echo24 echo24
161
BLOG

Chciałbym coś opowiedzieć panu premierowi Izraela

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 12
Historia uczy, że milczenie wobec cierpienia niewinnych jest współudziałem.

Szanowny Panie Premierze,

zwracam się do Pana jako do przywódcy państwa, którego historia – naznaczona niewyobrażalnym cierpieniem narodu żydowskiego podczas Holocaustu – powinna być dla całego świata wiekuistym ostrzeżeniem przed skutkami nienawiści, pogardy i odczłowieczenia drugiego człowieka. Z tym większą przykrością i niedowierzaniem obserwuję działania prowadzone przez siły zbrojne Izraela w Strefie Gazy, a także ostatnie operacje militarne na terytorium Iranu.

Doniesienia o masowych ofiarach cywilnych, w tym kobiet i dzieci, o niszczeniu infrastruktury niezbędnej do życia – szpitali, szkół, systemów wodociągowych – oraz o blokowaniu dostępu do pomocy humanitarnej, budzą poważne pytania natury moralnej i prawnej. W opinii wielu organizacji międzynarodowych, takich jak Amnesty International czy Human Rights Watch, działania te mogą nosić znamiona naruszeń prawa międzynarodowego, a niektórzy eksperci wskazują wręcz na ryzyko spełniania kryteriów ludobójstwa – rozumianego jako świadome i systematyczne wyniszczanie określonej grupy ludności.

Nie sposób przejść obojętnie wobec obrazów całych dzielnic obróconych w ruinę, tysięcy zabitych cywilów oraz pokoleń dzieci skazanych na życie w traumie, strachu i beznadziei. Historia uczy, że milczenie wobec cierpienia niewinnych jest współudziałem. Dlatego pozwalam sobie tedy opowiedzieć Panu historię mojego Ojca – człowieka, który w czasach pogardy potrafił zachować człowieczeństwo.

Zacznę od monumentalnie ważnego dla mnie dnia pierwszego sierpnia 1952. Jako ośmioletni chłopiec byłem wtedy na kolonii letniej. Rozradowani, wróciliśmy z kolegami znad rzeki na obiad. Ku mojemu zdumieniu pani wychowawczyni przekazała mi wiadomość, że ktoś na mnie czeka w kancelarii pana kierownika. Jeszcze bardziej się zdziwiłem na widok wuja, który mi powiedział, że tata jest trochę chory i musimy wracać do Krakowa. Choć bardzo mi było żal zostawiać kolegów ucieszyłem się ogromnie, bo będąc Jego oczkiem w głowie, świata za Ojcem nie widziałem. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, a ja nie mogłem się doczekać chwili, kiedy wreszcie się przytulę do Ojca. W końcu dotarliśmy z dworca na naszą ulicę. Wujek chciał mi coś powiedzieć, ale wyrwałem mu się i oszalały ze szczęścia, na łeb na szyję popędziłem do ukochanego taty. Gdy dobiegłem do naszej kamienicy serce przeszył mi paraliżujący ból i niebo spadło mi na głowę. Na bramie wisiała wykonana domowym sposobem klepsydra z napisem:

Mgr inż. Michał Pasierbiewicz

ukochany mąż i ojciec

żołnierz Armii Krajowej

zmarł przeżywszy lat 46…

Tacie pękło serce. Zamęczyła go ubecja, po tym, jak ujawnił swoją akowską przeszłość. Nie wytrzymał ciemiężenia i upokorzeń w pracy, obrzydliwych intryg, prowokacji, bezustannego śledzenia, ciągłych rewizji domowych i niekończących się wielogodzinnych przesłuchań na bezpiece. Zaś owdowiałej matce i osieroconym synom piętno odrzucenia i zaszczucia, – każdego dnia głębiej wkłuwało się w duszę.

Na pogrzebie było tyle samo bliskich i przyjaciół, co ubeków, którzy obstawili cały Cmentarz Rakowicki, a gdy kondukt dotarł do naszego rodzinnego grobu, przyczaili się za przyległymi grobowcami. Z tego, co było potem zapamiętałem jedynie, że jak trumnę spuszczano do grobu Mama ścisnęła mnie kurczowo za nadgarstek aż mi z bólu w oczach pociemniało. A jak kondukt się rozchodził spostrzegłem, że mam całą dłoń we krwi. Mama miała zawsze zadbane, długie paznokcie.

Matka nie umiała sobie poradzić z nieszczęściem, jakie nas spotkało. Więc musiałem z nią chodzić przez lata codziennie na cmentarz, choć przesiadywanie godzinami na ławeczce przy mogile w czasie, gdy koledzy grali w piłkę było dla małego chłopca prawdziwą torturą. Zaś mój starszy brat porzucił na zawsze szkołę, jak mu żydowska dyrektorka renomowanego krakowskiego liceum przy całej klasie powiedziała, że takie szczeniaki akowskie jak on trzeba było w wiadrze topić. Brat więcej do szkoły nie poszedł i został kierowcą ciężarówki, co matkę wpędzało w głęboką depresję i kilka lat po śmierci Taty również odeszła…, - koniec opowieści.

Panie Premierze, przywołałem tę osobistą historię nie po to, by budować jakiekolwiek porównania oparte na emocjach, lecz by przypomnieć o uniwersalnych wartościach, które powinny stać ponad polityką, wojną i odwetem. Mój Ojciec – żołnierz Armii Krajowej – w nieludzkich warunkach okupacji potrafił jednak dostrzec w drugim człowieku bliźniego, a nie wroga. Ratował życie Żydów, ryzykując wszystko, co miał. Pragnę bowiem Pana Premiera poinformować, że w czasie okupacji hitlerowskiej, w elektrowni Siersza Wodna, gdzie mój Tata był dyrektorem, - działała zorganizowana, konspiracyjna formacja Armii Krajowej. Była to „Piątka Akowska”, której dowódcą był mój śp. Ojciec Michał Pasierbiewicz, pseudonim konspiracyjny „Paweł” – vide: https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/143605 .

Ponieważ elektrownia Siersza-Wodna zasilała w energię elektryczną niemiecki obóz śmierci Auschwitz-Birkenau, mój Ojciec i jego żołnierze mieli pozwolenie na wjazd na teren obozu w przypadkach awarii sieci elektrycznej, – i wykorzystując tę sposobność, przez całą okupację hitlerowską, z narażaniem życia własnego i swoich rodzin, ratowali życie więźniom obozu Auschwitz-Birkenau, w znakomitej większości pochodzenia żydowskiego, – przerzucając im żywność i lekarstwa, za co jak Pan Premier zapewne wie groziła wtedy bezwzględna kara śmierci.

Nie wiem, ilu Żydom uratował życie mój Tata, prawdopodobnie wielu, ale nawet gdyby miał uratować choćby jedno żydowskie życie, mój Ojciec uważał, że warto i trzeba było pomagać więźniom obozu śmierci Auschwitz-Birkenau.

Dlatego dziś, patrząc na dramat ludności cywilnej w Strefie Gazy – na tysiące zabitych, rannych, głodujących i pozbawionych dachu nad głową – trudno nie zadawać pytań o granice działań militarnych i o odpowiedzialność moralną. Czy skala użytej siły, świadomość skutków dla ludności cywilnej oraz długotrwałość i systematyczność tych działań nie prowadzą do sytuacji, w której świat ma prawo mówić o zbrodniach o charakterze ludobójczym?

Podobne pytania pojawiają się w kontekście operacji militarnych prowadzonych poza granicami Izraela, w tym na terytorium Iranu, gdzie eskalacja przemocy grozi destabilizacją całego regionu i kolejnymi ofiarami cywilnymi.

Historia, także ta najboleśniejsza, zobowiązuje. Naród, który sam padł ofiarą zagłady, powinien być szczególnie wyczulony na cierpienie innych i szczególnie ostrożny w używaniu siły wobec bezbronnych.

Na koniec, parafrazując słowa kultowej piosenki Wojciecha Młynarskiego pt. „W co się bawić” pozwolę sobie spytać walecznych Górali z Góry Synaj, czy zgodzą się ze mną, iż: – „Najwyższy już czas ustalić, czy się trochę nie zanadto rozdokazywali?”

Krzysztof Pasierbiewicz, syn Michała, emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka