Pisałem już o tym w roku 2019 w notce zatytułowanej "Tomorrow belings to me ", - vide: https://www.salon24.pl/.../971303,tomorrow-belongs-to-me - ale jeszcze raz powrócę do tego tematu, gdyż znów stał się tematem palącym i śmiertelnie groźnym dla naszego państwa.
Czy faszyzm zawsze maszeruje ulicami z pochodniami? Czy zawsze poprzedza go stukot wojskowych butów? Czy zawsze przychodzi w brunatnym mundurze, z opaską na ramieniu i swastyką nad głową?
Nie. Najczęściej przychodzi cicho.
Najpierw pojawia się język pogardy. Potem kult siły. Następnie przekonanie, że istnieją ludzie bardziej i mniej godni szacunku. A kiedy społeczeństwo zdąży się do tego przyzwyczaić, jest już za późno.
Dlatego proszę Państwa o jedno.
Obejrzyjcie jeszcze raz do samego końca słynną scenę z filmu Kabaret – vide: https://www.youtube.com/watch?v=Sv7kbtQChJA (zalecam dźwięk na full i wersję pełnoekranową)
Siedemnastoletni blond chłopak śpiewa o zielonych łąkach, lipach i jeleniach. Wszystko jest piękne, niewinne, niemal sielankowe. Dopiero po chwili orientujemy się, że ten anielski głos należy do członka Hitlerjugend, a pieśń staje się hymnem rodzącego się narodowego obłędu.
Najpierw śpiewa sam. Potem dołącza dwóch. Za chwilę cała gospoda. Aż wreszcie tylko jeden stary człowiek siedzi z niedowierzaniem, jakby przeczuwał, czym skończy się ten zbiorowy zachwyt.
Historia jest bezlitosna. Nigdy nie pyta większości, czy na pewno wie, dokąd idzie. Po prostu prowadzi ją tam, dokąd sama postanowiła pójść.
A teraz przypomnijcie sobie sceny z napaści ludzi Bąkiewicza na warszawski Empik podczas Marszu Niepodległości – vide: https://www.youtube.com/watch?v=x4UXpyTQex0
Nie patrzcie na transparenty. Spójrzcie na twarze. Czy naprawdę nie przypominają Państwu twarzy ludzi opętanych własną racją? Czy nienawiść nie ma wszędzie tej samej mimiki? Czy pogarda nie brzmi zawsze podobnie?
Od czasów Nerona zmieniają się dekoracje. Ale nie zmienia się człowiek.
Od miesięcy słyszymy w Polsce słowa, które jeszcze niedawno wydawałyby się nie do pomyślenia. Coraz częściej polityczny przeciwnik przedstawiany jest nie jako współobywatel, lecz jako zagrożenie dla narodu, państwa czy cywilizacji. W ostrej retoryce uczestniczą politycy różnych środowisk, ale szczególnie niepokojący poklask zyskują wypowiedzi Karola Nawrockiego, Jarosława Kaczyńskiego, Przemysława Czarnka, Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna.
Warto więc zapytać, czy prawicowa eskalacja języka pogardy i nieustannego konfliktu nie prowadzi do niebezpiecznych społecznych skutków.
Bo właśnie od słów wszystko się zaczyna. Nikt nie buduje obozów koncentracyjnych pierwszego dnia. Najpierw buduje się nienawiść. Najpierw buduje się strach. Najpierw buduje się przekonanie, że są ludzie, których nie warto słuchać.
A później... później historia sama dopisuje kolejne rozdziały.
Najbardziej przeraża mnie jednak coś innego. Nie politycy. Politycy zawsze przychodzą i odchodzą.
Przeraża mnie entuzjazm pisowskiego tłumu zachwyconego toksyczną narracją polityków prawicowych.
Przeraża mnie łatwość, z jaką ci ludzie wyrzekają się własnego rozsądku. Przeraża mnie ich gotowość wyrzeczenia się przyzwoitości i imię kilku prostych haseł i wskazanie kolejnego wroga.
Nasuwa się więc pytanie jak to możliwe? Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiadam. Bo tłum nigdy nie myśli. Tłum wierzy. Tłum wybacza swoim przywódcom wszystko. Tłum zawsze ma rację.
Do czasu.
A kiedy wreszcie odkrywa, że został oszukany, jest już za późno.
Dlatego nie pytam dziś, czy w Polsce mamy faszyzm.
To byłoby pytanie źle postawione.
Pytam natomiast, czy nie pojawiają się zjawiska, które w przeszłości otwierały drogę ruchom autorytarnym: pogarda dla przeciwników, kult politycznej siły, usprawiedliwianie przemocy i przekonanie, że tylko jedna część narodu ma monopol na patriotyzm.
To są pytania, których nie wolno lekceważyć.
Bo każda epoka jest przekonana, że jej katastrofa nigdy się nie wydarzy.
Republika Weimarska też tak myślała.
I dlatego na zakończenie pozostawię Państwa z pytaniem, które pada w ostatnich sekundach Kabaretu.
„Nadal uważasz, że możecie ich ukrócić? ”
Ja zaś zadam pytanie jeszcze bardziej niewygodne.
Czy my, Polacy, potrafimy jeszcze rozpoznać pierwsze objawy politycznego obłędu, zanim znowu będzie za późno?
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, bloger niezależny)


Komentarze
Pokaż komentarze (53)