Zdaję sobie sprawę, że trudno w to uwierzyć, ale ten post napisałem z inspiracji posła Jarosława Urbaniaka, tygrysa z brygady śledczej PO, jak go widzą niektórzy. Ale żeby nie być posądzonym o schlebianie posłowi dodam, że innym kojarzy się on z różową panterą z kreskówki dla dzieci. Mniejsza z tym, być może mój tekst pozwoli rozstrzygnąć również i tę drażliwą kwestię.
Duchową inspirację poczułem w momencie, gdy usłyszałem, jak poseł Urbaniak ( który skończył filozofię na KUL-u) pożalił się mediom, że jego partia wpadła w kolejną pułapkę zastawioną przez PiS. Tę nieznośną lekkość wpadania Platformy w pułapki skomentuję w dalszej części notki, teraz pragnę zatrzymać się na chwilę przy konstrukcji pułapki.
Perfidia pisowskiego podstępu zasadzała się na wykorzystaniu faktu, że posłowie Platformy przed powołaniem komisji śledczej nie mieli wiedzy, iż Wasserman i Kempa byli członkami rządu, który przygotowywał w tamtym czasie projekt ustawy o grach losowych. „To wyszło na jaw dopiero podczas prac komisji” - mówi poseł Urbaniak ( który skończył logikę ). I zaraz dodaje, że przedtem nie przyszło im do głowy, żeby sprawdzić niebezpieczne związki tych posłów, bo mieli „elementarne zaufanie do PiS”.
Tak więc z jednej strony mamy przeszło dwustu posłów PO, którzy nie mieli pojęcia, kto był w rządzie PiS, z drugiej strony zaś mają oni elementarne zaufanie do tegoż PiS, które w końcu sprowadziło ich na manowce. Narzuca mi się w tym miejscu dość podchwytliwe, a nawet zuchwałe pytanie do Donalda Tuska: - Czy to oznacza, że deklarowana przez premiera polityka zaufania ostatecznie legła w gruzach ? Ta kwestia chyba pozostanie retoryczna, natomiast dalszy ciąg ma problem budowy pułapek politycznych.
Oto bowiem według części mediów, to Platforma zastawiła pułapkę na pisowskich członków komisji hazardowej i w efekcie wyeliminowała ich z dalszych prac. Zasadzka ta miała polegać na tym, że ci w dobrej wierze przystali na rolę świadków, sądząc, że jeśli nie udowodni im się stronniczości, to pozostaną w komisji. Tymczasem pracownicy Biura Analiz Sejmowych, poddani marszałka Komorowskiego, w ostatniej chwili napisali opinię, która dyskwalifikuje jako ewentualnego członka komisji osobę, jeśli ta zeznawała jako świadek.
Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że zasada tej pułapki jest prosta jak konstrukcja cepa i daleko jej do szatańskiej przebiegłości PiS w konstruowaniu pułapek. Właściwie można powiedzieć, że prostsza w wykonaniu byłaby jedynie pułapka, gdyby Sekuła z Urbaniakiem (który skończył logikę ) zasadzili się gdzieś wieczorową porą z bejsbolami na Wassermana i Kempę.
Jak wspomniałem na początku, niebywała skłonność Platformy do wpadania w hazardowe zasadzki ma już swoją historię i warto parę zdań na ten temat napisać. Przypomnę więc, że pierwszy raz potrzask się zatrzasnął nad głowami polityków z partii Donalda Tuska, gdy zaślepieni elementarnym zaufaniem do CBA, prowadzali się z niejakim Rychem. Wszyscy komentatorzy nie mogli się wtedy nadziwić lekkomyślności prominentnych działaczy Platformy, którzy niemal ostentacyjnie lobbowali w imieniu przedstawicieli jednorękich bandytów. Przyjmowali ich w domach, grali z nimi w golfa, spotykali się, gdzie popadło, na lotniskach i na cmentarzach. A potem zdawali im relację telefoniczną ze swoich poczynań i sukcesów w pracach nad ustawą hazardową.
Tymczasem dzięki posłowi Urbaniakowi ( który skończył logikę ) wiemy nieco więcej - to nie brak elementarnej ostrożności, lecz elementarne zaufanie przywiodło ich do zguby. Podobnie się sprawa miała z pułapką zastawioną na Donalda Tuska, którą stosownie do rangi premiera zatrzasnął osobiście sam szef CBA, Mariusz Kamiński. Ta zasadzka, nad którą głośno lamentował premier w swoim czasie, ostatnio jest dziwnie przemilczana i jakby celowo pomijana w propagandzie PO, na co zwróciła mi niedawno uwagę blogerka Marie, ale to jest temat na osobny post.
Matnia skonstruowana wówczas przez Kamińskiego polegała na tym, że Tusk miał do niego elementarne zaufanie, a on premiera bezwstydnie wykorzystał. Mianowicie było tak, że premier, gdy tylko usłyszał od szefa CBA, że jego najbliżsi współpracownicy knują coś z Rychem, natychmiast poleciał zabezpieczać przed nimi proces legislacyjny, gdyż dobro skarbu państwa stawia zawsze na pierwszym miejscu – taka natura po prostu.
Tymczasem Kamiński, z typowo pisowską przebiegłością (plemię żmijowe !), przejrzał już wcześniej Tuska na wskroś i doskonale wiedział, że ten w państwowotwórczym uniesieniu może się wygadać przed swoimi kolegami i będzie przeciek. Złowrogi scenariusz Kamińskiego spełnił się co do joty i mamy, to co mamy.
Jednakże, wbrew twierdzeniu filozofa z Wiejskiej, uważam za coś przedziwnego, że gdy chodzi o hazard, to Platforma Obywatelska z Donaldem Tuskiem na czele tak łatwo daje się przywieść na hak, raz po raz wpadając w sidła zastawione przez Kaczyńskich. Ta przypadłość Platformy nabiera cech prawdziwie metafizycznych, gdy sobie uświadomimy, że w innych dziedzinach magia PiS-u na Platformę wcale nie działa.
Naprawdę, są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło – nie wyłączając posła Urbaniaka z lubością przypominającego przy każdej okazji, że jest logikiem. Na koniec pozostała do rozstrzygnięcia kwestia domniemanego charakteru, w jakim występuje on w komisji hazardowej – tygrys czy różowa pantera ?
Z moich rozważań niezbicie wynika konkluzja, że poseł Urbaniak, owszem, jest z wykształcenia logikiem, ale niepraktykującym - czy to nie przechyla szali zwycięstwa na stronę zwolenników różowej pantery ?
http://wyborcza.pl/1,75478,7409956,Urbaniak__PiS_zastawil_pulapke.html
http://bi.gazeta.pl/im/6/7407/m7407346.mp3
Inne tematy w dziale Polityka