną, czy tylko argumentem, którego używa się przeciwko politycznym przeciwnikom?
Czy demokracja jest zasadą, czy dekoracją wyciąganą z magazynu na użytek partyjnych uroczystości?
I jeszcze pytanie pytanie bardzo osobiste, bo znamy się przecież nie od dzisiaj z naszych spotkań w redakcji ARKANA. Jak Pan, jako osoba nad wyraz subtelnie uwrażliwiona intelektualnie i kulturowo, - czuje się w towarzystwie prowincjuszy: Pobożego, Przydacza i Boguckiego?
Oczywiście nie oczekuję od Pana deklaracji lojalności wobec Donalda Tuska.
Oczekuję czegoś znacznie trudniejszego: intelektualnej uczciwości i moralnej konsekwencji. Od historyka tej miary wolno wymagać, by własne kryteria ocen stosował również wobec polityków, których lubi i z którymi mu po drodze.
Bo jeśli w 2010 roku niepokoiła Pana propaganda, rozpad wspólnoty i zagrożenie dla demokracji, to dzisiaj powinien Pan umieć rozpoznać te same niebezpieczeństwa także wtedy, gdy przychodzą zza oceanu, w otoczeniu czerwonych czapek, wielkich deklaracji i biznesowych układów.
Panie Profesorze, historia nie jest przecież bufetem, z którego wybiera się tylko te fakty, które pasują do własnej politycznej diety.
A na koniec pozwolę sobie na pytanie najważniejsze: czy martwi się Pan jeszcze o Rzeczpospolitą, czy też powierzył Pan swoje zmartwienia prezydentowi Nawrockiemu, a ten z kolei oddał je w komisję Donaldowi Trumpowi?
Bo jeśli demokracji trzeba bronić wyłącznie przed przeciwnikami, a przed przyjaciółmi wolno ją bezkarnie rozmontowywać, to nie mamy już do czynienia z troską o państwo. Mamy do czynienia z polityczną hipokryzją w todze profesorskiej.
Krzysztof Pasierbiewicz
em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger


Komentarze
Pokaż komentarze (25)