Pytacie Państwo, czy można jeszcze ostrzej, czy można jeszcze dosadniej, czy można jeszcze boleśniej nazwać to, co dzieje się na naszych oczach? Otóż można — i trzeba. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie w chwili, gdy za naszą wschodnią granicą trwa wojna, która w każdej chwili może zapukać do naszych drzwi, to kiedy mamy powiedzieć sobie prawdę w oczy?
To, co zobaczyłem w dzisiejszym programie „Kawa na ławę”, nie było polityczną debatą. Nie było nawet kłótnią. To był jarmarczny spektakl próżności, festiwal chamstwa i bezmyślności, publiczne obnażenie intelektualnej nędzy klasy politycznej. Ludzie, którzy mienią się elitą państwa, zachowywali się jak przekupki na bazarze — przekrzykiwali się, pogardzali sobą nawzajem, epatowali agresją i pustką. Tu gwoli sprawiedliwości należy zaznaczyć, że intelektualna nędza prawicowej części naszego społeczeństwa przewyższa o kilka długości intelektualną miernotę orędowników partii demokratycznych i lewicowych. Jak patrzyłem na tę karczemną pyskówkę, przypomniał mi się wydrukowane jeszcze w starym przekroju słowa Ludwika Jerzego Kerna: "To nie są bajki, ani ploty, nastał wiek złoty - dla hołoty.
Dla hołoty.
A to wszystko w czasie, gdy historia znów przyspieszyła.
Na Ukrainie giną ludzie, państwo walczy o przetrwanie, a u nas? U nas politycy robią gombrowiczowskie miny, wzdychają demonstracyjnie, produkują słowotoki bez treści i udają, że uczestniczą w czymś poważnym. To nie jest powaga. To nie jest nawet groteska. To jest właśnie ta Norwidowska „karykatura”.
Ale nie łudźmy się — to nie jest tylko problem polityków.
To jest problem społeczeństwa. Tak. Tak. To jest nasza wina.
Bo skąd się ci politycy wzięli? Z kosmosu? Nie. Oni się wzięli z nas. Z naszego przyzwolenia na bylejakość, na krzyk zamiast argumentu, na emocję zamiast rozumu. Z naszej gotowości do kibicowania zamiast myślenia. Z naszego odwiecznego warcholstwa, które w historii Polski raz po raz prowadziło nas do katastrofy.
Więc jeszcze raz przypomnę. Warcholstwo — ta narodowa choroba, która każe każdemu uważać się za najmądrzejszego, a jednocześnie nie pozwala zbudować niczego wspólnego. Każe krzyczeć, obrażać, podważać wszystko i wszystkich — byle tylko nie uniknąć odpowiedzialności.
I oto mamy efekt: społeczeństwo, które nie potrafi prowadzić rozmowy. Które myli wolność z anarchią, a debatę z awanturą. Które daje się uwodzić prostakom, a ludzi rozsądnych spycha na margines.
Naród — owszem — wielki. Historia — heroiczna. Ale społeczeństwo?
Tu Norwid miał rację absolutną i bezlitosną.
Jesteśmy narodem zdolnym do największych poświęceń, ale jako społeczeństwo jesteśmy niedojrzali, rozproszeni, skłóceni i podatni na manipulację. Polak w chwilach próby bywa olbrzymem — ale na co dzień człowiek w Polaku karleje, ucieka od odpowiedzialności, chowa się za emocją, za krzykiem, za plemienną nienawiścią.
Dlatego właśnie oglądamy takie widowiska, jak ta haniebna „debata”. Dlatego właśnie polityczny cham czuje się bezkarny. Dlatego właśnie mądry człowiek milknie, bo nie chce taplać się w tym bagnie.
Pragnę tedy przestrzec, że świat nie będzie na nas czekał. Historia nie będzie nas rozpieszczać. Wojna nie zapyta, czy jesteśmy gotowi.
I wtedy okaże się — czy nadal będziemy tylko „śmiechem olbrzymim”, czy może wreszcie dorośniemy do bycia społeczeństwem, które potrafi nie tylko umierać za Ojczyznę, ale też mądrze żyć dla niej.
Na razie jednak — patrząc na to, co dziś zobaczyłem w telewizji — bliżej nam do tej pierwszej, tragicznej diagnozy.
I powiem brutalnie: jeśli się nie opamiętamy, historia znów wystawi nam rachunek. A ten rachunek bywa zawsze krwawy.
Ogarnijmy się na litość Boską - zanim będzie już na wszystko za późno!
Z prośbą o przeczytanie i udostępnianie,
Krzysztof Pasierbiewicz (emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger)
Post Scriptum
Lektura komentarzy pokazuje jak na dłoni, że merytoryczna polemika z orędownikami PiS nie ma sensu, gdyż do tych ludzi nie dociera tylko i wyłącznie to, czym karmi ich TV Republika, Fronda et consortes.
Niemniej jednak lektura ta uświadamia inteligentnym czytelnikom, co siedzi w głowach miłośników partii Jarosława Kaczyńskiego, jakie są ich prawdziwe myśli, cechy charakterologiczne, status społeczny, ciężar gatunkowy kultury osobistej, poziom intelektualny, ranga estetycznej wrażliwości i trawiące ich kompleksy.


Komentarze
Pokaż komentarze (88)