Są takie chwile, kiedy człowiekowi przypomina się stare porzekadło o tym, że polityka jest sztuką brutalnie bezwzględnego obdzierania naiwnych ze złudzeń. I właśnie taką chwilę przeżywają dziś ci wszyscy polscy wyznawcy trumpowskiej Ameryki, którzy jeszcze niedawno patrzyli na Donalda Trumpa niczym na proroka nowego konserwatywnego świata, obrońcę chrześcijaństwa, rycerza wolności i ostatnią nadzieję Zachodu.
Lecz oto na naszych oczach człowiek, który publicznie grzmiał o walce z przestępczą migracją, o przymusowych deportacjach, o bezwzględnym ściganiu ludzi łamiących prawo, miał — według światowych mediów — osobiście interweniować, by (Sic!) do Stanów Zjednoczonych wpuścić Zbigniewa Ziobro, polityka ściganego listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania.
No doprawdy — „Nie z nami takie numery, Donald!”.
Bo już w roku 2019, na Salonie 24, w tekście „Nie ze mną takie numery, Donald! ” ( ponad 87 tysięcy odsłon) – czytaj: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/979715,nie-ze-mna-takie-numery-donald , pisałem o trumpowskiej metodzie uwodzenia naiwnych politycznych wyznawców przy pomocy wzniosłych słów, teatralnych gestów i marketingowej propagandy sukcesu. Pisałem o polityce Trumpa przypominającej bardziej show biznes niż odpowiedzialne przywództwo. O polityce, w której liczy się interes, siła i kasa — a nie sentymenty wobec jakichś „wiernych sojuszników” znad Wisły.
Już wtedy pisałem, że Donald Trump cytujący pod pomnikiem Powstania Warszawskiego słynne słowa Jana Pawła II „nie lękajcie się ” sprawiając, że tysiące Polaków śpiewało „My chcemy Boga” — jakiś czas później zrobił tych samych Polaków w konia — mam na myśli: postawienie do pionu władz polskich przez Kongres Stanów Zjednoczonych w sprawie ustawy o IPN-ie dokonane wskutek interwencji Izraela; moim zdaniem przypochlebne wobec już wtedy atakującego dyplomatycznie Polskę Izraela oświadczenie Kongresu USA w sprawie łamania demokracji w Polsce; bezdyskusyjne (dlaczego?) podpisanie przez prezydenta Donalda Trumpa ustawy 447 i tak dalej.
Dziś tamte słowa wracają ze zdwojoną siłą.
Bo czymże innym jest sytuacja, w której amerykański prezydent otwiera drzwi dla człowieka uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości własnego kraju — dokładnie w tym samym czasie, gdy tysiące zwykłych ludzi wywożonych jest z USA w kajdankach jako „nielegalni” albo „zagrożenie dla bezpieczeństwa”?
Czyż nie jest to modelowa ilustracja starej trumpowskiej zasady: bezduszna surowość dla słabych, obłudna pobłażliwość dla swoich?
Trump mówi Amerykanom: „wyrzucimy przestępców”. A jednocześnie — jeśli wierzyć doniesieniom Bloomberga i AFP — otacza politycznym parasolem człowieka oskarżanego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i gigantyczne nadużycia finansowe.
To już nawet nie jest hipokryzja. To jest polityczny cynizm w najczystszej postaci i co tu dużo mówić niegodziwość najwyższej próby.
I jeszcze jedno.
Od dawna powtarzam, że polska prawica stworzyła sobie z Ameryki rodzaj religii zastępczej. W tej religii Waszyngton miał być nowym Rzymem, a Trump — czymś pomiędzy mesjaszem a szeryfem Dzikiego Zachodu. Tymczasem rzeczywistość po raz kolejny brutalnie pokazuje, że dla trumpowskiej Ameryki Polska znaczy mniej więcej tyle, co zeszłoroczne śniegi.
Owszem — jesteśmy mile widziani jako klienci. Kupujcie czołgi. Kupujcie rakiety. Kupujcie samoloty. Kupujcie gaz. Kupujcie wszystko, co da się sprzedać.
Ale nie miejcie złudzeń, że za tym handlem stoi jakaś romantyczna wspólnota losu.
Trump wielokrotnie dawał dowody, że politykę sojuszy traktuje jak transakcję handlową. Kto płaci — ten istnieje. Kto przestaje być użyteczny — zostaje odstawiony na boczny tor szybciej niż niepotrzebny pionek.
I właśnie dlatego szczególnie niebezpieczna jest infantylna wiara części polskich elit, że w razie realnego zagrożenia ze strony Władimira Putina amerykański chłopak z Kansas czy Teksasu będzie masowo przelewał krew za Białystok, Suwałki albo Przemyśl.
Przecież historia uczy czegoś dokładnie odwrotnego. Mocarstwa pomagają wtedy, gdy im się to opłaca. A nie wtedy, gdy ktoś naiwnie macha amerykańską flagą śpiewając hymn NATO.
Już w moim wspomnianym wcześniej tekście z roku 2019 pisałem o trumpowskiej polityce „wielkiego dealu”, o „biznesowym cwaniactwie przebranym za geopolityczną doktrynę”, o „polityce opartej na brutalnym egoizmie mocarstwa”. I oto dziś dostajemy kolejne potwierdzenie tamtej diagnozy.
Bo jeśli państwo polskie oficjalnie ściga człowieka, którego amerykańska administracja mimo wszystko wpuszcza na swoje terytorium, to jest to dla Polski komunikat nad wyraz czytelny:
„Wasze problemy są waszymi problemami. Nas interesują wyłącznie nasze interesy”.
Najbardziej groteskowe jest jednak to, że jeszcze niedawno ci sami politycy PiS opowiadali Polakom o „suwerenności”, „silnym państwie” i „twardym wymiarze sprawiedliwości”. A dziś jeden z głównych architektów tamtej polityki opuszcza Europę niczym bohater kiepskiego political fiction — uciekając przez Budapeszt do Ameryki.
„Nie lękajcie się” — mówił w roku 2019 Polakom Donald Trump pod pomnikiem Powstania Warszawskiego.
Ale najwyraźniej sami bardzo się lękają.
I może właśnie dlatego warto wreszcie zadać pytanie fundamentalne: czy trumpowska Ameryka jest jeszcze dla Polski wiarygodnym sojusznikiem — czy już tylko wielkim handlarzem w obecnej wojnie niekoniecznie użyteczną bronią, który od czasu do czasu poklepie nas po plecach, po czym zrobi interes ponad naszymi głowami?
Bo państwo poważne nie buduje swojego bezpieczeństwa na politycznych zauroczeniach.
Zwłaszcza zauroczeniach człowiekiem, który jednego dnia mówi o prawie i porządku, a drugiego — otwiera drzwi przed politycznym uciekinierem ściganym listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)
UWAGA!
Uprzejmie informuję, że że komentarze niezwiązane z treścią notki, a także komentarze hejterskie noszące znamiona kłamliwych insynuacji i pomówień kierowanych pod adres autora notki - będę usuwał bez podania przyczyn. Natomiast tych wszystkich, którzy będą próbowali przemienić mój blog w karczmę, bądź w Hyde Park, gdzie byle kto może wygadywać byle co - usłyszą ode mnie - Wynocha!


Komentarze
Pokaż komentarze (51)