echo24 echo24
220
BLOG

Męczennicy polskiej prawicy

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 54
UWAGA! Trudny przekaz tylko dla kumatych!

A teraz do rzeczy.

Historia zna wiele odmian męczeństwa.

Byli męczennicy rzucani lwom na pożarcie. Byli zesłańcy Sybiru. Byli bohaterowie katowni UB i więzień stanu wojennego.

A dziś mamy nową kategorię cierpiętników narodowej sprawy.

Męczenników od kajdanek.

Oto bowiem Robert Bąkiewicz wraz z grupą swoich najbardziej oddanych patriotów Ruchu Obrony Granic udał się do Berlina, by dokonać kolejnego aktu narodowego wzmożenia. Plan był prosty i wzruszający zarazem. Wnieść wielki krzyż, ustawić go tam, gdzie niemieckie władze nie wyraziły na to zgody, wygłosić kilka płomiennych przemówień o reparacjach, odśpiewać „Rotę”, a następnie z okrzykiem na ustach BÓG HONOR OJCZYZNA wrócić do kraju w aureoli obrońców polskiej pamięci.

Niestety Niemcy okazali się ludźmi mało wrażliwymi na romantyczną tradycję polskich powstań.

Kiedy aktywiści Bąkiewicza postanowili zignorować polecenia policji i ruszyli tam, gdzie ruszać nie wolno było, funkcjonariusze zrobili rzecz doprawdy niewyobrażalną. Zatrzymali ich.

W cywilizowanym państwie prawa taki przebieg wydarzeń nikogo specjalnie by nie zdziwił. Jeśli ktoś organizuje zgromadzenie bez wymaganych formalności, ignoruje polecenia policji i próbuje siłą osiągnąć swój cel, musi liczyć się z konsekwencjami.

Ale nie w polskiej polityce.

Tutaj bowiem obowiązuje szczególna zasada fizyki politycznej.

Gdy narodowcy atakują policję — są patriotami.

Gdy policja reaguje — mamy prześladowania.

Gdy narodowcy łamią przepisy — to akt odwagi.

Gdy ktoś próbuje egzekwować prawo — to zamach na wolność.

Nie pierwszy raz zresztą obserwujemy ten osobliwy mechanizm.

Wystarczy przypomnieć sobie film dokumentujący wydarzenia w Warszawie, na którym można zobaczyć, do czego zdolni są niektórzy „obrońcy Ojczyzny”, kiedy spotkają na swojej drodze funkcjonariuszy wykonujących obowiązki służbowe – vide: https://www.youtube.com/watch?v=x4UXpyTQex0  .

Słowem, nagle patriotyzm zaczyna przypominać bardziej stadionową ustawkę niż obywatelską troskę o państwo.

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że ci sami ludzie, którzy najgłośniej domagają się szacunku dla munduru, prawa i porządku, wykazują ten szacunek wyłącznie wtedy, gdy mundur wykonuje ich polityczne oczekiwania.

Jeżeli policjant pilnuje granicy — bohater.

Jeżeli pilnuje porządku podczas ich demonstracji — zdrajca.

Jeżeli zatrzymuje przeciwnika politycznego — wzór funkcjonariusza.

Jeżeli zatrzymuje ich — narzędzie opresji.

Logika godna mistrzów dialektyki. Czy logika lat 30. ubiegłego wieku wdrażana w życie przez TV REPUBLIKA.

Ale najbardziej fascynująca jest nieustająca produkcja bohaterów.

Najpierw prowokacja.

Potem konflikt.

Następnie interwencja policji.

A na końcu konferencja prasowa, podczas której uczestnicy całego przedsięwzięcia ogłaszają się ofiarami represji.

To niemal gotowy scenariusz serialu.

Szkoda tylko, że finansowanego przez zdrowy rozsądek obywateli.

Bo przecież trudno oprzeć się pytaniu: jaki był rzeczywisty cel berlińskiej wyprawy zadymiarzy, chuliganów i terrorystów Bąkiewicza?

Czy chodziło o skuteczne upamiętnienie polskich ofiar wojny?

Czy może raczej o zdjęcia, nagrania, kajdanki, wzburzone komentarze i kolejną porcję politycznego paliwa dla środowiska żyjącego z nieustannego poczucia oblężenia?

Wszystko wskazuje na to, że odpowiedź jest dość oczywista.

Od lat obserwujemy bowiem tę samą strategię. Najpierw budowanie atmosfery zagrożenia. Potem język wojny domowej. Następnie wskazywanie „chwastów”, które trzeba wyrwać z polskiej ziemi, oraz ludzi, którzy rzekomo nie zasługują na miano prawdziwych Polaków. Wreszcie przychodzi moment konfrontacji, która ma dostarczyć nowych bohaterów narodowej legendy.

Tyle że historia uczy czegoś zupełnie odwrotnego.

Prawdziwi patrioci budują wspólnotę.

Fałszywi potrzebują wrogów.

Prawdziwi bronią państwa.

Fałszywi nieustannie wystawiają je na próbę.

Prawdziwi szanują prawo nawet wtedy, gdy jest dla nich niewygodne.

Fałszywi uznają prawo wyłącznie wtedy, gdy służy ich interesom.

Dlatego patrząc na berlińskie wydarzenia, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie oglądaliśmy aktu patriotyzmu.

Oglądaliśmy kolejny odcinek wielkiego narodowego teatru.

Teatru, w którym role są z góry rozpisane.

Są patrioci.

Są zdrajcy.

Jest opresyjny system.

I są obowiązkowe kajdanki, bez których współczesny męczennik polskiej prawicy nie może już chyba funkcjonować.

Bo przecież cóż wart bohater bez fotografii z zatrzymania?

Kto za tym wszystkim stoi?

Kumaci wiedzą.

Krzysztof Pasierbiewicz (@Echo24, - bloger niezależny)

UWAGA!

@ALL

Przykro mi, że w niektórych przypadkach blokuję i usuwam komentarze.

Lecz mój blog to nie Hyde Park, gdzie byle kto może byle co wygadywać. Słowem, nie dopuszczę do zrobienia magla z dyskusji.

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka