Od momentu, gdy szef gabinetu politycznego ministra Drzewieckiego zaczął się stawać jedną z pierwszoplanowych postaci w aferze hazardowej, Platforma jeszcze mocniej niż dotychczas zapragnęła końca komisji w sprawie własnej afery. To znaczy, partia Donalda Tuska zawsze nagliła w tej materii, zgodnie ze staropolskim porzekadłem, że na złodzieju czapka gore.
Tym razem jednak, biorąc pod uwagę, że komisja zaczęła odkrywać sprzeczności w zeznaniach; że biznesmen Sobiesiak ma swoją wersję znajomości z bliskimi współpracownikami premiera; a także po zawiedzionych nadziejach PO na kompromitację przed komisją prezesa PiS, jest to jeszcze bardziej oczywiste.
Stracił nagle cierpliwość wicemarszałek Niesiołowski, który oznajmił wczoraj, że trzeba szybko skończyć z komisją śledczą. Nieznośnie dłuży się ta afera wiceprzewodniczącemu klubu Nowakowi – jemu z kolei wydaje się, że ludzie nie chcą tej komisji i trzeba zamykać jej prace. Sekunduje im niezawodna Gazeta Wyborcza, która też straciła wszelką nadzieję na wyjaśnienie afery, jeśli ją kiedykolwiek miała. – Kończcie waście, wstydu oszczędźcie – nawołuje gromko Gadomski.
Jakby to nie zabrzmiało stylistycznie, wychodzi na to, że Rosół jest gorącym kartoflem w rękach liderów Platformy i to tych z najwyższej półki. Jego znaczenie dla Platformy wynika z trzech powodów, które tu pokrótce przedstawię.
Po pierwsze i zasadnicze, to on „spina” pewną grupę historycznych liderów Platformy. Polecony niegdyś przez Pawła Piskorskiego Grzegorzowi Schetynie staje się jego zaufanym człowiekiem oraz idzie jak burza po szczeblach kariery partyjnej - pełni funkcję dyrektora klubu parlamentarnego PO i jest strażnikiem pieczęci, strzegącym dostępu do Donalda Tuska, a jak niektórzy twierdzą, jego nieformalnym szefem gabinetu. Kto chciał zamienić choćby słówko z przewodniczącym partii, musiał najpierw staranować Rosoła. Ostatnie stanowisko Rosoła przed wybuchem afery, to szef gabinetu politycznego ministra Drzewieckiego, który jest z Tuskiem od samego początku. Zatem łączy Piskorskiego, Drzewieckiego, Schetynę i Tuska.
Po drugie i być może najważniejsze, prawdziwym kłopotem dla Platformy i jej liderów są jego wcześniejsze peregrynacje w tej partii. Jak pisze dziennikarz Jerzy Jachowicz, z którym Rosół przegrał proces o ochronę dóbr osobistych, „dogadywał się z którymś z działaczy młodzieżówki – ci byli najpewniejsi, bo musieli trzymać język za zębami po linii partyjnej – albo kimś zaufanym z pośród wolontariuszy, że zapłaci im za fikcyjne prace, np. rozlepienie plakatów wyborczych. Oni wypisywali rachunek, który on akceptował i przekazywał do księgowości. Po kilku dniach na ich konto wpływała gotówka w umówionej wysokości. Zwykle było to między pięć a dziesięć tys. zł. Rzekomi wykonawcy konkretnej pracy podejmowali pieniądze z konta i „po cichu” zwracali je w kopercie Rosołowi”.
Za ten proceder prowadzony podczas kampanii wyborczej 2005 roku Rosół został zawieszony i przez dwa lata mało było o nim słychać. Gdy Platforma w końcu wygrała wybory i podwyższyła swoje i tak już wysokie standardy, to okazało się, że mieści się pod nimi i nasz delikwent. Tak więc wrócił Rosół i wskoczył od razu na wysokiego konia – na stanowisko szefa gabinetu politycznego ministra sportu. Załóżmy hipotetycznie, że Rosół brał pieniądze od „słupów” do własnej kieszeni. Czy ktokolwiek trzeźwo myślący uwierzy, że trzymano by go w partii po takim przekręcie ? Wniosek narzuca się taki, że być może nie było żadnych machlojek i Rosół jest czysty jak łza i dlatego jego powrót na łono PO był możliwy. Druga możliwość natomiast jest taka, że jeśli były lewe pieniądze, to przeznaczano je na cele partyjne za wiedzą bardzo ważnych person w partii – i w tym przypadku jego powrót również nie powinien dziwić, bo ma wiele do powiedzenia, a te osoby wiele do stracenia...
Po trzecie i ostatnie wreszcie, ale może najciekawsze – Rosół znał zarówno starego Sobiesiaka, jak i młodą Sobiesiakównę; on zajmował się finansami PO w czasie kampanii wyborczej 2005; nie kto inny, ale właśnie on jako szef gabinetu rekomendował Drzewieckiemu napisanie pisma z 30 czerwca, w którym ten rezygnuje z dopłat od hazardu; Rosół pełnił ważne funkcje przy Tusku, Schetynie, Drzewieckim; on także, według zeznań Mariusz Kamińskiego załatwił z ministerstwa środowiska najważniejsze zezwolenie na budowę wyciągu w Zieleńcu.
Marcin Rosół, nomen omen, jest esencją Platformy, jest dla niej jak ożywczy bulion dla chorego organizmu. Poznając coraz lepiej historię afery hazardowej w Platformie Obywatelskiej, wydaje mi się, że również lepiej rozumiem zamysły Donalda Tuska, gdy występował przeciwko dotowaniu partii politycznych z budżetu państwa.
http://www.tvp.info/magazyn/po-godzinach/o-hazardowej-wie-najwiecej
http://www.tvn24.pl/-1,1641991,0,1,niesiolowski-trzeba-szybkoskonczyc-z-komisja,wiadomosc.html
http://bi.gazeta.pl/im/1/7530/m7530391.mp3
http://wyborcza.pl/1,86116,7534113,Konczcie_wascie__wstydu_oszczedzcie.html
Inne tematy w dziale Polityka