Los przewrotny drwi sobie z politycznej geografii przekonań, aspiracji i przynależności. Taki Aleksander Kwaśniewski, który wyznał kiedyś, że wychował się na pismach paryskiej "Kultury", ostatecznie skończył jako lider polskich postkomunistów. A przez co przeszedł w tak zwanym międzyczasie, to aż żal wypominać w kontekście postaci Jerzego Giedroycia.
Liberał Tusk, który w 1987 roku narzekał, że polskość to nienormalność, dzisiaj, przy lada okazji zapewnia Polaków, że są wielkim narodem. A ja z kolei jestem z CIA. Zaczęło się chyba od mglistego wspomnienia z dzieciństwa jakiegoś rodzinnego przyjęcia, gdy mama usiłowała uciszać ojca nucącego zbyt głośno słynny refren „To jest Ameryka, to słynne USA/ To jest kochany kraj, na ziemi raj”.
Wtedy chyba zawiązała się pierwsza moja ciekawość do tego narodu. Oczywiście, zdaję sobie dzisiaj sprawę, że tatuś prawdopodobnie nie był wtedy do końca trzeźwy, gdyż głośne demonstrowanie wówczas sympatii do USA mogłoby mu nie ujść na sucho. Ten post piszę niejako z wierności dla sentymentu rodzinnego, ale także z przekory, ponieważ dzisiaj okazywanie poparcia dla tego kraju też nie jest au courant.
Co prawda, grożą za to jedynie histeryczne wrzaski tak zwanego lewactwa, co jest i tak dużym komfortem w stosunku do czasów komuny. Mam jednak nieodparte wrażenie, że gdy ja pamiętam ojca śpiewającego o swoim amerykańskim marzeniu z lat powojennych, to dzisiejsi opluwacze CIA wspominają rodzinne recytacje wiersza Słowo o Stalinie i tym podobne utwory.
W każdym razie, jeśli chodzi o mnie, to wspomnienie było dobrym początkiem, a potem sprawy ze mną się już tak potoczyły, że zostałem zwolennikiem amerykańskiej demokracji, modelu państwa i w ogóle, co tu dużo gadać ! Tak mi zostało do dzisiaj i to ze wszystkimi konsekwencjami tej fascynacji. A jedną z nieuniknionych konsekwencji jest oczywiście CIA, której ślady w Europie tropi również nasze rodzime lewackie komando.
Jeśli przypatrzeć się uważniej tej całej sprawie z tajnymi lotami i rzekomymi więzieniami CIA w Polsce, to musi uderzyć jedna kwestia, że cały ten zgiełk jest kompletnie oderwany od meritum zagadnienia. Bo przecież sednem tej awantury nie jest wcale legalność czy nielegalność lotów i przetrzymywanie terrorystów na terenie naszego kraju. Zasadniczym wątkiem jest wielka operacja amerykańskich i sojuszniczych służb specjalnych, mająca na celu zapobieżenie kolejnym atakom i wyłapywanie pozostających na wolności sprawców ludobójczego terroru.
Podkreślam słowo „sojuszniczych”, gdyż mam wrażenie, że z powodu wrzaskliwej i bezrozumnej propagandy pogrobowców komunizmu, czasami zapominamy, po której jesteśmy stronie jako naród i cywilizacja. To przecież CIA jest naszą stroną, stroną wspólczesnej ludzkiej cywilizacji, a stoimy naprzeciw średniowiecznych barbarzyńców. Bez względu na rzekome przekraczanie prawa międzynarodowego, te loty i te więzienia, jeśli były, to były w naszym żywotnym interesie. Żywotnym zrówno dosłownie jak i w przenośni.
Niech sobie jakiś Bodnar czy inny Cohn-Bendit mówi, co chce, ale takie uchybienia nie mają żadnego porównania do procederu terrorystów. W żadnej proporcji do zbrodniczych zamachów nie stoją też przypadki złego traktowania czy nawet wymuszania siłą zeznań od terrorystów. Po ludzku rzecz oceniając, jeśli ktoś morduje z zimną krwią niewinnych ludzi, to sam wyznacza sobie granice, w jakich chce być traktowany przez innych. Sprawcy terrorystycznych zamachów te granice wręcz usunęli, zatem doświadczają konsekwencji swojego postępowania, a każdy przyzna, że są to konsekwencje o niebo łagodniejsze, niż los, jaki zgotowali swoim ofiarom.
Antyamerykanizm jest nieodłączną cechą lewactwa, trochę podobnie jak cenzura była warunkiem sine qua non państwa totalitarnego. Bez narodu amerykańskiego, bez jego sposobu pojmowania i praktykowania wolności, nie istnieje ta ideologia, której istotę tak wspaniale uchwycił w swoim „Pamiętniku” Paweł Jasienica : ” Wszystko, co tylko zabarwione jest tonem czerwonym lub czerwonawym, co ogłasza się za lewicowe, natychmiast zyskuje uwagę, poparcie i poklask czynników tworzących opinię „postępową”(...) Nawet ocena zbrodni zależy u firmowych progresistów od tego, kto ją popełnił. W jednym więc wypadku rzecz nazwana zostanie po imieniu, w drugim zaliczona do błędów i wypaczeń, wzmiankować się o niej będzie pobieżnie, z wyraźnym pośpiechem do puszczenia w niepamięć”.
Od czasów, w których pisał swoje wspomnienia Jasienica, raczej nic się zmieniło, jak widać z zachowań polskiej filii tego towarzystwa. Progres postępowców poszedł nawet dalej, bo w imię ideologii mało znaczące uchybienia można przedstawiać niemal jak zbrodnię, a prawdziwą zbrodnię przemilczać.
Skoro tak, to ja też pozostanę przy swoim sentymencie do amerykańskiego poczucia sprawiedliwości. I przy CIA, oczywiście.
http://wyborcza.pl/1,75478,7591071,Byly_loty_CIA__ale_czy_z_wiezniami_.html
Inne tematy w dziale Polityka