echo24 echo24
103
BLOG

Jakim cudem językowy ignorant Obajtek został europosłem z immunitetem?

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 17
Patriotyzm po pisowsku Wstyd na cały świat.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że kompletnie nie znam się na kryptowalutach. Nie wiem więc, jak można za ich pomocą przeprowadzać operacje finansowe związane z handlem ropą, ani dlaczego w interesie wartym setki milionów dolarów pojawiają się po drodze Palestyńczyk, Chińczyk i Wenezuelczyk.

Wiem natomiast coś o językach obcych. A właściwie o tym, jak ważna jest ich znajomość, jeśli ktoś zamierza zawodowo funkcjonować w strukturach międzynarodowych.

Dlatego, gdy słyszę dziś o gigantycznej stracie Orlenu związanej z kontraktem na zakup wenezuelskiej ropy zawartym za czasów prezesury Daniela Obajtka, a jednocześnie przypominam sobie, że tenże Daniel Obajtek jest obecnie europosłem korzystającym z immunitetu Parlamentu Europejskiego, ogarnia mnie pewne zdumienie.

Bo przecież jeszcze niedawno Jarosław Kaczyński przedstawiał Obajtka, wraz z Mariuszem Kamińskim i Maciejem Wąsikiem, jako patriotyczną Trójcę Europejską, której powierzono niemal dziejową misję.

Mieli oni pojechać do Brukseli, aby bronić Polski przed utratą suwerenności, niemieckimi zakusami, „lewactwem” i wszystkimi innymi plagami, które — według prezesa PiS — czyhają na nas za zachodnią granicą.

Pomyślałem wtedy: ładnie to brzmi, ale jak oni się tam dogadają?

Nie pytam bynajmniej o angielski z gatunku „How are you?” i „Where is the toilet?”. Pytam o angielski, którym posługują się ludzie pracujący w instytucjach europejskich.

Przez ponad dziesięć lat, współpracując jako tłumacz-konsultant techniczny z koncernem Philip Morris przy wielkim projekcie realizowanym w krakowskich Czyżynach, miałem okazję uczestniczyć w negocjacjach, naradach biznesowo-technicznych, konsultacjach technologicznych i szkoleniach w Polsce oraz w Szwajcarii i innych krajach Europy Zachodniej.

Wykonywałem setki tłumaczeń ustnych i pisemnych. Poznałem więc nie tylko zwykły język angielski, lecz także specjalistyczny język techniczny, business English oraz specyficzną, często wręcz poza-słownikową angielszczyznę korporacyjną i unijną.

I właśnie dlatego wiem, że znajomość języka angielskiego potrzebna europosłowi to zupełnie inna bajka niż znajomość języka potrzebna turyście na lotnisku.

Eurodeputowany musi rozumieć dokumenty, dyrektywy, raporty, projekty legislacyjne, stanowiska komisji, analizy ekonomiczne i prawne. Musi umieć dyskutować z ludźmi reprezentującymi różne kraje i różne interesy. Musi rozumieć nie tylko słowa, ale również ich kontekst, niuanse i konsekwencje.

A tego nie da się nauczyć w trzy miesiące na kursie językowym.

Potrzebne są lata pracy.

I właśnie dlatego już wtedy zastanawiałem się, jaką właściwie rolę w Parlamencie Europejskim mają pełnić ludzie, których największym atutem politycznym wydawała się być przede wszystkim wierność Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Dzisiaj zaś dochodzi pytanie znacznie poważniejsze.

Jeżeli doniesienia dotyczące kontraktu Orlenu na zakup wenezuelskiej ropy okażą się prawdziwe, to czy człowiek, który stał na czele jednej z najważniejszych polskich spółek, może po prostu schować się za immunitetem europosła i powiedzieć: „nie ma sprawy, teraz jestem w Brukseli”?

Bo immunitet nie jest przecież orderem za zasługi.

Nie powinien być również politycznym schronem przeciwdeszczowym, pod którym można przeczekać burzę wywołaną działalnością z czasów sprawowania funkcji publicznej.

I tutaj dochodzimy do sedna.

Przez lata słyszeliśmy od PiS, że Polska potrzebuje ludzi kompetentnych, odważnych i patriotycznych. Tymczasem w praktyce często wyglądało to tak, jakby najważniejszym kryterium była dyspozycyjność wobec partyjnego wodza.

A potem zdziwienie, że świat patrzy.

Dziś premier Donald Tusk pokazuje na forum publicznym artykuł „Financial Times”, a sprawa Orlenu zaczyna żyć własnym życiem poza granicami Polski.

I oto człowiek, który miał reprezentować Polskę w Europie, znajduje się w samym środku historii, o której — jak twierdzi premier — czyta dziś świat.

Ironia losu? Owszem. Ale jest w niej coś więcej.

Bo jeśli ktoś jedzie do Parlamentu Europejskiego z misją obrony polskiej suwerenności, powinien przynajmniej rozumieć język, w którym Europa rozmawia o Polsce.

Jeśli zaś wcześniej kierował gigantycznym koncernem paliwowym, powinien również doskonale rozumieć język biznesu, finansów, kontraktów i odpowiedzialności.

A jeśli później pojawiają się zarzuty dotyczące gigantycznych transakcji, pośredników i pieniędzy, to najlepszym językiem staje się już nie język propagandy, lecz język dokumentów, faktów i odpowiedzialności.

I dlatego mam dziś pytanie nie tylko do Daniela Obajtka.

Mam pytanie do Jarosława Kaczyńskiego.

Jakim cudem człowiek, którego kwalifikacje do pracy w Europie budziły tak poważne wątpliwości, został przez Pana wytypowany do reprezentowania Polski w Parlamencie Europejskim, a następnie otrzymał coś w rodzaju politycznej tarczy w postaci europejskiego immunitetu?

Bo jeżeli Parlament Europejski ma być miejscem stanowienia prawa, kontroli i odpowiedzialności, to nie powinien przypominać azylu dla partyjnych nominatów.

A już szczególnie nie powinien stawać się miejscem, do którego można uciec przed pytaniami, które wcześniej zadawano w Polsce.

I może właśnie w tym tkwi największy paradoks całej tej historii: człowiek wysłany do Brukseli, żeby bronić Polski przed Europą, może dziś potrzebować Europy przede wszystkim po to, żeby Europa chroniła jego samego.

To dopiero jest przewrotna definicja patriotyzmu.

Krzysztof Pasierbiewicz - em. nauczyciel akademicki AGH oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa.


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka