Wiceprezydent USA J.D. Vance w czasie konferencji prasowej w Białym Domu
Wiceprezydent USA J.D. Vance w czasie konferencji prasowej w Białym Domu

Wojska USA w Polsce. Vance mówi o opóźnieniu, nie wycofaniu

Redakcja Redakcja NATO Obserwuj temat Obserwuj notkę 1
Cztery tysiące amerykańskich żołnierzy miało wzmocnić wschodnią flankę NATO. Pentagon wstrzymał jednak rotację brygady pancernej, a w Polsce zaczęła się polityczna awantura. Wiceprezydent USA J.D. Vance przekonuje, że to tylko opóźnienie, nie wycofanie, i zaznacza, że Polska jest zdolna do obrony przy dużym wsparciu sojuszników. Prezydent Karol Nawrocki i rząd Donalda Tuska obarczają się nawzajem winą, a dwaj wiceministrowie obrony lecą do Waszyngtonu po wyjaśnienia.

Po przeczytaniu artykułu będziesz wiedział:

  • Co dokładnie powiedział J.D. Vance o losie 4 tysięcy żołnierzy przeznaczonych dla Polski.
  • Na czym polega spór między Pałacem Prezydenckim a rządem Tuska.
  • Dlaczego polski rząd dopuszcza scenariusz zwykłej pomyłki po stronie amerykańskiej.
  • Po co wiceministrowie Tomczyk i Zalewski polecieli do Waszyngtonu.  

Vance studzi emocje

J.D. Vance wystąpił we wtorek na briefingu w Białym Domu i potraktował sprawę jak rutynę. Zaprzeczył, by chodziło o redukcję obecności wojskowej w Polsce o cztery tysiące żołnierzy. Mówił o opóźnieniu rotacji, które jego zdaniem zdarza się w takich sytuacjach. Całą sprawę nazwał bardzo małą i bardzo drobną, a europejskie media oskarżył o przesadną reakcję. Dodał, że to rozsądne, by Europa wzięła nieco większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo.


Rzecznik Pentagonu Sean Parnell potwierdził tymczasowe opóźnienie. Wyjaśnił, że wynika ono ze zmniejszenia liczby brygadowych grup bojowych przypisanych do Europy z czterech do trzech. Vance przyznał przy tym, że żołnierze przeznaczeni dla Polski mogą trafić gdzie indziej. Ostateczna decyzja, jak zaznaczył, jeszcze nie zapadła, a sama Polska jest, jego słowami, zdolna do obrony przy dużym wsparciu sojuszników.

Decyzja zaskoczyła obie strony Wisły

Chodzi o wstrzymanie rotacyjnego przemieszczenia 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii. Około czterech tysięcy żołnierzy wraz ze sprzętem miało trafić na wschodnią flankę NATO w ramach dziewięciomiesięcznej rotacji. Anulowanie tych planów potwierdził dowódca amerykańskich sił lądowych gen. Christopher LaNeve. O sprawie jako pierwszy poinformował Reuters, powołując się na dwóch anonimowych amerykańskich urzędników.


Decyzja Pentagonu zaskoczyła i rząd Donalda Tuska, i prezydenta Karola Nawrockiego. Jeszcze w środę przedstawiciele rządu przekonywali, że Polski to nie dotyczy. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o wcześniej zapowiadanej zmianie obecności części sił USA w Europie. Jego zastępca Cezary Tomczyk twierdził wtedy, że doniesienia dotyczą Niemiec, nie Polski. W tle jest wcześniejsza decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec.

Prezydent i rząd przerzucają się winą

Z Waszyngtonu spór szybko przeniósł się nad Wisłę. Premier Donald Tusk w niedzielnym wpisie zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ten próbuje zrzucić na Polskę winę za decyzje Waszyngtonu. Dostało się też prezydentowi. "Nawrocki w obecności liderów innych krajów na szczycie w Bukareszcie obrzuca błotem własne państwo. Coraz gorzej z nimi" napisał szef rządu.

Prezes PiS odpowiedział po dwóch godzinach. "Bezpieczeństwo i pozycję w NATO buduje się na zaufaniu, które Tusk konsekwentnie podważał. Dzisiaj mamy tego skutki: spadek bezpieczeństwa Polek i Polaków" stwierdził Jarosław Kaczyński. Głos zabrało też otoczenie prezydenta. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zaapelował do premiera i marszałka Sejmu, by powstrzymali się od krytycznych wypowiedzi wobec amerykańskiej administracji. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zarzucił Tuskowi polityczne szkodnictwo. Sam Nawrocki, pytany w Bukareszcie o wyjazd Zbigniewa Ziobry do USA, zapewnił, że nie wpłynie on na relacje polsko-amerykańskie.

Wiceministrowie lecą wyjaśniać sprawę

Do Waszyngtonu w trybie pilnym polecieli wiceministrowie obrony Cezary Tomczyk i Paweł Zalewski. Mają rozmawiać między innymi w Białym Domu, Pentagonie, Departamencie Stanu i Kongresie. Tomczyk zapowiedział, że wiezie wiadomość od premiera Tuska i ministra Kosiniaka-Kamysza o gotowości Polski na zwiększenie amerykańskiej obecności. Jak ustaliła Interia, w resorcie obrony poważnie brany jest pod uwagę scenariusz nieporozumienia między Donaldem Trumpem a kluczowymi dowódcami.


Gdyby okazało się, że doszło do pomyłki, strona polska zamierza podnieść kwestię rekompensaty. Tak wynika z ustaleń Interii. Szanse na ponowne rozlokowanie wycofanej brygady oceniane są w MON jako niewielkie. Rozmowy mają objąć także współpracę przemysłową i produkcję uzbrojenia. Otwarte zostaje pytanie, czy wstrzymanie rotacji to kwestia sposobu wykonania decyzji, czy szerszej zmiany kursu Waszyngtonu wobec Europy. Więcej powie najbliższy tydzień rozmów.

red.

 Fot: Wiceprezydent USA J.D. Vance w czasie konferencji prasowej w Białym Domu/ East News

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka