Dzisiaj (21 września) mija kolejny Międzynarodowy Dzień Pokoju ogłoszony przez ONZ w 1981 r. Mija on spokojnie, bo mało kto jest świadomy, że w ogóle taki dzień istnieje. A przecież wojny są i mogą być następne. Wcale nie chodzi mi tu o wypowiedź Ministra Rostowskiego w Parlamencie Europejskim o możliwej wojnie w Europie . Myślę o małym kraju w Afryce – Rwandzie, która wszystkim, jeśli o niej w ogóle słyszeli, kojarzy się z jednym: ludobójstwem podczas wojny domowej w 1994 r. Do tej pory wiele osób zadaje sobie pytanie, jak można było przeoczyć symptomy nadchodzącej fali nienawiści. Okazuje się, że można było. A co gorsza – możemy przeoczyć pojawiające się symptomy powtórki z 1994 r.
333
BLOG
O trwałości pokoju w Rwandzie na zaproszenie Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl dyskutowali Dariusz Rosiak, dziennikarz Rzeczpospolitej oraz Radiowej Trójki oraz Konstanty Gebert, publicysta Gazety Wyborczej, zajmujący się analizowaniem mechanizmów rządzących ludobójstwem. Okazją do podjęcia tematu był właśnie Międzynarodowy Dzień Pokoju oraz VI Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Obywatelskich. Obaj prelegenci byli zgodni w jednym: zasadniczym gwarantem pokoju w Rwandzie jest obecny prezydent kraju Paul Kagame. Ocena jego rządów przypominała jednak dylematy Tewiego ze „Skrzypka na dachu”: z jednej strony mamy pozytywy dyktatury, ale z drugiej strony są negatywy. Czy pozytywy usprawiedliwiają negatywy? Im dalej w szczegóły, odpowiedź staje się coraz bardziej skomplikowana.
Jak podkreślał Dariusz Rosiak dyktatura w Rwandzie nie jest stalinowskim reżimem, w którym ludzie boją się wyjść na ulice i nie mogą normalnie pracować. Kraj, po tak okrutnym doświadczeniu, funkcjonuje normalnie. Dzieci chodzą do szkoły, działa nawet opieka medyczna, co nie w kazdym afrykańskim kraju jest normą. Dyktatura Kagamego polega na skomasowaniu całej władzy w rękach mniejszości Tutsi. Przez nich są kierowane wszystkie wysokie urzędy. Jedynie część ministerstw jest w rękach Hutu. Dyktatura ma też pozytywne elementy z europejskiego punktu widzenia, np. w parlamencie jest więcej kobiet niż mężczyzn. Rosiak wymiania także poważne zagrożenia. W Rwandzie nie ma wolnych mediów ani wolności słowa. Rząd dysponuje sprawnymi służbami bezpieczeństwa. Z mniejszym lub większym skutkiem dokonują one zamachów również za granicą. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2010 zamknięto dwie gazety a ich szefowie zostali skazani na długie lata więzienia. Zdelegalizowane zostały inne niż rządząca partie polityczne. Wymiar sprawiedliwości jest całkowicie kontrolowany przez Tutsi. Nie ma jednak żadnej alternatywy dla Kagamego – podkreśla Rosiak.
Zdaniem Konstantego Geberta w Rwandzie nie zostały wyeliminowane mechanizmy ludobójstwa. Nie została skompromitowana ideologia ludobójstwa. Przypomniał, że podział pomiędzy Tutsi i Hutu został wprowadzony przez kolonizatorów. Tutsi, zajmujący się pasterstwem, uchodzący za szlachetniejszych z wyglądu. Mówi się, że są wysocy, o jaśniejszym kolorze skóry. Hutu z kolei to rolnicy, niscy, o ciemnej skórze. Nie różnice w wyglądzie były jednak przyczyną wojny. Znakomita większość mieszkańców Rwandy nie wygląda ani tak, ani tak – mówi Konstanty Gebert. – Wbrew powszechnemu przekonaniu Hutu i Tutsi to nie są kategorie etniczne, ale raczej społeczne. Na różnice w wyglądzie między nimi zwracali uwagę jedynie podróżnicy. Zasługą obecnego reżimu jest zniesienie podziału Hutu – Tutsi. Obowiązuje zakaz posługiwania się tymi kategoriami. Co więcej, w Rwandzie dokonano niesłychanego eksperymentu społecznego – wypuszczono z więzień ludobójców. Kraju nie było stać na to, by trzymać w więzieniu 120 tys. mężczyzn w wieku produkcyjnym, bo Rwanda jest bardzo uboga. Po odsiedzeniu wyroków żyją obok rodzin swoich ofiar – dodaje.
Dariusz Rosiak zauważył jeszcze jeden konfliktogenny element w Rwandzie - traktowanie ludobójstwa jako niepodważalnego założycielskiego mitu nowej Rwandy. Z niego wynika założenie, że prawie wszyscy, a właściwie przyjmuje się roboczo, że wszyscy Hutu, którzy przeżyli, brali udział w ludobójstwie. Podstawą do tych zarzutów jest fakt, iż potem uciekli oni do Kongo. Powszechne przekonanie głosi, że gdyby nie mieli nic na sumieniu nie uciekaliby – tłumaczy Rosiak. Wśród wielu Hutu panuje przekonanie, poniekąd usprawiedliwione ich świadectwem, że sądy gacaca, czyli ludowe sądy w wioskach, skazywały niesłusznie – opowiadał.
Sądów gacaca bronił Konstanty Gebert. Ta forma sądów ludowych była próbą, może nieudolną, ale ważnym wysiłkiem uregulowania życia po tak tragicznych wydarzeniach, jakim było ludobójstwo z 1994 i na pewno pozwoliło budować nową rzeczywistość w Rwandzie.
Na razie Paul Kagame rozpoczął drugą kadencję prezydencką. Ma on przed sobą jeszcze 6 lat rządów. Jak zaznacza Dariusz Rosiak może w tym czasie wychować swojego następce, co raczej rzadko sie zdarza w przypadku takich dyktatorów jak Kagame – dodał Rosiak. Może też zmienić konstytucję i rządzić dalej. Jest przecież młodym przywódcą – wyjaśniał dziennikarz. Albo... No właśnie nie wiemy, co może być dla niego alternatywą.
(przy wspólpracy z Moniką Mostowską)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)