Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
56 obserwujących
476 notek
768k odsłon
  1611   2

Po co ludziom psy …

Zwykle w sobotę albo niedzielę, dla zdrowia fizycznego i psychicznego biegnę truchtem po leśnych ścieżkach wokół naszej gdyńskiej Dąbrowy. Truchtem, czyli takim rodzajem ludzkiego chodu, jakim na początku swoich dziejów, przemieszczał się z miejsca na miejsce homo sapiens. W czasach, gdy był już homo a sapiens dopiero miał być. Czyli jakieś dwa albo trzy miliony lat temu. 

I tak, biegnąc – wzorem naszych przodków sprzed tysięcy lat - leśnymi ścieżkami na polodowcowej morenie wokół Gdyni, spotykam psy. Różne psy. Rasowe i kundle, myśliwskie i pokojowe, małe i duże, chude (rzadko) i grube. Oczywiście nie same, ale z ludźmi. Ostatnio, o dziwo spotkałem chudego a dokładnie szczupłego (choć to drugie określenie do psa niezbyt pasuje) labradora. Piszę o dziwo, bo praktycznie wszystkie labradory, jakie spotykam w swoim biegu po zdrowie (jedno i drugie) są obrzydliwie zapasione. A ten spotkany ostatnio, był szczupły aż miło było popatrzeć. Chwała właścicielowi, że nie sypie mu karmy tyle ile labrador jest w stanie zjeść. Ale tyle ile mu potrzeba, aby był w dobrej formie.

I tutaj dochodzimy do kwestii zawartej w tytułowym pytaniu. Po co dzisiaj ludziom psy?

Pies to zwierzę udomowione. Tak samo jak krowa, świnia, koń czy też inne udomowione. Z odpowiedzią na pytanie po co ludziom zwierzęta, te przed chwilą wymienione, nie ma problemu. Krowy dają mleko, z wieprzowiny (czyli ze świń) mamy schabowe. Z kolei konie, jeszcze niedawno, służyły do pracy w polu, dzisiaj są potrzebne głównie do rekreacji, czyli jazdy wierzchem.

A co z psem? Mleka nie daje, na schabowego (no, za wyjątkiem Chińczyków) też nikt go nie przerabia. Do jazdy wierzchem też się nie nadaje. A jest ich tyle albo i więcej niż tych, o których przed chwilą wspomniałem. 

Pies (a właściwie wilk), został udomowiony pod koniec epoki lodowcowej, czyli jakieś plus, minus  40 tys. lat temu. Bryan Sykes w swojej książce „Siedem córek Ewy” (w polskim tłumaczeniu książka wydana pod niezbyt adekwatnym tytułem ‘Siedem matek Europy”) tak to opisuje: „… bardzo dziwna rzecz wydarzyła się w głównym obozowisku, położonym w sosnowym lesie poniżej granicy wiecznej zmarzliny. Była ciemna, bezksiężycowa noc. Katarzyna i jej matka siedziały przy ognisku. Dzieci już spały … I w chwili, gdy Katarzyna, też miała się położyć, wydało się jej, że w lesie, jakieś dziesięć metrów dalej, po drugiej stronie ogniska, coś się poruszyło. Las nie był bezpieczny, w nocy grasowały tam rysie, wilki i niedźwiedzie. Katarzyna spojrzała w głąb lasu, ale nic tam nie było, więc położyła się spać. Jednak następnego wieczoru, zdarzyło się znowu to samo. …  Zdecydowanie coś tam było. … Katarzyna odeszła około dziesięciu kroków od ogniska, tak aby przyzwyczaić oczy do ciemności. … Spojrzała ponownie, a tam, z wyciągniętymi łapami, leżał dorosły wilk. Katarzyna krzyknęła z przerażenia. Wilk, jednym zwinnym ruchem, zniknął. A Katarzyna pobiegła z powrotem do ogniska, gdzie wszyscy już się obudzili w oczekiwaniu na atak z lasu. … następnej nocy wilk pokazał się znowu. … Ojciec Katarzyny, delikatnie i bez gwałtownych ruchów, rzucił mięso na ziemię obok wilka … wilk podniósł się, podszedł do leżącego mięsa, powąchał je, następnie wziął w zęby i oddalił się do lasu. … Około sześć tygodni później, ojciec i brat Katarzyny wracali z udanego polowania. … na ścieżce stał wilk. Choć tak naprawdę była to wilczyca. U jej boku były dwa szczenięta. Wilczyca z dwoma szczeniętami poszła za nimi do obozu i położyła się na swoim starym miejscu. … W ciągu następnych kilku tygodni, wilczyca przebywała ciągle w pobliżu obozowiska a jej szczenięta bawiły się z dziećmi na leśnym poszyciu … „*

Nikt nie wie jak w rzeczywistości wyglądało udomowienie psa (znaczy się wilka). Ale jest całkiem prawdopodobne, że tak właśnie było. Jak to realistycznie, w swojej książce o pochodzeniu rdzennych Europejczyków, przedstawił Bryan Sykes.

I od chwili, gdy tysiące lat temu, wilczyca ze swoimi małymi, w poszukiwaniu dla nich jedzenia, przyszła do ludzkiego obozowiska i tam została, człowiek i pies (czyli udomowiony wilk) żyją do dzisiaj razem. Tak się stało, bo człowiek i pies byli sobie nawzajem potrzebni. Homo sapiens, zanim nauczył się uprawy ziemi oraz udomowił konia, krowę czy też świnię, przez tysiące lat był koczownikiem i żył z myślistwa. I od tego co upolował, zależało, czy przetrwa on, jego dzieci, jego rodzina i jego plemię. A pies, w tej walce człowieka o przeżycie, był mu wiernym towarzyszem. Na dobre i na złe. Potem, gdy homo sapiens prowadził już życie osiadłe, pies nadal był użyteczny. Pilnował obejścia, ostrzegał przed wrogiem czy też złodziejem. Pomagał też nadal w polowaniu, które w miarę upływu czasu i rozwoju cywilizacyjnego, zmieniało swoją funkcję. Zamiast konieczności stawało się rozrywką i rekreacją.

A jak jest dzisiaj? Jaką funkcję w życiu człowieka pełni pies obecnie?

Czy trzymanie psa husky albo myśliwskiego charta w wielkomiejskim bloku oraz przekarmianie labradorów, to jest miłość zwierząt czy też może znęcanie się nad tym zwierzęciem? Podobne do tego, jakiego doznaje, często wychudzony i uwięziony, pies łańcuchowy?   
----------------------------------------

* z j. angielskiego tłumaczenie własne.

Lubię to! Skomentuj103 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości