0 obserwujących
328 notek
297k odsłon
727 odsłon

Rozmowa z Witoldem Gadowskim

Wykop Skomentuj2

Z Witoldem Gadowskimo fikcji, która przypomina rzeczywistość, zanikającym dziennikarstwie śledczym oraz o misji dziennikarskiej rozmawia Hubert Bekrycht.

 

Witold Gadowski (rocznik 1964) - zakopiańczyk, reporter, autor  wydanej wspólnie z Przemysławem Wojciechowskim książki „Tragarze śmierci"  zawierającej wywiady m.in. z „Carlosem Szakalem", Abu Daudem (ostatni przed śmiercią wywiad z jednym z przywódców "Czarnego Września"), Hansem Joachimem Kleinem, Peterem Juergenem Bockiem. Laureat wielu dziennikarskich nagród m.in. Grand Press i dwukrotnie nagrody „Watergate". Autor filmów dokumentalnych, reportaży telewizyjnych i prasowych. Skoczek spadochronowy, miłośnik kawy i Bałkanów.

 

 

Z Twojej książki „Wieża komunistów” wyłania się obraz współczesnej Polski oplecionej pajęczyną dawnej komunistycznej bezpieki, jej niejasnych powiązań z władzą, Polski gdzie gigantyczna afera gospodarcza stała się mitem założycielskim III RP. Naiwnie zapytam : to fikcja literacka?

Jest to fikcja, bo nie chcę być pensjonariuszem zakładów karnych w III RP. Gdybym napisał książkę reporterską, opowiadającą o tych wszystkich sytuacjach, to najprawdopodobniej miałbym na karku kilka sądów. Ucieczka w literaturę, mam nadzieję, skutecznie mnie przed tym broni. Opowiadam jednak o rzeczach, które widziałem, słyszałem, rozmawiałem o tym…

Wielu dziennikarzy pisze teraz dobre powieści o zabarwieniu kryminalnym – np. Wildstein, Zielke, Ziemkiewicz, Ty - bo nie może czegoś napisać wprost?

Tak. „System wolności mediów” jest tak skonstruowany, że tego typu treści nie są zamawiane przez redakcje, bo rodzą tylko kłopoty. Są tak niewygodne dla obecnego establishmentu, że nowe pokolenie dziennikarzy ma głęboko wpojoną autocenzurę, aby się tym nie zajmować i nie robić sobie kłopotów.

Jednym z dziennikarzy, który przeciwstawia  się takiej postawie i uparcie dąży do ukazania prawdy jest Wojciech Sumliński,  któremu zarzuca się między innymi ujawnienie aneksu do raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Tak, chociaż jego sytuacja nie jest jeszcze wyjaśniona, pokazuje jak te układy, o których wspomniałem, mogą zadziałać w praktyce.

Fundusz Budowy Gospodarki z Twojej książki kojarzy mi się tylko z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Józef  Uchlanz – u Ciebie - to Jerzy Urban, Grzegorz Okrzemek to Grzegorz Żemek  i tak dalej. No i główny bohater, dziennikarz tropiący aferę -Andrzej Brenner to – tak sądzę – Ty?

On jest pewnym tworem idealnym. Ja chciałbym, aby taki ktoś, jak Brenner, istniał, ale nie znam w Polsce takiego dziennikarza. Nie jestem nim też ja. Wyposażyłem mojego bohatera, Andrzeja, w cechy wielu różnych dziennikarzy i trochę też w cechy ze swoich marzeń.

A inni bohaterowie Twojej książki?

Można czytać „Wieżę komunistów” jako powieść z kluczem, ale chciałbym żeby była ona czytana jako powieść po prostu. Oczywiście będą się nam kojarzyć te wszystkie rzeczy, ale sądzę że dobrze jest przeczytać tę książkę jako pewną historię. To jest tak napisana opowieść, by ludzie którzy nie mają takiej wiedzy o aferach, też mogli czytać „Wieżę…” Dla nich będzie to lektura chyba jeszcze bardziej pożyteczna.

W „Wieży komunistów”, czego nie ukrywasz, opisujesz takich  ludzi służb specjalnych przy których podwładni Kiszczaka to łagodne baranki.

Istotnie. My ciągle nie doceniamy elit sowieckich służb specjalnych. Sowieckich, bo przecież polskie służby w PRL były tylko przedłużeniem służb sowieckich. To nie byli prymitywni żołdacy, tylko naprawdę wytrawni gracze.

Jesteś dziennikarzem śledczym. Ale w Polsce od jakiegoś czasu tą specjalnością tak poważnie, delikatnie mówiąc,  nie zajmuje się zbyt wiele osób. Nawet kłócę się czasem z innymi reporterami, że u nas nie ma dziennikarstwa śledczego, tylko źle zabezpieczone dokumenty.

Zgadzam się z tym i to z wielkim smutkiem. Coś na kształt dziennikarstwa śledczego zaczęło kiełkować w końcówce lat dziewięćdziesiątych. Moim zdaniem najlepszym okresem dla tego typu dziennikarstwa to był „późny Miller” i okres obumierania jego rządów. Wtedy w prokuraturach odbywały się wielkie, spektakularne śledztwa. Powstawały wreszcie, właśnie przy prokuraturach, zespoły specjalistów. Pojawiały się produkcje, które można nazwać z czystym sumieniem wstępem do dziennikarstwa śledczego. To wszystko zniknęło. Dziś jest kilku dziennikarzy, którzy jeszcze próbują się tym zajmować, ale jest coraz mniej redakcji, chcących na to wykładać pieniądze.

Jest dużo pracy dla Ciebie i innych odważnych dziennikarzy. Afera goni aferę. Amber Gold to tylko przykład?

Amber Gold to nie jest tylko Pan Plichta. On jest tylko słupem tej afery. Sięgając dalej, znajdziemy korzenie wiążące tę sprawę  między innymi z rosyjskimi mafioso Rabinowiczem, z rosyjskim złotem, z próbą zakupu LOT-u. To wszystko razem tworzy barwną, ciekawą opowieść. Być może kiedyś jakiś dziennikarz o tym napisze.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale