Relatywnie rzecz biorąc, ale także obiektywnie, Salon 24 idzie w górę. O domniemanej przeze mnie wyższości jego uczestników nad czytelnikami Gazety Wyborczej, dobitnie świadczy porównanie dwóch tekstów zamieszczonych w obu mediach na ten sam temat. Chodzi o głośny wyrok trybunału w Strasbourgu w sprawie homoseksualisty, którego odumarł partner związkowy, a z którym długo pomieszkiwał.
Otóż w naszym salonie profesor Sadurski, pomimo że przemawia swoim zwyczajowym mentorsko-ironicznym tonem, dokonuje poważnej egzegezy meritum orzeczenia, śmiało posługując się wobec nas trudnymi wyrazami, a nawet zdaniami złożonymi. W ich salonie natomiast, Gazeta Wyborcza tłumaczy czytelnikom to samo, ale sposobem i językiem, który kiedyś określało się bardzo obrazowym określeniem „jak chłop krowie na rowie”.
Związek homoseksualny nie gorszy – walnęła w nagłówku redakcja z grubej rury i każdy głupi się domyśli, że nie gorszy od małżeństwa. Chyba nic bardziej nie świadczy o poziomie niż prostacka sugestia w tytule. Przy czym Gazeta powołuje się na jakiegoś Biedronia, Legierskiego i Bodnara, co już czyni różnicę jakościową, gdy wspomnimy, że Sadurski przekonując nas, powoływał się na artykuły, konwencje, protokoły, analizy i tym podobne. Prawda, że przyjemnie się robi koło serca ?
I wcale nie przeszkadza, że cała trójka – Trybunał, Gazeta i Sadurski mają moim zdaniem dokładnie to samo w głowie, a mianowicie chcą wcisnąć nam przekonanie, że związki homoseksualne są nie gorsze od małżeństw. Oczywiście, mogę się mylić, ale wątpię. Mnie najbardziej zadziwił Trybunał, gdy stwierdził, że „szukając sposobów ochrony tradycyjnej rodziny, państwo musi brać pod uwagę zmiany społeczne, w tym fakt, że nie istnieje jeden sposób realizowania prawa do życia prywatnego i rodzinnego" – cytuję z Gazety.
Według mnie istnieje niezliczona ilość sposobów życia prywatnego, niedawno zresztą mieliśmy okazje poznać kilka z tych sposobów przy okazji sprawy Polańskiego lub Piesiewicza. Tyle, że żaden z nich nie jest tak newralgiczny dla państwa jak małżeństwo, czyli związek kobiety i mężczyzny, który jest początkiem rodziny, ta zaś determinuje sposób życia społecznego, bez którego państwo nie jest w stanie przetrwać. Stąd bierze się i powinna się brać, szczególna troska państwa o ochronę rodziny.
W tym kontekście osobista konkluzja profesora Sadurskiego, że „można chronić rodzinę tradycyjną różnymi innymi metodami, niepolegającymi na upośledzonym traktowaniu związków homoseksualnych w sferze dziedziczenia”, jest raczej bezpodstawna. Przede wszystkim z tego względu, że sam fakt istnienia związków homoseksualnych jest przeciwko „tradycyjnej rodzinie”. Mniej lub bardziej świadomie, bezwiednie lub z premedytacją, ale taki związek niszczy właśnie rodzinę tradycyjną.
Tym bardziej nie ma mowy o żadnym upośledzeniu homoseksualistów w sferze dziedziczenia, gdyż zrównanie ich praw w tym zakresie z rodziną, to jest dla rodziny równanie w dół, tego nawet nie trzeba tłumaczyć. Gdybym miał szukać analogii małżeństwa ze związkiem homoseksualnym, to naprędce przychodzi mi na myśl oryginalne dzieło artysty i piracka kopia. Czy komuś przyjdzie do głowy, że ściganie piractwa jest dyskryminacją piratów, gdyż państwo może chronić artystów, wyrównując im straty finansowe poniesione z powodu procederu podrabiaczy ?
To jest właśnie dokładnie taki sam idiotyzm jak faktyczne porównanie przez ETPC wartości małżeństwa z homoseksualnym partnerstwem pod względem dziedziczenia czy każdym innym. Ja nie mam nic przeciwko dziedziczeniu, wręcz przeciwnie, jestem za tym, żeby dziedziczyła nawet ulubiona wiewiórka z miejskiego parku, jeśli ktoś ma taki kaprys. Uważam, że każdy przy zdrowych zmysłach ma prawo dowolnie zadysponować swoją własnością i taka decyzja powinna być święta – nie do podważenia. To jest jedna z zasad, które stanowią fundament prywatnej własności. Mało kto mnie tak rozdrażnił, jak pewien lewacki publicysta, który kwestionował prawo do dziedziczenia w ogóle.
Natomiast zrównanie małżeństwa z homoseksualnym partnerstwem w sferze społecznej jest krokiem, który małżeństwo faktycznie ściąga w dół, do poziomu przypadkowego związku dwojga osób, bez znaczenia społecznego. A co za tym idzie, determinuje dalsze konsekwencje, jak nietrwałość przyszłej rodziny, która dzisiaj i tak przezywa kryzys. Z punktu widzenia narodu i państwa to jest katastrofa. Mam mocne wrażenie, że Trybunałowi właśnie o to idzie.
W dodatku takie podejście wcale nie winduje w górę związków homoseksualnych, gdyż zaraz poczują się dyskryminowane wszelkie inne związki, których z racji na swoje salonowe maniery tutaj nie wymienię, zresztą w salonie nie wypada. Stwierdzenie Trybunału o „niejednym sposobie realizowania prawa do życia prywatnego i rodzinnego” jest w kontekście państwa tak bezdennie głupie, że musi nasuwać myśl o premedytacji. W przypadku tej instytucji, a także samej Rady Europy, to nie jest żadna nowina, był czas przywyknąć.
Z drugiej strony, prostactwo tego uzasadnienia napawa optymizmem, co do marnej przyszłości zabobonu praw człowieka. Na razie jednak musi nam wystarczyć świadomość, że profesor Sadurski ceni nas wyżej niż Gazeta swoich czytelników. Wiem, że to nie jest dużo, ale zawsze coś...
http://wojciechsadurski.salon24.pl/160759,sprawa-kozak-przeciwko-polsce-dla-nie-prawnikow-
http://wyborcza.pl/1,75478,7619949,Zwiazek_homoseksualny_nie_gorszy.html
Inne tematy w dziale Polityka