Być albo nie być?
Hamlet miał łatwiej.
Bo my, Polacy posierpniowi, mamy dziś znacznie trudniejsze pytanie:
Brunatna czy niebieska?
I proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie chodzi mi o kolory partyjnych sztandarów. Mam na myśli cywilizacyjny wybór, przed którym – moim zdaniem – stoi Polska.
Bo jeśli ktoś uważa, że Donald Tusk jest moim politycznym ideałem, to najwyraźniej bardzo słabo mnie zna. Przez lata Tuska krytykowałem. I nie będę udawał, że nagle się na niego nawróciłem.
Ale jest coś, co nazywa się hierarchią zagrożeń. A ta hierarchia mówi mi dzisiaj:
Tusk może mi się nie podobać. Wszakże powrót Polski Kaczyńskiego podoba mi się jeszcze mniej.
I dlatego rozumiem, dlaczego obecna władza, walcząc z PiS, sięga czasami po metody, które przypominają metody PiS.
Czy mi się to podoba? Nie. Czy uważam to za demokratyczne? Też nie.
Ale czy mam udawać, że nie rozumiem motywacji człowieka, który uważa, że walczy o niedopuszczenie do powrotu systemu, który przez osiem lat konsekwentnie podporządkowywał państwo jednej partii?
Też nie.
I tutaj zaczyna się problem.
Bo demokracji nie można bronić w taki sposób, żeby przy okazji ją trochę udusić. Nie można walczyć z politycznym barbarzyństwem, przejmując od barbarzyńcy jego narzędzia.
I tu przypomina mi się moja własna historia.
W 2015 roku napisałem tekst „Różowy matecznik”, w którym bardzo ostro zaatakowałem środowisko Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/683996,rozowy-matecznik .
Dlaczego?
Bo po tym, jak Platforma Obywatelska tak nabroiła, że w roku 2015 wygrała PiS-owi wybory z przewagą sejmową jeszcze wierzyłem, że PiS naprawdę chce naprawić wymiar sprawiedliwości. Wierzyłem, że będzie to reforma.
Nie przypuszczałem jednak, że zobaczę w roli jej twarzy Stanisława Piotrowicza. Nie przypuszczałem, że będę świadkiem tego, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego. Nie przypuszczałem, że kiedyś będę musiał przepraszać za własne słowa ludzi, których wcześniej tak ostro atakowałem.
A jednak przeprosiłem.
Napisałem publicznie tekst „Przepraszam Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/963899,przepraszam-rade-wydzialu-prawa-i-administracji-uniwersytetu-jagiellonskiego
Bo człowiek ma prawo się pomylić. Nie ma natomiast prawa bronić własnego błędu tylko dlatego, że jest jego autorem.
I właśnie dlatego dzisiaj patrzę na polską politykę z nieco innej perspektywy.
Jeżeli Ministerstwo Sprawiedliwości grozi profesorom pozwem dlatego, że przygotowali krytyczną ekspertyzę prawną, to zapala mi się czerwona lampka.
A właściwie nie czerwona. Wszystkie lampki naraz.
Bo profesor uniwersytetu ma prawo się mylić. Ma również prawo mieć rację. Ma nawet święte prawo powiedzieć ministrowi: „Panie ministrze, nie ma pan racji”.
I właśnie po to istnieje uniwersytet. Nie po to, żeby władzy klaskać. Tylko po to, żeby władzy patrzeć na ręce.
Dlatego nie zamierzam dzisiaj wybierać pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim.
To zbyt mało ambitny wybór.
Ja chcę wybierać pomiędzy państwem prawa a państwem partyjnym. Pomiędzy Europą a politycznym zaściankiem. Pomiędzy wolnością myślenia a obowiązkiem potakiwania. Pomiędzy Polską, która jest częścią europejskiej wspólnoty wartości, a Polską, która zaczyna traktować Unię Europejską jak wroga.
Dlatego mówię:
Nie chcę Polski brunatnej.
Ale nie chcę również Polski, która pod pretekstem walki z brunatnością zacznie sama brunatnieć.
Bo wtedy zmienimy tylko kolor sztandaru. A mechanizm pozostanie ten sam. I właśnie tego najbardziej się obawiam.
Nie jestem fanem Tuska. Nie marzę o Polsce rządzonej przez Tuska.
Ale jeszcze bardziej nie marzę o Polsce, w której po kolejnych wyborach ktoś znowu powie: „Teraz my. A skoro oni mogli, to my też możemy”.
Nie!
Właśnie od tego powinniśmy wreszcie odejść.
Bo Sierpień ’80 nie był po to, żebyśmy przez następne dziesięciolecia wymieniali tylko gospodarzy państwowego domu, pozostawiając im te same klucze do tych samych drzwi.
Dlatego mój wybór jest prosty:
NIEBIESKA.
Niebieska od europejskiej flagi. Niebieska od wolności. Niebieska od demokracji. Niebieska od niezależnego uniwersytetu. Niebieska od państwa prawa.
I jeszcze jedno.
Jeżeli jutro Donald Tusk zacznie robić to samo, za co wczoraj krytykowałem Jarosława Kaczyńskiego, będę krytykował Tuska.
Bez względu na to, kto będzie klaskał, a kto będzie buczał. Bo nie jestem od tego, żeby być czyimś politycznym kibicem. Jestem od tego, żeby mówić to, co uważam za prawdę.
I dlatego mój dzisiejszy hamletowski dylemat brzmi:
Brunatna, czy niebieska?
Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Niebieska.
Ale tylko pod jednym warunkiem:
że niebieska Polska pozostanie Polską prawa.
Bo jeśli zaczniemy łamać prawo w imię obrony prawa, to pewnego pięknego dnia może się okazać, że obudziliśmy się w kraju, który nadal ma biało-czerwoną flagę…
ale już nie ma demokracji.
A nie o taką Polskę walczyłem z ZOMO w Nowej Hucie i strajkowałem po wprowadzeniu stanu wojennego w mojej Almae Matris Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
I dlatego na koniec powiem najkrócej, jak potrafię:
Nie chcę Polski Tuska.
Nie chcę Polski Kaczyńskiego.
Nie chcę Polski Brauna.
Nie chcę Polski Mentzena.
Chcę Polski demokratycznej.
I basta.
Krzysztof Pasierbiewicz
emerytowany nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa
Post Scriptum
Felieton wisi już blisko dwie godziny i znikoma ilość komentarzy zdaje się wskazywać, że poruszyłem nad wyraz trudny temat, z którym jednak Polacy muszą się zmierzyć, zanim będzie już za późno na wszystko.
Czyżby Norwid miał rację pisząc:
„Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym. Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten - o! jakże ułomny kaleka jest.
Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne - monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ... Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem...” (Z listu Cypriana Kamila Norwida do Michaliny Dziekońskiej 14 listopada 1862 roku)
Proszę także zważyć, że mój felieton napisałem w dniu, w którym Niemiecka skrajna prawica jest na dobrej drodze do odniesienia największego sukcesu wyborczego od czasów II wojny światowej. Sondaże exit poll przewidują, że w niedzielę zdobyła ona ok. 44 proc. głosów w Saksonii-Anhalt.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)