Tadeusz Hatalski
Navigare necesse est ….
40 obserwujących
385 notek
557k odsłon
634 odsłony

Reks i Ciapek

Wykop Skomentuj104

W sobotę albo w niedzielę, wczesnym porankiem jak to poetycko ujmuje Endomondo, gdy biegnę przed siebie, nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, mało jest ludzi. A ci, których się spotyka, to praktycznie ludzie z psami na spacerze w pobliskim lesie. W tym zaczarowanym, po którym biegnąc, zawsze pobłądzę. Psy małe i duże, rasowe i kundle, york shire’y, pudle, boksery, husky. I owczarki niemieckie, zwane potocznie wilczurami. Te rasowe, z niskim zadem i jakby podkulonymi tylnymi nogami. Kiedyś dawno temu, takich nie było, teraz są tylko te. Dziwne ludzie mają upodobania. No, bo co jest ładnego czy też użytecznego w tych podkulonych tylnych łapach?  Szczerze mówiąc nie wiem.

Z dzieciństwa pamiętam psa, to był też wilczur. Reks się nazywał. Ale podkulonych tylnych łap nie miał. Często siedział na progu domu, w którym mieszkaliśmy.  Siedział tak jak to siedzą wilczury, prosto, na tylnych łapach i z podniesioną głową. Mnie też zdarzało się siedzieć na tym progu. I ten obraz, gdy tak siedzimy sobie na kamiennym progu obydwaj, został w mojej pamięci. Duży pies, z wyprostowanymi przednimi łapami i podniesioną głową. I obok ja, mały chłopiec. W tym domu, a właściwie w domu obok, ale na tym samym podwórzu, był też drugi pies. Mały kundel z długą sierścią, Ciapek się nazywał. Ciapek nie siedział na progu tak jak Reks. Ciapek zwykle kręcił się w pobliżu albo leżał wyciągnięty na boku. Te psy to nie były nasze psy. Reks należał do sąsiada, który mieszkał w tym samym domu co my, a Ciapek do sąsiada z domu obok.

To było dawno. Wtedy wiejskie psy jeszcze polowały. Dzisiaj takie psie polowanie uważane jest za coś, co jest niemalże zbrodnią. Zresztą zwykłe polowanie, ze strzelbą też nie jest popularne. Poprzedni prezydent, który jest myśliwym, musiał się publicznie zarzekać (choć niewiele mu to pomogło i wybory przegrał), że nie będzie polował. Ale w tamtych czasach, to że psy polowały, było czymś naturalnym. Wśród nas dzieci, krążyły legendy o tym jak Reks i Ciapek polują na zające. Na takim polowaniu, każdy z nich miał swoją rolę. Oczywiście Reks był panem a Ciapek sługą. Reks miał zbyt wysokie mniemanie o sobie, aby pospolitować się zwykłym bieganiem po polu za zającem. Toteż zasadzał się na zająca, ukryty za wysoką miedzą. A po polu, w poszukiwaniu przyszłej ofiary, biegał Ciapek. Gdy tego zająca już wytropił, naganiał go w kierunku miedzy, pod którą siedział przyczajony Reks. I w momencie, gdy uciekający przed Ciapkiem zając go mijał, Reks wyskakiwał i życie biednego szaraka gwałtownie dobiegało końca. No, cóż taka jest zwykła kolej rzeczy w przyrodzie, naturalny łańcuch pokarmowy. Drapieżniki, aby utrzymać się przy życiu skracają życie innych ssaków, tych roślinożernych.

Ale Reks, pies z którym siadywaliśmy sobie razem na kamiennym progu dużego domu z mojego dzieciństwa, też nie skończył swojego życia naturalną śmiercią. Z tym, że nie w wyniku logiki łańcucha pokarmowego obowiązującego w przyrodzie. Powód był inny. W niedalekiej okolicy, jeden z gospodarzy hodował owce. Owce te pasły się na łące w zagrodzie. I którejś nocy Reksowi przyszedł do głowy pomysł, który być może wynikał z jego wysokiego mniemania o sobie i braku ochoty na męczące bieganie po polu. Pomysł, który był przyczyną, że jego z kolei życie dobiegło tragicznego końca. Otóż, zamiast jak zwykle wybrać się na zające, razem z Ciapkiem poszli zapolować na owce. Jedną zagryźli a dwie inne skończyły życie, pewnie w wyniku wyczerpania i stresu. Bo rano jak je wszystkie trzy znaleziono martwe, na tych dwóch, śladów zębów Reksa nie było.

No i to polowanie Reksa na owce, było jego ostatnim polowaniem. A tak faktycznie wyrokiem śmierci. To było bardzo dawno, więcej niż pół wieku temu. Wtedy, coś takiego jak uśpienie psa przez weterynarza nie było znane. Przynajmniej nie tam, gdzie to wszystko się działo. Natomiast miejscowy leśniczy miał strzelbę. I za zgodą właściciela psa, leśniczy poszedł razem z Reksem do lasu. Ale z lasu leśniczy wrócił sam. Co stało się z Ciapkiem nie wiadomo, gdzieś znikł. Ale nie z powodu leśniczego. Do lasu leśniczy poszedł tylko z Reksem. Potem krążyły historie, że ktoś widział Ciapka jak biega po polu. Ale nie w pogoni za zającem, tylko w poszukiwaniu Reksa.

Fajny jest ten zaczarowany las. Po którym, w sobotę wczesnym porankiem zdarza się, że biegnę, nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Fajny, bo spotykając tam, i mijając te wszystkie domowe psy, rasowe i kundle, duże i małe, spotykam tam, we wspomnieniach oczywiście, również Reksa i Ciapka. Dwa także domowe psy, ale u których odezwał się naturalny instynkt polowania. Instynkt, dla którego człowiek udomowił psa, aby mu pomagał w zdobywaniu pożywienia. A który to instynkt, w przypadku tych dwóch, Reksa i Ciapka, był przyczyną ich tragicznego końca.

Wykop Skomentuj104
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości