Jeśli wierzyć Gazecie Wyborczej, to kandydat PO na sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest najnowszym wcieleniem barona Munchausena. Gdyby natomiast dać wiarę Kazimierzowi Barczykowi, to Polacy nie wiedzą ( z wyjątkiem władz Platformy Obywatelskiej), jaki wybitny obywatel marnował nam się przez te lata w cieniu.
Wedle Gazety Barczyk zaliczył sobie sześć lat asesury do praktyki na stanowisku sędziego; powołał się na poparcie prof. Zolla, który rzekomo miał wysunąć jego kandydaturę, czemu profesor zaprzeczył; obwołał się współtwórca reformy samorządowej, czemu zaprzeczyli z kolei inni współtwórcy, zresztą też profesorowie. Wreszcie przedstawił się jako wybitny sędzia z jednym procentem uchyleń wyroków, podczas gdy Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że w roku 1977 został zwolniony ze stanowiska asesora, gdyż „nie opanował umiejętności prowadzenia i rozstrzygania spraw cywilnych".
Wygląda więc na to, że Munchausen jak żywy, ale ja do Wyborczej mam zaufanie jedynie w granicach obowiązującego prawa, więc zajrzałem na stronę internetową Barczyka. A tam, klękajcie narody ! Wymienię tylko funkcje, godności i tytuły z notki biograficznej w kolejności jak lecą : adwokat, radca, absolwent, założyciel, przewodniczący, radny, poseł, lider, członek, sędzia, prezes, minister, sekretarz, inicjator, doradca, współautor, małopolanin, samorządowiec, wiceprzewodniczący.
Uff ! A chłop ma dopiero 60 lat i ani myśli spocząć. Wyobraźcie sobie, że dodałbym do tego instytucje, które Barczyk zaszczycił, a przecież wiele z wymienionych funkcji się powtarza w różnych miejscach. Najbardziej mnie ujęło, gdy Barczyk przytacza opinię pewnego profesora o swojej działalności w Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych, którego był prezesem – że był to „największy społeczny wysiłek prawników od czasu Konstytucji 3 Maja”.
No, jeśli to nie baron Munchausen, to człowiek renesansowy, czyli renesansiak, jakby to ujął Stanisław Michalkiewicz. Mimo wszystko sprawa wymaga rozstrzygnięcia, bo to robi poważną różnicę jednak – czy w Trybunale Konstytucyjnym zasiądzie prawdziwy renesansiak, czy gość ze skłonnością do naciągania i koloryzowania swoich osiągnięć ? Oczywiście, może być dwa w jednym, ale w tym kontekście to wydaje się jeszcze gorsze niż jedno w jednym, bo nigdy nie będziemy wiedzieli, z którym wcieleniem mamy aktualnie do czynienia.
Poza tym z relacji w Wyborczej wynika, że Barczyk silnie się mijał z prawdą i to być może świadomie. Sam doszukałem się w internecie nielichej ciekawostki. Kazimierz Barczyk 18 lutego przed Komisją Sprawiedliwości oświadczył, że w latach 1974-1982 był sędzią w sądach rejonowych i wydał około 3 tys. orzeczeń.
Natomiast zaledwie dwa tygodnie wcześniej, 5 lutego w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej mówił, że „jestem prawnikiem, który był osiem lat sędzią rejonowym. W sądzie tym wydałem prawie 500 orzeczeń".
Z kolei na nowej stronie internetowej pod wyrafinowanym tytułem -"Kazimierz Barczyk - kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego" - napisano, że "rocznie wydawał 500 orzeczeń, łącznie prawie 3 tys.". Jak łatwo policzyć, to czyni 6 lat orzecznictwa Barczyka i tu już całkiem zgłupiałem.
To wszystko zakrawa na jakieś kompletne pomieszanie w głowie delikwenta albo w redakcji. Taki galimatias zapewne mieści się w osławionych standardach Platformy Obywatelskiej, ale nie bardzo mieści się w mojej głowie. Bo są jakieś granice ściemniania, nawet w polityce, ale cały ten mętlik z Barczykiem można łatwo odcyfrować. Przecież są gdzieś papiery, czy był osiem lat sędzią czy dwa lata, w końcu Barczyk to nie faraon egipski.
Barczyk twierdzi dzisiaj, że asesor to jak sędzia, więc jego informacja biograficzna oddawała istotę sprawy, ale na swojej stronie w chronologii pracy zawodowej poprawił sędziego na asesora. Z kolei Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego, twierdzi, że "zrównanie w biogramie asesury z sędziowaniem to niedopuszczalne nadużycie. Okres asesury, choć też wiąże się z orzekaniem, to absolutnie nie to samo, co orzekanie jako sędzia".
No więc pytanie o charakter Barczyka musi być rozstrzygnięte. Na pewno nie dowiemy się tego od niego samego - żeby nie być gołosłownym ponurakiem, na koniec przytoczę dość rozweselający fragment dialogu z przesłuchania Barczyka przed Komisją Sprawiedliwości.
|
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Chciałbym zadać panu jedno pytanie porządkowe. Co pan rozumie pod słowem „wydałem”?
Kandydat na sędziego TK Kazimierz Barczyk:
Jako przewodniczący rady programowej zaproponowałem cykl wydawnictw.
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Czy pan był autorem, czy wydawcą?
Kandydat na sędziego TK Kazimierz Barczyk:
Jako przewodniczący federacji oraz stowarzyszenia…
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Panie mecenasie, przepraszam, czy był pan autorem tych książek?
Kandydat na sędziego TK Kazimierz Barczyk:
Jestem za nie odpowiedzialny, to znaczy wymyśliłem, wydałem tych książek kilkadziesiąt, wszystkie monitorowałem i pilnowałem ich poziomu, dobierałem współpracowników do pisania.
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Ale pisali inni.
Kandydat na sędziego TK Kazimierz Barczyk:
Wspólnie pisaliśmy.
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Aha. To jest pan autorem tych książek, czy nie?
Kandydat na sędziego TK Kazimierz Barczyk:
W szerokim tego słowa znaczeniu, jestem współautorem. Czy autor to tylko ten, co napisał, czy też ten, kto wymyślił, opracował, zrealizował, wydał?
Przewodniczący poseł Ryszard Kalisz (Lewica):
Zostawmy to na boku. Dziękuję.
|
.
http://wyborcza.pl/1,75478,7610813,Barczyk___sedzia_mniej_czy_wiecej.html
http://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/wgskrnr6/SPC-199
http://209.85.129.132/search?q=cache:6cKStv6wt8wJ:prawo.gazetaprawna.pl/wywiady/395881,panstwo_musi_gwarantowac_jasne_reguly.html
www.barczyk.pl/stronysn/strona.php?idwyb=13
Inne tematy w dziale Polityka