Kontrole w Pyszne.pl mogą oznaczać zmiany nie tylko dla dostawców jedzenia/ East News
Kontrole w Pyszne.pl mogą oznaczać zmiany nie tylko dla dostawców jedzenia/ East News

„Nie przypadek, tylko poligon". Sprawa Pyszne.pl to coś więcej niż kontrola

Redakcja Redakcja Prawo Obserwuj temat Obserwuj notkę 16
Trzecia kontrola Państwowej Inspekcji Pracy w Pyszne.pl ruszyła dzień po zakończeniu poprzedniej i obejmowała podobny zakres. Firma i organizacje pracodawców twierdzą, że to nie przypadek, tylko próba stworzenia precedensu, jeszcze zanim wejdzie w życie unijna dyrektywa o pracy platformowej. Aleksander Rosa z Pyszne.pl tłumaczy, dlaczego to akurat jego firma mogła stać się poligonem doświadczalnym dla nowych uprawnień inspektorów. Sprawa może nie skończyć się tylko na dostawcach jedzenia, ale mieć wpływ też na pracowników Amazona, agencji zatrudnienia czy serwisów takich jak Fixly. W tle kalendarz wyborczy i wniosek prezydenta do Trybunału.

Według Pyszne.pl powód pospiesznego zamykania i otwierania kolejnych kontroli jest, zdaniem spółki i wspierających ją prawników, prosty. 8 lipca weszła w życie nowelizacja ustawy o PIP, która dała inspektorom nowe narzędzie: decyzją administracyjną, bez wyroku sądu, mogą stwierdzić, że umowa zlecenia jest w rzeczywistości umową o pracę. Przepisy przejściowe mówiły jednak wyraźnie, że kontrola wszczęta przed 8 lipca musi toczyć się na starych zasadach. Druga kontrola Pyszne.pl została wszczęta pod koniec czerwca, więc nowego narzędzia inspektorzy w jej ramach użyć nie mogli. Ale trzecia, otwarta dzień po zamknięciu drugiej, już mogła. 

- Wykorzystujemy wszystkie możliwe ścieżki, żeby spowolnić tempo kontroli. - mówi w rozmowie z Salon24 Rosa. - Ale takiego tempa jeszcze nie widzieliśmy. Odwołujemy się od decyzji, odpowiedź przychodzi po dwunastu godzinach. - dodaje przedstawiciel Pyszne.pl

Resort nie kryje, że sprawa Pyszne.pl wpisuje się w szerszy plan uregulowania rynku pracy platformowej, do którego przygotowuje się od dawna.

 - Ta dyrektywa została przyjęta na poziomie europejskim przy aktywnym i jednoznacznym poparciu Polski, polskiego rządu. Od lat widzimy potrzebę uregulowania tej zupełnie nieuregulowanej strefy, jaką jest praca kurierów czy kierowców. – mówiła w czasie Campus Polska minister Dziemianowicz-Bąk.

Pyszne.pl było kontrolowane przez PIP już w 2022 roku. Nie było zastrzeżeń co do modelu współpracy z kurierami. Pierwsza kontrola w 2026 roku, prowadzona od końca grudnia do lutego, też nie zakwestionowała charakteru tych umów. Dopiero druga i trzecia kontrola, które prowadzone były już po zmianie przepisów, przebiegały inaczej.

Dlaczego akurat Pyszne.pl?

Pytam Rosę dlaczego Pyszne.pl, a nie Uber, nie Bolt, nie żaden inny gracz z rynku dostaw nie znalazł się na celowniku ministerstwa? 

- Pyszne.pl było takim pierwszym, najłatwiejszym podmiotem z brzegu, platformą, która w naszej ocenie była najbardziej w porządku wobec kurierów. - mówi Aleksander Rosa. - Zresztą bywaliśmy na spotkaniach w ministerstwie i nawet chwaliliśmy się naszymi rozwiązaniami. Urząd miał o nas informację, można było nas po prostu chwycić z półki i zreklasyfikować. - dodaje przedstawiciel Pyszne.pl.


Firma, w odróżnieniu od konkurencji, która działała przez sieć pośredników i tak zwanych partnerów flotowych, do niedawna miała własną logistykę, zarządzaną bezpośrednio przez spółkę, żadnych pośredników pomiędzy platformą a kurierem. To czyniło, że Pyszne.pl było, jak mówi sam Rosa „czysto teoretycznie najbliżej umowy o pracę”. Od razu jednak zastrzega, że „najbliżej” nie oznaczało umowy o pracę, bo model firmy wciąż nie spełnia kluczowego kryterium z kodeksu pracy, czyli pracy w określonym miejscu i czasie.

W preambule unijnej dyrektywy o pracy platformowej, która czeka na implementacje w Polsce, wymieniono trzy źródła, na podstawie których państwa członkowskie mają oceniać, czy dana umowa cywilnoprawna powinna zostać uznana za stosunek pracy czy nie.

Kiedy praca, kiedy zlecenie. Unia stawia kryteria

I tu dochodzimy do sedna sprawy, które wykracza daleko poza aplikacje z jedzeniem na wynos. Unijna dyrektywa o pracy platformowej każe państwom oceniać takie umowy w oparciu o trzy kryteria. Pierwsze to prawo unijne. Drugie to prawo krajowe, a nad Wisłą liczy się tu jedno kryterium, czyli praca w określonym miejscu i czasie. Trzecie kryterium to praktyka stosowania prawa, czyli to, jak urzędnicy interpretują i faktycznie stosują przepisy w konkretnych sprawach. To ta trzecia podstawa najbardziej niepokoi branżę, która pracuje w oparciu o aplikacje i platformy.

Ustawa wprowadzająca unijną dyrektywę wejdzie w Polsce najwcześniej na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku. Jeśli do tego czasu PIP zakończy kontrolę w Pyszne.pl z decyzją o istnieniu stosunku pracy, powstanie precedens, na którym inspektorzy będą mogli w przyszłości opierać się w innych firmach.

- Przypuszczenie jest takie, że Państwowa Inspekcja Pracy umowę o pracę po to, żeby stworzyć precedens i jak tylko ustawa wejdzie w życie, zabrać się za wszystkich pośredników, czyli za taksówki, za całą pracę platformową, i po prostu pójść dalej. - mówi Rosa.

W sprawie jest jeszcze jedna niewiadoma, która może pokrzyżować plany ministra Dziemianowicz-Bąk. Jest Trybunał Konstytucyjny, do którego prezydent Karol Nawrocki skierował w lipcu wniosek o zbadanie zgodności nowych przepisów z konstytucją, jest wreszcie samo prezydenckie weto wobec ustawy wprowadzającej unijną dyrektywę.

W sprawie wypowiedział się też Think Tank The Company, organizacja założona przez Rafała Brzoskę i Michała Sołowowa. W swojej analizie przekonuje, że ewentualne decyzje administracyjne o zmianie rodzaju umowy, które zastępiłyby te zgodną wolę firmy i np. kuriera, jest nie do pogodzenia z konstytucyjną zasadą swobody umów. Think Tank The Company ostrzega, że działające w Polsce platformy, które mają zagranicznych właścicieli będą mogły ratować się roszczeniami arbitrażowymi wobec Polski, które liczone będą w setkach milionów dolarów.

Praca platformowa poza food delivery

Rosa podkreśla, że w tym wypadku spór dotyczy szerzej pracy platformowej, nie tylko sektora dostaw jedzenia.

- Sprawa ustawy i dyrektywy została bardzo łatwo sprowadzona do sektora dostawców jedzenia i Pyszne.pl. - mówi Aleksander Rosa. -Ale przecież praca platformowa to nie jest tylko food delivery, to są usługi tłumaczy, to są pracownicy produkcyjni zarządzani przez aplikacje i algorytmy. Wszystkie te firmy muszą nastawić się na niepewność i możliwe zmiany. Często dla nich rewolucyjne.

Przykłady, które podaje, każdy zna z życia, nie z teorii.

 - Jest na przykład Fixly, które pozwala znaleźć fachowca przez aplikację. I tu powstaje pytanie: jeżeli masz firmę i w ramach platformy masz jeszcze swoich pracowników, którzy wykonują tam jakieś usługi, to czy nie musisz mieć ich na etacie? PIP może stwierdzić, że jest to praca platformowa. – pyta Rosa.

Drugi przykład dotyka firm, które nikomu nie kojarzą się z rynkiem dostaw czy aplikacjami.

- Może to jest Amazon, a może to jest taśma produkcyjna Volkswagena, gdzie obok zatrudnionego na etacie pracownika jest inny, który funkcjonuje przez agencję pracy tymczasowej, ale tak de facto dowiaduje się o tym, co, gdzie i kiedy robić, z aplikacji. – podaje kolejny przykład Rosa. - Ma aplikację, która mówi mu, że jeżeli chce, to za dwanaście godzin musi być w pracy. On klika „ok”, a ktoś pyta co tym steruje,? Jeżeli algorytm, to mamy pracę platformową.


Do tego dochodzą tłumacze, taksówkarze i nauczyciele języków, którzy znajdują klientów przez aplikacje.

Wspólnym mianownikiem tych przykładów jest kryterium, którego w polskim prawie nie ma: jasnej definicji, gdzie kończy się zwykłe pośrednictwo aplikacji, a zaczyna faktyczne kierowanie czyjąś pracą przez algorytm.

- To jest historia o rozwoju, cywilizacyjna kwestia, do której kodeks pracy nie jest dopasowany. – mówi Aleksander Rosa. – Ale żaden polityk nie ruszy artykułu 22, bo to jest polityczna puszka Pandory.

Ile bedą kosztować zmiany?

Gdyby ten najbardziej niekorzystny dla Pyszne.pl scenariusz się ziścił, spółka musiałaby zapłacić zaległe składki za pięć lat wstecz. Sam Rosa przyznaje, że policzenie tego jest karkołomne, bo jeden kurier jeździł pięć godzin tygodniowo, drugi czterdzieści.

- Potrzebowalibyśmy chyba wzoru na budowę reaktora atomowego. - mówi Rosa.

Mimo to szacuje, że rozmawiamy o dziesiątkach milionów złotych.

Konsekwencje odczułby też klient. - Pizza będzie droższa o piętnaście złotych, będzie mniej zamówień, na pewno popadnie masa restauracji, które żyją z deliwerki” - mówi Rosa.

Według szacunków, na które powołuje się Rosa, 70 % branży restauracyjnej żyje z dowozów.

Polityka, nie tylko prawo

Przedstawiciel Pyszne.pl uważa, że w tle sprawy stoi kalendarz wyborczy. - Ministerstwo potrzebuje jakiegoś sukcesu, ten jest sztandarowy projekt, bez dwóch zdań. Więc jeżeli nagle wyskoczą z kapelusza, że dokonują likwidacji umów śmieciowych, o czym zresztą oficjalnie mówią, to nie będzie wielkie zaskoczenie. - mówi Rosa.


Zestawia to z innymi obietnicami, które jego zdaniem nie zostały zrealizowane albo utknęły: związki partnerskie, których nie ma, podatek cyfrowy, który miał wejść w styczniu, ale prawdopodobnie zostanie zawetowany przez prezydenta.

Reforma PIP, przekonuje, jest jednym z niewielu projektów, które faktycznie przeszły, w dużej mierze dlatego, że Pyszne.pl jest marką rozpoznawalną dla mnóstwa ludzi.

Zdaniem Rosy sprawa Pyszne.pl wpisuje się w szerszy problem. Rządząca Lewica z Agnieszką Dziemianowicz-Bąk na czele nie dotrzymuje, jego zdaniem, niepisanej umowy z biznesem, bo kolejne kontrole i zamieszanie wokół przepisów odbierają firmom w Polsce poczucie spokoju i przewidywalności w prowadzeniu działalności.

Dwie strony sporu

W lipcu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zabrała głos na konferencji prasowej w Rzeszowie. Money.pl cytował jej słowa, że żadna decyzja biznesowa nie może być tłumaczona „PR-owymi sztuczkami”, i że nie ma zgody na biznes, który „chce krzywdzić, wykorzystywać i być może działać bezprawnie”.

Zapowiedziała też, że resort ma już gotowy projekt ustawy implementującej unijną dyrektywę, i tego samego dnia złożyła wniosek o wpisanie go do wykazu prac legislacyjnych rządu. Minister zapowiedziała, że dzięki zmianom pracodawca nie będzie już mógł zwolnić 5 tysięcy ludzi z dnia na dzień, bez konsultacji ze związkiem zawodowym i bez wypłat.

- Ministerstwo Pracy w mojej ocenie jest przede wszystkim ministerstwem, które musi upominać się o jakość tej pracy i dobrostan pracowników. Ale nie da się tego robić bez uwzględnienia też perspektywy i kontekstu biznesowego, czyli tych, którzy miejsca pracy tworzą, pracę oferują, z pracy pracowników korzystają. – mówiła na Campus Polska minister Dziemianowicz-Bąk.

Rosa, pytany o to, jak silny jest w praktyce ten związkowy głos w samej firmie, odpowiada liczbami.

- Związek Zawodowy w Pyszne.pl liczy kilkadziesiąt osób, na kilka tysięcy kurierek i kurierów. To jest głos, który się przedarł, to widzieliśmy na konferencji z Zandbergiem. - mówi Rosa, komentując wypowiedź ministra. - Zrobiliśmy własne badania, 75 procent kurierów, którzy jeżdżą dla nas, nie chce etatu. To jest dla nich praca dorywcza, dodatkowa, zaczynają i kończą, kiedy chcą, i chcą dostać jak najwięcej do kieszeni, etat im to po prostu zabierze”

Minister w czasie Campus Polska podkreśliła, że biznes ma prawo zabierać głos, ale w ramach oficjalnych konsultacji, a nie przez naciski i pisma kierowane bezpośrednio do resortu.

 - Biznes może się odnieść do projektu, zgłosić uwagi, wyrazić oczekiwania, to jest normalne. Ale nie będziemy ulegać lobbingowi, niezależnie od tego, jakie lamenty i jakie listy będą pisane. - mówiła Dziemianowicz-Bąk.

Eksperci prawa pracy zaznaczają jednak, że nie każde zgłaszanie uwag do projektu ustawy jest lobbingiem, jak wskazuje radca prawny Przemysław Ciszek w prawo.pl, wysłanie pisma do ministerstwa czy udział w posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego to element legalnych konsultacji społecznych, a nie nielegalny nacisk na władzę. Zdaniem prof. Grażyny Spytek-Bandurskiej z Federacji Przedsiębiorców Polskich należy odróżniać zawodową działalność lobbingową od niezarobkowego udziału firm i organizacji w konsultacjach nad projektem.

Firma proponowała spotkanie wszystkich stron naraz, związków zawodowych, organizacji pracodawców i ministerstwa, a nie rozmowy w cztery oczy.


- Ministerstwo bardzo się spieszy z tymi kontrolami, ale samo się zabetonowało i kompletnie nie chce z nikim rozmawiać. Nawet ze związkami zawodowymi tak na dobrą sprawę nie chcą rozmawiać, bo uważają, że mają w tym momencie misję dziejową do zrealizowania. - mówi Rosa.

Firma przyznaje, że sama szuka sojuszników głównie po stronie organizacji pracodawców: Konfederacji Lewiatan, Rady Przedsiębiorczości, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, organizacji branżowych związanych z gastronomią.

Rosa dodaje, że również konkurencyjni pośrednicy są przerażeni tym, co się dzieje, bo reklasyfikacja uderzyłaby też w Bolta i Ubera, podważając sens istnienia pośredników jako takich.

Czy jest jeszcze miejsce na kompromis?

Mimo napiętego tonu rozmowy Rosa kilka razy powtarza jedno zdanie: nie wszystko jest stracone.

- Branża jest gotowa do rozmów, do wypracowania modelu, który z jednej strony będzie elastyczny ekonomicznie, a z drugiej zabezpieczy kurierów. Mogę to mówić w imieniu Ubera, Glovo i wszystkich, że jesteśmy na to gotowi. – deklaruje przedstawiciel Pyszne.pl.

Konkretną propozycją, jaką kładzie na stole, jest tak zwany „handling time”, czyli rozwiązanie, w którym kurier zaczyna dostawać wynagrodzenie nie dopiero w momencie odbioru zamówienia, ale już od chwili, gdy przyjmie zlecenie i jedzie do restauracji je odebrać.

- W tym przypadku, statystycznie rzecz biorąc, kurier z nawiązką powinien mieć zapłaconą „gadzinówkę”, jednocześnie utrzymując elastyczny system pracy. – podpowiada Aleksander Rosa.

Jego zdaniem taki mechanizm spełniłby główny postulat związków zawodowych, czyli gwarantowaną minimalną stawkę godzinową, bez rezygnowania z modelu, w którym kurier sam decyduje, kiedy zaczyna i kończy pracę.

Godzinowa stawka regulowana prawem to obecnie około 31,50 złotego plus bonusy zależne od pogody i innych czynników. Według Pyszne.pl kurierzy jeżdżący czterdzieści godzin tygodniowo potrafią zarabiać siedem, osiem tysięcy złotych miesięcznie, czasem więcej, w zależności od tego, jak jeżdżą.

W tej sprawie dzieje się naprawdę dużo. Rada Dialogu Społecznego zebrała się już w sprawie ustawy implementującej dyrektywę, teraz zgłaszane są konkretne propozycje poprawek. Trwa sprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym. Trwa też trzecia kontrola PIP w Pyszne.pl.

PP

Fot: Kontrole w Pyszne.pl mogą oznaczać zmiany nie tylko dla dostawców jedzenia/ East News

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj16 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka