Ćwiartka strony, jeśli nie liczyć ozdobników i nagłówków. Cztery proste zdania, raczej zbyt proste jako sprawdzian na rozumienie tekstu dla maturzystów. Trzy pierwsze uzasadniają konkluzję zawartą w czwartym. Zwięzła treść pisma jest w podanym poniżej linku, ale ten wniosek jest wart osobnego cytatu - „...za niecelowe należy też uznać wprowadzenie rozwiązań ustawowych, których intencją jest zabezpieczenie odpowiednich środków finansowych poprzez poszerzenie katalogu dopłat...”.
Pismo Drzewieckiego nie pozostawia miejsca na rozterki czy wątpliwości, z jakich rozwiązań minister rezygnuje – autor wskazuje numer artykułu oraz ustępu, który je zawiera. Ten jasny i logiczny tekst minister nazywa błędem urzędnika, który nie zrozumiał jego intencji.
Dyrektor Generalna, która intencje ministra przekazała Dyrektorowi Departamentu, tłumaczy się, że przeczytała sporządzone przez niego pismo i je zaakceptowała, ponieważ „uzasadnienie odzwierciedla intencje przekazanego polecenia”.
Dyrektor Departamentu wyjaśnia, że otrzymał od Dyrektor Generalnej polecenie przygotowania pisma informującego, że minister rezygnuje z zapisów ustawy o dopłatach i napisał je zgodnie z tą intencją.
Pewnego dnia minister jest indagowany przez premiera, dlaczego zrezygnował z dopłat, więc zwołuje nazajutrz zebranie z wyżej wymienionymi i zadaje im to samo pytanie. I wtedy wychodzi na jaw ogólne qui pro quo co do intencji.
Reasumując ten ubolewania godny ciąg pomyłek, zacznijmy od dołu. Dyrektor Departamentu przez pomyłkę sporządza pismo niezgodne z intencjami Dyrektor Generalnej. Ta ostatnia czyta pismo napisane niezgodnie z jej intencjami, ale przez pomyłkę je akceptuje i oddaje ministrowi do podpisu. Minister nie czytając, podpisuje dokument niezgodny z jego intencjami i trwa w błogim poczuciu spełnionego obowiązku aż do spotkania z premierem.
Dzisiaj twierdzi, że pismo było informacyjne i nie mogło przynieść żadnych poważnych skutków. No dobrze, z chrześcijańską wyrozumiałością przyjmijmy, że niezbadane są wyroki boskie i paru urzędnikom, z ministrem na czele, odebrało rozum w tym samym czasie. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego w trakcie spotkania wyjaśniającego z urzędnikami minister Drzewiecki odmówił zgody na wysłanie dokumentu korygującego do ministra finansów, skoro już znał powagę konsekwencji swojego „pisma informacyjnego” - sam fakt spotkania z premierem w tej sprawie musiał mu to uświadomić.
W tym świetle argument o bagatelności pisma jest śmieszny. Zadziwiająca jest ta metamorfoza ministra Drzewieckiego, luzaka, który bez czytania podpisuje urzędowe kwity – ledwo co wczoraj zagadnięty przez premiera; ledwo co ustalił z urzędnikami, że przez pomyłkę zrezygnował z dopłat, a już zdecydowanie i bez wahania odmawia zgody na skorygowanie błędu.
Pozostaje tylko jedno wytłumaczenie – minister uświadomił sobie, że musi uzgodnić swoje poczynania, jeżeli nie chce brnąć w jeszcze gorsze bagno. Musi po prostu uzgodnić swoją wersję. Zbyt wiele osób uczestniczyło w tej grze, żeby reagować bez porozumienia.
Pismo korygujące z prośbą o pozostawienie dopłat zostaje wysłane dwa tygodnie później, ale już w kontekście nowego budżetu ministerstwa. Absolutnie bez związku z kontrowersjami, o których była mowa w piśmie poprzednim, a które uzasadniały wówczas rezygnację z dopłat... Absolutnie bez związku !
http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/msportu30.06.2009a.pdf
http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/msportu02092009a.pdf
Inne tematy w dziale Polityka